.

Przemyślenia na Dzień Kobiet

.

Oczy tej malej jak dwa błękity 

Myśli tej malej – białe zeszyty

A on był dla niej jak młody bóg

Żebyż on jeszcze kochać mógł.

.

Gdyby mężczyźni potrafili kochać, świat wyglądałby inaczej. Może nie byłoby wojen? Ale to są już spekulacje, a chciałabym się oprzeć na konkretach, na tym, co wszyscy znamy. Tak jak była „Moda na sukces”, tak samo istniała moda na romanse. Kobiety namiętnie czytały Harlequiny. Czego w nich szukały? Myślę, że chciały poznać to, choćby na kartach książek, czego im brakowało w życiu – szczęśliwą miłość

Zacznijmy od początku, od Romea i Julii. Ich uczucie trwało kilka dni, a kochali się na zabój. Zdążyli umrzeć, zanim miłość zwiędła jak róża w upale. Spotkali się na balu i od razu przypadli sobie do gustu, choć pochodzili z nienawidzących się rodzin. No cóż, zakazany owoc najlepiej smakuje.

Tristan i Izolda to też związek bez przyszłości. Ona została przeznaczona na żonę dla króla, a on miał jej towarzyszyć w podróży. Dobra ciocia podarowała pannie młodej napój rozpalający uczucie, po to, aby Izolda zakochała się w starym mężu. Problem polegał na tym, że przez przypadek Tristan i Izolda ten napój wypili.

Jak widać na tych przykładach, zakochani nie mieli łatwo. A przecież to dopiero początek literackiej procesji nieszczęśliwych par.

Weźmy choćby utwór „Anna Karenina” Lwa Tołstoja. Anna kocha Wrońskiego z pasją. To miłość w konflikcie z porządkiem społecznym, z macierzyństwem, z reputacją. Wroński szybko się nudzi, a Anna rzuca się pod pociąg.

Albo „Cierpienia młodego Wertera” Johanna Wolfganga von Goethego. Werter kocha Lottę miłością absolutną, lecz bez wzajemności. Ona wybiera rozsądek i stabilność, on – rozpacz. To uczucie niemożliwe od samego początku, skazane na przegraną. Werter nie potrafi kochać tylko „trochę”. Albo wszystko, albo nic.

I kończy się tragicznie.

W polskiej literaturze mamy „Lalkę” Bolesława Prusa. Wokulski kocha Izabelę jako wyobrażenie kobiety idealnej. Ona widzi w nim parweniusza, człowieka z innego świata. Ich relacja to zderzenie marzenia z rzeczywistością.

Można też wspomnieć o „Wielkim Gatsbym” F. Scotta Fitzgeralda. Gatsby buduje całe życie wokół uczucia do Daisy. Dorabia się fortuny, organizuje przyjęcia, tworzy legendę samego siebie – wszystko po to, by odzyskać przeszłość. Jednak przeszłości nie da się wskrzesić. Daisy wybiera bezpieczeństwo. On ginie.

Może miłość w literaturze musi być dramatem, inaczej nie porusza? Natomiast Harlequiny z ich happy endem dawały kobietom złudzenie szczęścia. Jednak co się kryje za tym „żyli długo i szczęśliwie”?

Długo? Zależy od kontekstu. Czasami jest to kilka lat, czasami kilka tygodni. Ona zachodzi w ciążę, on odchodzi do innej. Żegnaj, Gienia, świat się zmienia. Takie życie.

Szczęśliwie? Wszystko zależy od tego, co rozumiemy przez to pojęcie. Sprzątanie, gotowanie posiłków, wieszanie prania? To zestaw zadań gospodyni domowej. Ulotna kochanka zmienia się w przysadzistą panią domu. I niestety czar pryska.

Szczęście z romansu kończy się tam, gdzie zaczyna się codzienność. W romansach nie ma rachunków do zapłacenia, zmęczenia po pracy, nieprzespanych nocy przy chorym dziecku. Nie ma ciszy przy stole, kiedy brakuje tematów. Nie ma rozczarowania.

Literatura – ta wielka – pokazuje miłość jako siłę niszczącą albo nieosiągalną. Romans popularny pokazuje ją jako nagrodę. W obu przypadkach czegos brakuje. Zakochać się jest łatwo. Wystarczy bal, spojrzenie, łyk zaczarowanego napoju. Trudniej zostać, gdy znika magia.

Spójrzmy na „Panią Bovary” Gustave’a Flauberta. Emma marzy o wielkiej, namiętnej miłości jak z romansów. Wychodzi za mąż, ale codzienność ją rozczarowuje. Szuka więc uniesień gdzie indziej. Ona pragnie uczucia absolutnego, jej kochanek – przygody. I znów kobieta płaci najwyższą cenę za złudzenia.

W „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell, Scarlett kocha Ashley’a. Ją z kolei kocha cyniczny Rhett Butler. Kiedy Scarlett wreszcie rozumie, że to jego powinna wybrać, słyszy słynne: „Szczerze mówiąc, moja droga, niewiele mnie to obchodzi”. I drzwi się zamykają.

W „Wichrowych Wzgórzach” Emily Brontë miłość Heathcliffa i Catherine jest obsesją, żywiołem, zemstą. To uczucie tak silne, że niszczy wszystkich wokół. On kocha, ale nie potrafi przebaczyć. Ona kocha, ale wybiera stabilność. Ich miłość nie buduje, ona pożera.

Nawet w „Dumie i uprzedzeniu” Jane Austen, gdzie finał jest szczęśliwy, droga do niego prowadzi przez upokorzenie i konieczność przemiany. Pan Darcy musi nauczyć się pokory, a Elżbieta – porzucić uprzedzenia. Szczęście nie spada z nieba. Wymaga korekty charakteru.

Może problem polega na tym, że panów nie uczono, jak kochać dojrzale. Literatura pokazuje mężczyzn, którzy kochają jak chłopcy: impulsywnie, egoistycznie, zachłannie. Albo takich, którzy uciekają, gdy uczucie przestaje być przygodą, a staje się odpowiedzialnością.

Co dalej?  Czy wybranek po balu potrafi zaakceptować, że ukochana jest kobietą z krwi i kości, a nie ulotną zjawą. Że się zestarzeje, jej ciało zacznie wiotczeć, włosy się przerzedzą? Czy potrafi zostać, gdy druga osoba przestaje być wyobrażeniem, a staje się człowiekiem?

Wiesz, kobiety marzą o tym, ze ktoś je pokocha szczerze. Że będą paniami nie tylko domu, ale i serca ukochanego. Najczęściej takie marzenia kończą się rozczarowaniem. Ukochany znika jak sen zloty, zostawiając po sobie dzieci, które kobiety starają sie wychować najlepiej jak potrafią.

Dlatego nie piszę romansów, piszę kryminały, gdzie panuje prawo silniejszego. Moja bohaterka zaufała komuś, komu nie powinna i przez to trafiła do wiezienia.. Tam będzie musiała liczyć tylko na samą siebie.

A co do tematu kobiet w więzieniach, to jest świetna książka „Skazane na potępienie”. Ewy Ornackiej.

Ot takie przemyślenia na Dzień Kobiet.

Kasia

4
0

5 komentarzy

  1. Gdyby patrzeć na miłość przez pryzmat literatury to rzeczywiście można dojść do bardzo niepokojących wniosków. Jednak miłość to nie literatura. Opiera się na przyjaźni. Poznajesz drugą osobę, nie tworzysz wokół niej aury ideału. Owszem na początku, gdy jesteś zakochana, tak się właśnie dzieje, ale potem schodzisz na ziemię i może stąd to rozczarowanie. Okazuje się, że naczytałaś się bajek, zamiast zobaczyć człowieka, jego wady i zalety. Niepotrzebnie kobiety czytają głupie romanse. Lepiej by poczytały książki o przyjaźni, bo jeśli swój związek oprą na tym, nie będą aż takie zawiedzione. Przydałaby się jakaś lista lektur o takiej spokojnej, nieprzerysowanie ideałami miłości, ale teraz akurat nic mi do głowy nie przychodzi. Chyba pisarze wolą opisywać zakochanie, zamiast tej prawdziwej miłości. I nie, nie zgadzam się z twierdzeniem, że mężczyźni kochać nie potrafią. To zbyt wielkie uogólnienie i raczej szkodliwe. Mężczyźni tak jak kobiety dzielą się na tych, co umieją i na tych, co nie umieją. Miłość naprawdę istnieje. Tylko nie krzyczy tak głośno jak ślepe zakochanie.

  2. Powiem tak, ten list nie mówi o prawdach uniwersalnych jak to że prosta i półprosta mają tyle samo punktów.
    To moja opinia na dany temat. A opinie mają to do siebie że są subiektywne, wynikają z doświadczeń jakie człowiek na sobie nosi, z tego czym nasiąkł przez całe życie.
    Cieszy mnie, że macie inne zdanie, że wasze doświadczenia są radosne i różowe jak wata cukrowa.

    Kasia
    1. Nie porównałabym swoich doświadczeń do waty cukrowej. Ja też potykałam się o kamienie. Mnie też coś się wydawało i myliłam drogę, więc nie, absolutnie nie było różowo. Myślę, że nikomu tu na Ziemi, aż tak różowo nie jest. Nawet jeśli czasem tak bywa to i tak potem kolor przemija. Nie z koloru moje opinie wynikają i nie z waty, ale tak owszem są subiektywne.

  3. Zgadzam się z Tobą Anno. Powiem nawet, że prawdziwa miłość wyrasta ze szczerej, pełnej zaufania i poczucia bezpieczeństwa przyjaźni. Jeśli do tego dojdzie choćby kilka wspólnych zainteresowań i pasji oraz akceptacja, że każdy człowiek jest inny ale nie gorszy, jeśli przyjaźń opiera się na szacunku do drugiej, odrębnej osoby i szacunku do jej odmiennych zainteresowań, pasji, na radości ze wspólnego wykonywania różnych czynności, na mądrych rozmowach poszerzających widzenie świata przez obie strony, to z takiej przyjaźni może wyrosnąć prawdziwa miłość.
    A czy mężczyźni potrafią kochać? Oczywiście! Tylko chyba większość z nich inaczej niż kobiety, chcieliby mieć przy sobie partnerkę życia szybko, ledwo ją znając. Ale są i tacy, którzy potrzebują dużo czasu na zaprzyjaźnienie się z kobietą, na przekonanie się o szczerości, trwałości uczucia kobiety, na przekonanie, że właśnie ta kobieta zasługuje na ich szacunek i wsparcie, że chce ich poznać i być przy nich w dobrych i trudnych chwilach, że mogą jej w pełni zaufać, czuć się bezpiecznie, że oboje mogą być dla siebie opoką, że się uzupełniają, dobrze rozumieją. Bo część mężczyzn jak i kobiet mają za sobą trudne, traumatyczne przejścia, przeżycia. I jeśli chcą naprawdę się głęboko, szczerze i empatycznie poznać, to zanim oboje się pozbędą dawnych demonów, obaw, ostrożności i braku zaufania, to będą czekać na siebie nawet kilka lat.
    Każdy związek kobiety i mężczyzny jest inny, bo każdy człowiek ma inne doświadczenia życiowe, dobre lub trudne, każdy potrzebuje innego czasu by wyjść ze swojej skorupy niepewności, ostrożności, braku zaufania, pozbycia się dawnych traum. I jeśli oboje to rozumieją, są też empatyczni i wrażliwi, to nie przyspieszają swojej znajomości, a potem uczucia.

    Ewa Oliwiecka

Skomentuj Anna Stranc Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *