.

 CZŁOWIEK MÓWIĄCY ZA CICHO

.

  Miała już zablokować hejtera,  co natrętnie włączał się w dyskusje na jej ulubionych stronach, ale, spojrzawszy na jego imię i nazwisko, powstrzymała palec przed kliknięciem.

  „Jan Bagiński”.

  Chodził kiedyś taki do jej klasy. Jeszcze w podstawówce. No, to z pewnością nie tamten. Takich nazwisk pewnie  na kopy i to raczej  pseudonim. Złośliwcy  wolą  skrycie dokuczać. Ten  oczywiście nie pokazuje swojej twarzy. Jakoś mimowolnie  stuknęła palcem w jego nazwisko i pojawiła się jego strona. Coś podobnego?!

  Po chwili zdumienia kliknęła na jego pocztę i szybko wystukała:

„Znalazłam na Twojej stronie zdjęcie zbiorowe  z piątej klasy. Ja też  na nim jestem. I Ciebie rozpoznałam…”

  Zamyśliła się. Tamtego chyba roku, może w klasie czwartej, Jaś pojawił się jako nowy. Jaki on był ładny! Miał dużą, kształtną głowę i wielkie, jakby wciąż zdumione, oczy.  Dopiero, gdy odezwał się, zapytany przez  panią, do jakiej szkoły chodził wcześniej, zaskoczył, bo mówił  stłumionym drewnianym głosem. Monotonnie, bez intonacji. i jakby z trudem. 

  Zapamiętała  tamto rozczarowanie. Ten głos zupełnie do niego nie pasował. Nikt w klasie tak nie mówił. Nawet, gdy nie znali odpowiedzi, to jąkali się, stękali, ale pełnym głosem, dźwięcznie, a na korytarzu ryczeli. 

  Jaś nigdy nie podnosił głosu.  Zawsze, jak pierwszego dnia, pozostawał  grzeczny i małomówny.

  Teraz, czytając komentarze, opatrzone jego imieniem i nazwiskiem, pomyślała: „A takie były z niego ciepłe kluchy. No raczej chłodna herbata, taka już bez smaku. I co z niego wyrosło? Zawistny hejter? Niemożliwe.” 

  Odezwał się jeszcze tego wieczoru, pisząc na prv, że też ją zauważył. Już na Naszej-Klasie. Tylko bał się ją zaczepiać.

  Po krótkim: „Co u ciebie słychać?”, że żyje się, pracuje, tu mąż, tam – żona, dzieci też, temat się wyczerpał. 

  – A co teraz porabiasz? – zaryzykowała. 

   – Różne rzeczy, wiesz, interesy, raz lepsze, raz gorsze i tak leci…

  Nie mogła wymyślić, o co by tu jeszcze zapytać, a nachalną być nie wypadało. Dalej więc nie miała pojęcia, kim jest z zawodu, czego się wyuczył.

  „Ach, przecież on zawsze był milczkiem!” – uświadomiła sobie. Dlatego nie zapamiętała w której to klasie przyszedł do nich jako nowy, a już wcale nie wiedziała,  jaką szkołę średnią wybrał. Już miała zrezygnować z dalszej korespondencji, gdy szybko wystukała:   „Jasiu, dlaczego tak brzydko komentujesz moje wypowiedzi na Facebooku?”

  Pożałowała tego natychmiast, gdy już kliknęła Enter i to pytanie, nacechowane pretensją, niestety powędrowało do niego.

  Teraz pewnie – myślała – ten milczący chłopak się spłoszy i więcej się nie odezwie. Albo przeciwnie odpowie jej tak, że jeszcze bardziej pożałuje. Bywał przecież ostry i złośliwy w swych komentarzach. Nawet niesprawiedliwy.

   Odpowiedział od razu: 

  – Ja tylko prostuję, gdy się mylisz. Czasem, nawet często, przesadzasz. Patrzysz na coś jednostronnie. Subiektywnie. Czasem ponoszą cię emocje.

  – Musisz poprawiać?

  Teraz na odpowiedź czekała długo. Wreszcie jej  długość ją zdumiała.  

  Najpierw oznajmił, że czytając jej wypowiedzi i komentarze, a śledził to już  od miesięcy, nabrał do niej zaufania. Poczuł, że jej mógłby szczerze o sobie wszystko opowiedzieć.

  „Widzisz, wobec żony należy grać lepszego niż się jest.  Inaczej straci się w jej oczach. Ktoś obcy też może wyśmiać.  Wtedy się go odrzuca i koniec.  Ale do Ciebie nabrałem zaufania. Czytając twoje komentarze, poczułem, że potrafisz wczuć się w czyjś los.”

  Zaraz jednym ciągiem opowiedział,  dlaczego kiedyś   znalazł się w jej klasie.

  W poprzedniej szkole należał do szkolnego chóru. Lubił to.  Ładnie śpiewał i  nauka nut przychodziła mu łatwo. Dużo występował z chórem. Jeździli do innych szkół i domów kultury. Ale przyszedł dzień, gdy  na próbie generalnej przed ważnym występem bardzo przejęty otworzył usta i wydał z siebie nienaturalne beczenie. Głos go zawiódł. Resztę pochłonął straszny śmiech. Nauczyciel  poderwał się i  wobec  całej sali dał mu w twarz.

  Co dalej – nie pamiętał.  Wszystko zawładnęła ciemność. Jak stamtąd odszedł, z tej estrady, jak  się znalazł w domu, nigdy sobie nie przypomniał.

  Tylko  przestał mówić. 

  Nie mógł wydobyć z siebie ani słowa. Musieli przenieść go do innej szkoły. Przeprowadzić się ze wszystkim do innego miasta. Ile z tym było zachodu! A on siedział w domu i patrzył w okno, nic nie widząc.

  W nowej szkole nikt o nim nic nie wiedział, więc od nowa zaczął mówić,   cichutko, przestraszonym głosikiem. Bał się, że znowu powie coś głupiego, zrobi, albo głos go zawiedzie i cała szkoła będzie się z niego śmiać. Nigdy więc nie zabierał głosu bez potrzeby. A zapytany mówił krótko, to co trzeba i już.

  Na szczęście nikt nie odkrył jego sekretu. 

  Nie kopał z kolegami piłki, nie ciągnęło go do sportu, ale uczył się dużo, żeby mieć dobre stopnie. Oj, nie dane mu było tego zaznać. Przy tablicy tak bardzo się denerwował, ze wypadał nie tak, jak marzył. 

  Tu urwał, a ona zajrzała na strony, gdzie on udzielał się ochoczo w komentarzach.

  Tu był zupełnie innym człowiekiem.   Zaczepnie i złośliwie zabierał głos, jakby tylko po to, aby utrzeć komuś nosa.

„No patrzcie – pomyślała – taka niby chłodna herbata, a potrafi dopiec!”

Krystyna Habrat

4
0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *