.

Poranki



Poranki tak zaczepnie kiełkują myślom w opak,
Okna astmatyczne brzoskwinie ze ścian czerpią,
Ja w gruncie rzeczy nie wiem – kobietę wsączył chłopak,
Pierś stalaktytową łez matrioszki tępią.

Ulegam scenariuszom – krwotokom strun i reszty...
Lubo, kto wie, czemu ból też sarkazm mieści,
Bezlistowie ciała, Zimowej opowieści
Słowa znam na pamięć, Mamiliuszu, wierz mi...

Sierść słoneczna trzeszczy, tyś wewnątrz jest wulkanem,
W piór sonacie zgasłej utonęła sroka,
„Znajdźże sobie litość, samotnych żyć wynajem,
Bo ja cię, uwierz, nigdy w tym świecie nie pokocham”.
.
Tomasz Kowalczyk

.

3
0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *