.
Gilotyna i złote sidła

.

W domu moich rodziców biblioteczka z książkami była zamykana na klucz. Podejrzewam, że odstawowym zmartwieniem mojego ojca było to, żebyśmy nie sięgnęły przypadkiem po lekturę  niewłaściwą dla naszego wieku. W ogóle, jak sądzę, nie przyszło mu do głowy, że jego dzieci mogłyby nie chcieć czytać, co jest zmartwieniem wielu współczesnych rodziców.

Mnie jednak podstępem czasami udawało się dorwać którąś z książek i przynajmniej ją przejrzeć jeśli już nie przeczytać. Działo się to wtedy, kiedy mama zapominała wyjąć klucz z zamka od biblioteczki, a otwierała ją, bo trzymała tam swoje przybory do szycia i często po nie sięgała (działo się to w czasach, kiedy cerowano skarpetki i od maleńkości uczono tego dzieci). 

Kiedy miałam 12 lat, dojrzałam wśród książek w bibliotece dwie pozycje, które postanowiłam dorwać. Pierwszą z nich była książka o rewolucji francuskiej, ponieważ na okładce widniała gilotyna (ojciec zapytany o to, co była za maszyna powiedział, iż wynalazca, Gillet jest znany z  wynalazku żyletek). Jak zapamiętałam, pod nią stał wielki kosz, w którym leżały odcięte ludzkie głowy. W rzeczywistości był nim dr Joseph Guillotin, a jego zamiarem było uwolnienie aktu śmierci od bólu. „Odetnę wam głowę w mgnieniu oka i bez zadania najmniejszego bólu”, obiecywał w listopadzie 1789 r. francuskim deputowanym ich kolega – lekarz, filantrop i zwolennik kary śmierci” informuje wujek Google zaś żyletkę wynalazł ktoś inny „amerykański przedsiębiorca King Camp Gillette w 1895 roku (patent w 1901/1904 r.). Pomysł zrodził się z potrzeby stworzenia bezpieczniejszej alternatywy dla brzytwy – cienkiego, dwustronnego ostrza z twardej stali, które po stępieniu można tanio wymienić, co zrewolucjonizowało higienę osobistą.” Informuje to samo źródło

Pisząc to odnalazłam chyba tę książkę, choć nieco inaczej, bardziej dramatycznie zapamiętałam okładkę. Byłaby to prawdopodobnie „Wielka Rewolucja Francuska” Pierre Gaxote. 

„Książka napisana przez znanego i cenionego historyka francuskiego, który przeciwstawił się bezkrytycznej wizji rewolucji 1789 roku. Autor ukazał jak bezbożny, antyludzki i niedemokratyczny był charakter tej rewolucji, jak bardzo destrukcyjnie wpłynął na losy cywilizacji europejskiej. To jedna z czołowych prac obalających mit rewolucji francuskiej. Wydanie jest reprintem przedwojennej pozycji Biblioteki Wiedzy.” (Informacja z „lubimy czytać”) Wg mojej, może omylnej pamięci brakuje tu kosza na głowy, możliwe, że był na jakiejś ilustracji wewnątrz książki.

.

.

Była opasłą i ciężką księgą, która zawierała mnóstwo ilustracji przedstawiających różne wydarzenia, mniej lub więcej zrozumiałe dla mnie. Na jednej z nich widniało zgromadzenie  dziwacznie ubranych ludzi, a z podpisu wynikało, że odbywało się ono w sali gry w piłkę. To także było niezrozumiałe, wydarzenie polityczne wielkiej wagi, kiedy władze uzyskał niejaki Robespierre i istnienie jakiejś specjalnej sali do gry w piłkę, gdzie nastąpił początek Rewolucji francuskiej. Ów Robespierre miał dziwnie ostry, wydłużony profil, był na swój sposób piękny, ale tak wielka ilość „r” w nazwisku musiała znamionować człowieka z gruntu złego.

 Całej książki nie dałam rady przeczytać, ponieważ była zbyt  obszerna, obejrzałam tylko ilustracje, a wśród nich, oprócz egzekucji gilotyną, zabójstwo Marata dokonane w wannie, gdzie mocząc się w wodzie jednocześnie pisał coś na kartce papieru, podczas gdy piękna, młoda kobieta w długiej sukni zatapiała nóż w jego piersi. Może wydawać się to śmieszne, ale podstawowe zdziwienie z tej ilustracji wynikało z tego, że ktoś moczący się w wannie wpuścił kobietę do łazienki, nie mówiąc już o tym, że miał na sobie koszulę i pisał coś piórem, chociaż nie było widać butli z atramentem. Ta scena też wymagała rozmyślań i rozmaitych koncepcji jej przebiegu.

Jakiś czas później wyczytałam gdzieś, że bliscy zgilotynowanych dla uczczenia pamięci o nich nosili kamizelki z wyprawionej ich skóry, a damy w takich kamizelkach udawały się na bale. I kamizelki i bale w takim czasie – było to coś niewyobrażalnego. W tamtym czasie do lektur szkolnych należało opowiadanie o chłopcu imieniem Gawroche, który walczył na barykadach innej rewolucji i to spowodowało, że Francuzów postrzegałam jako dziwnych ludzi, którzy niezależnie od tego, czy byli dobrzy, czy źli uwielbiali przelew krwi i rewolucje.

Drugą z książek zamykanych w biblioteczce były „Złote sidła” Jamesa Olivera Curwooda. Nic nie wiedziałam wówczas o autorze, ale także zafascynowała mnie jej okładka. Widniał tam mężczyzna, zapewne traper, odziany w futra z frędzlami wzdłuż nogawek, trzymający na rękach wielki zwój futer, z którego z jednej strony wystawały gołe nogi, z drugiej zaś spływała fala złocistych włosów jakiejś kobiety. W tle widać było płonący dom i sforę psów w zaprzęgu. Za złotymi sidłami goniła mnie ciekawość. Obrazek na okładce sugerował, że dziewczyna poza futrem nie miała nic innego na sobie, a to w wieku 12 lat budziło u mnie zrozumiałe zainteresowanie w czasach, kiedy dla zasady dziewczynek nie uświadamiano, aby nie miały „brudnych” myśli, co zresztą takie myśli przywoływało.  Dziś książka ta ma już zupełnie inną okładkę.

.

.


Odnalazłam w internecie starą okładkę tej książki, ale trochę inaczej ją zapamiętałam Oto opis: „Powieść. Przełożył Kazimierz Bukowski. Kraków [1925] Wyd. Książek Popularnych. 8, s. 168, [1], zachowana wierzchnia okł. oryg. proj. Teresa Żarnowerówna, opr. ppł., wtórna.”

.

.

Książkę przeczytałam, a właściwie połknęłam (jak mówiła moja mama), ponieważ nauczyłam się szybkiego czytania co było uboczną zasługą pruderii moich rodziców, ale nie wywarła na mnie wrażenia. Właściwie nic ciekawego nie było w niej, tytułowe złote sidła były po prostu sidłami sporządzonymi z włosów kobiety. 

Ze zdziwieniem odkryłam w bibliotece dzielnicowej inne książki tego autora, przeznaczony dla dzieci i młodzieży opisujące życie wśród przyrody, losy zwierząt, jak Szara Wilczyca czy Bari syn Szarej Wilczycy (dziś tytuły książek o nich zmieniono, uwzględniając samca, Kazana), problemy pierwszych amerykańskich osadników. 

Bohaterami jednej z książek trylogii Curwooda („Łowcy wilków”, „Łowcy złota” i „Łowcy przygód” było dwóch przyjaciół, chłopców i zapamiętałam z niej, że z jakiś tam powodów jeden drugiemu wymierzył karę chłosty. Wydawało mi się to dziwacznie pokręcone, Jako dziecko byłam często bita pasem rodzicielskim i nie sądziłam, że wśród przyjaciół takie coś jest dopuszczalne, co innego gdyby np. chłopcy zwyczajnie się pobili, jak to robili moi koledzy w szkole. 

Ta zagadka i jej dziwny podtekst utkwiła mi na długo w pamięci, zmuszając do zastanawiania się nad niektórymi szczegółami lektur, a tym samym ucząc poszukiwań, tak zwanych wówczas „między wierszami”. Zarówno dyktatura, nasycona egzekucjami przy pomocy gilotyny, jak i dowody przyjaźni w książce Curwooda wymagały intelektualnych rozważań, ponieważ całość równie nie kleiła mi się, jak moim rodzicom lektura jedynej gazety „Trybuna Ludu” z przyczyn politycznych porównywanej z wiadomościami wysłuchiwanymi potajemnie z uchem przyklejonym do obitego tkaniną tłumiącą drżenie głośnika, Radia Wolna Europa albo Radia Ameryka.

W międzyczasie oczywiście czytałam jakieś książki z biblioteki szkolnej i dzielnicowej przeznaczone dla mojego wieku, ale w ogóle mnie nie interesowały. Nie wymagały one żadnych rozmyślań i dochodzenia przyczyn lub skutków postępowania bohaterów. Wszystko było opisane tak ,jakby było oczywiste. Nie interesowała mnie też ta tematyka, a więc dzieci, szkoła i tym podobne zwyczajne życie, nawet gdy było udziwnione, jak „Akademia pana Kleksa”. Samo nazwanie kogoś Kleksem odstręczało od lektury, w dodatku użycie słowa „Akademia” profanowało tę instytucję. Stanowczo książki dla dzieci nie były dla mnie; ja już popadłem w nałóg szukania zaszytych w tekście tajemnic przeznaczonych tylko dla  ich poszukiwaczy.

W tamtych czasach dla zasady nie wydawano powieści detektywistycznych czy sensacyjnych. (Przypominam sobie jeden wyjątek: „Szatan z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego, ale to raczej było udawanie jakiegoś dochodzenia, niż właściwe badania czegokolwiek, w dodatku głupio wyidealizowane. 

Kiedy w czasie studiów zaczęłam pracować w Bibliotece Narodowej, dostawałam do spisywania sterty książek przeznaczonych do renowacji i przy tej okazji udawało mi się do wielu z nich zerknąć i czasem „połknąć”. Wtedy odkryłam powieści Karola May`a, o Winnetou, dość rozczarowujące i całkiem odmienne od powieści Curwooda i kilka z nich przeczytałam, choć potem, kiedy zaczęto wydawać je w Polsce, wybrano tylko najlepsze, pomijając przedwojenną sieczkę.

Niedługo potem ukazały się pierwsze powieści kryminalne w serii tak zwanej „Z kluczykiem”. Mój ojciec trafił wówczas do szpitala po ataku serca (Był już wówczas w innej rodzinie). W czasie wizyty w szpitalu zaniosłam mu jedną z takich książek ,ponieważ zawsze opowiadał, że przed wojną wydawano kryminały i bardzo je lubił. Zaniosłam więc mu ten kryminał ale jego partnerka oburzyła się i zabrała mu tę książkę, a kiedy protestował, poszła nawet do dyżurnego lekarza, aby wyperswadował mu czytanie takiej lektury przy schorzeniu serca zupełnie nie stosownej. 

W tamtych czasach przeczytałam wszystkie kryminały jakie się ukazały. To były lata sześćdziesiąte i długo jeszcze potem czytałam je namiętnie, aż się przesyciłam i teraz omijam nawet takie filmy, jest to bowiem lektura dla mnie strasznie nudna, nawet gdy wskutek różnych łamańców fabularnych, zakończenie jest niespodziewane, te niespodzianki moim zdaniem raczej nie są uczciwe.

Katarzyna Anna Urbanowicz

4
0

Jeden komentarz

  1. To piękne, jak takie drobne, domowe restrykcje potrafią przynieść skutek odwrotny do zamierzonego – zamiast zniechęcić, wychowały prawdziwą pasjonatkę literatury z detektywistyczną żyłką. Czytając Pani słowa, aż czuje się ten specyficzny dreszczyk emocji, który musiał towarzyszyć potajemnemu odkrywaniu „dorosłych” książek. Chyba wielu z nas uśmiechnie się pod nosem, przypominając sobie własne próby sięgania po to, co przed nami w dzieciństwie ukrywano. To niezwykły dowód na to, że prawdziwej ciekawości świata po prostu nie da się zamknąć na klucz.

Skomentuj Janusz Niżyński Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *