Metamorfozy zaginione ogrody naszego dzieciństwa

Hans Christian Andersen – Królowa Śniegu

„ Czyż nie widzisz, że ludzie i zwierzęta służą jej i wypełniają jej wolę? Czyż nie widzisz, że bosa i uboga, pół świata już przebyła, a wszyscy jej pomagają i nic się jej oprzeć nie może? Takiej władzy my jej nie damy. Takiej władzy nie może dać jej nikt na świecie i od nas ona jej nie potrzebuje, bo źródło potęgi ma we własnym swym sercu, a tym źródłem jest dobroć, miłość i niewinność.”

.

Królowa Śniegu i narodziny północnego mitu o kobiecie, która ocala świat.

Baśń Hansa Christiana Andersena Królowa Śniegu od ponad półtora wieku zajmuje w kulturze europejskiej miejsce osobliwe, niemal paradoksalne: jest jednocześnie lodowata i ciepła, okrutna i czuła, prosta jak dziecięca modlitwa, a zarazem głęboka jak mit. To opowieść, która nie daje się zamknąć w ramy moralitetu, bo nie mówi o zwycięstwie dobra nad złem, lecz o czymś znacznie bardziej kruchym i bardziej ludzkim — o odzyskiwaniu serca, które zamarzło. Andersen, poeta melancholii, stworzył historię, która w swojej istocie jest medytacją nad tym, jak łatwo człowiek może utracić siebie, jak łatwo spojrzenie może zostać wypaczone przez obcy odłamek, jak łatwo chłód może udawać mądrość.

W centrum tej opowieści stoi Gerda — dziewczynka, która nie ma żadnych magicznych mocy, żadnych boskich sprzymierzeńców, żadnych nadludzkich umiejętności. Ma tylko serce, które nie potrafi przestać kochać. Jej podróż przez ogrody, zamki, pustkowia i krainy wiecznego śniegu jest jak wędrówka przez kolejne warstwy ludzkiej duszy: od złudzeń, które karmią ego, przez strach, który paraliżuje, aż po ostateczne spotkanie z chłodem, który udaje doskonałość. Gerda nie walczy z Królową Śniegu — ona po prostu idzie. Idzie, bo Kay zniknął. Idzie, bo jego nieobecność jest jak rana w świecie. Idzie, bo miłość nie zna innego kierunku niż ten, który prowadzi do utraconej osoby.

W kulturze europejskiej ta baśń stała się jednym z najczystszych wyrazów wiary w to, że świat można ocalić czułością. Nie heroizmem, nie przemocą, nie triumfem nad wrogiem, lecz ciepłem, które potrafi stopić lód. Gerda jest figurą, która powraca w literaturze, teatrze, filmie — symbolem miłości, która nie zwycięża, lecz przemienia. Jej siła nie polega na tym, że pokonuje Królową Śniegu, lecz na tym, że nie pozwala, by chłód świata pokonał ją.

A jednak Gerda nie jest samotną wyspą w historii kultury. Jej droga — choć opowiedziana w języku północnej baśni — ma swoje korzenie w znacznie starszych mitach, w których kobieta wyrusza, by odzyskać to, co zostało utracone, i w ten sposób przywraca równowagę całemu światu. Wędrówka Gerdy jest echem wędrówek bogiń i heroin, które od tysięcy lat przemierzają światy żywych i umarłych, świat ludzi i świat bogów, by scalić to, co zostało rozbite.

Najstarszą z tych postaci — i zarazem najpotężniejszą — jest Izyda, bogini o twarzy skupionej jak księżyc nad Nilem. To od niej zaczyna się archetyp kobiety, która nie godzi się na rozpad świata. To ona jako pierwsza pokazuje, że miłość może być siłą stwórczą, że może nie tylko ocalać, lecz także ustanawiać porządek. Jej historia jest jak fundament, na którym późniejsze kultury budują własne opowieści o kobiecej wierności i determinacji.

W kolejnej części przejdziemy do Izydy — do jej wędrówki przez Egipt, do jej aktu scalania, do jej miłości, która jest starsza niż bogowie.

.

.

Izyda i Psyche — dwie twarze tej samej wędrówki ku scaleniu.

Zanim Gerda wyruszyła przez śniegi północy, zanim jej łzy spadły na zamarznięte serce Kaja, świat znał już inną kobietę, która nie pozwoliła, by to, co kocha, zostało utracone. Izyda — bogini o dłoniach delikatnych jak skrzydła ptaka i mocnych jak fundamenty świata — jest pierwszą wielką figurą kobiety, która scala to, co zostało rozbite. Jej historia jest jak pradawny puls kultury, echo, które rozbrzmiewa w każdej późniejszej opowieści o miłości silniejszej niż śmierć.

Kiedy Set rozczłonkował ciało Ozyrysa i rozrzucił je po całym Egipcie, świat zapadł się w chaos. Rzeki przestały płynąć tak, jak powinny, ziarna nie chciały kiełkować, a ludzie czuli, że coś w samym porządku rzeczy zostało naruszone. Izyda nie mogła pozwolić, by ten rozpad stał się nową normą. Wyruszyła więc w drogę — nie jako wojowniczka, nie jako królowa, lecz jako ta, która pamięta. Jej wędrówka była aktem miłości, ale także aktem kosmicznej odpowiedzialności. Każdy fragment ciała Ozyrysa, który odnajdywała, był jak odnalezienie zgubionego sensu. Każde złożenie części było jak zszywanie rozdartego nieba.

W tej opowieści miłość nie jest uczuciem — jest zasadą świata. Izyda nie tylko przywraca życie Ozyrysowi, lecz także ustanawia rytm, który będzie powracał w cyklach natury: śmierć i odrodzenie, zima i wiosna, noc i dzień. Jej działanie jest archetypiczne: kobieta jako ta, która łączy, która składa, która przywraca. To ona jest pierwszą strażniczką jedności, pierwszą, która pokazuje, że świat nie rozpada się ostatecznie, dopóki istnieje ktoś, kto potrafi go zebrać.

Ten archetyp — kobiety scalającej — nie znika wraz z Egiptem. Przenika do Grecji, gdzie przybiera nową twarz: twarz Psyche, śmiertelniczki, która musi przejść przez ciemność, by odzyskać miłość. Jej historia jest bardziej intymna, bardziej ludzka, bardziej bolesna. Nie ma w niej rozczłonkowanego ciała ani kosmicznego chaosu. Jest za to coś równie trudnego: utrata zaufania, utrata bliskości, utrata jedności z ukochaną osobą.

Psyche kocha Erosa, ale jej pragnienie zobaczenia jego twarzy — pragnienie tak ludzkie, tak naturalne — staje się początkiem jej drogi. Afrodyta, zazdrosna o piękno Psyche, nakłada na nią próby, które są jak cienie rzucone przez boską dumę. Sortowanie ziaren, zdobycie złotej wełny, przyniesienie wody z rzeki Styks, zejście do podziemi — każde zadanie jest jak dotknięcie granicy, za którą człowiek staje się kimś więcej niż był. Psyche nie walczy z potworami, lecz z własnym lękiem, z własną słabością, z własną niewiedzą. Jej droga jest drogą duszy, która musi nauczyć się widzieć nie oczami, lecz sercem.

A jednak Psyche nie jest bohaterką heroicznej siły. Jest bohaterką wytrwałości. Jej miłość nie jest gwałtowna, lecz cierpliwa. Nie jest triumfalna, lecz cicha. Nie jest pewna siebie, lecz pokorna. I właśnie dlatego jest tak potężna. Psyche nie odzyskuje Erosa dzięki sprytowi ani dzięki pomocy bogów — choć świat natury i duchów wspiera ją w chwilach największej próby. Odzyskuje go dlatego, że jej miłość dojrzewa. Staje się czymś więcej niż pragnieniem. Staje się drogą.

W jej historii kobiecość nie jest ani słabością, ani ozdobą. Jest procesem. Jest przemianą. Jest zdolnością do przechodzenia przez ciemność bez utraty światła. Psyche nie składa ciała, jak Izyda, lecz składa własną duszę — z rozsypanych lęków, z pokory, z cierpliwości, z bólu. Jej miłość nie tylko ocala, lecz otwiera drogę do unieśmiertelnienia. W jej dłoniach miłość staje się mostem między światem ludzi a światem bogów.

A jednak, mimo różnic, Izyda i Psyche są dwiema twarzami tej samej opowieści. Obie wyruszają, bo nie potrafią inaczej. Obie idą przez świat, który stawia im przeszkody. Obie działają nie przemocą, lecz wiernością. Obie przywracają jedność temu, co zostało rozbite — ciało, duszę, miłość. Obie są strażniczkami porządku, który nie jest narzucony z góry, lecz rodzi się z ich własnego serca.

W ich cieniu, wiele wieków później, pojawi się Gerda — dziewczynka z północnej baśni, która powtórzy ich gest w najbardziej ludzkiej, najbardziej dostępnej formie. Ale zanim do niej wrócimy, trzeba jeszcze zobaczyć, jak te dwie wielkie figury — Izyda i Psyche — przygotowują grunt pod narodziny archetypu, który w Gerdzie osiągnie swoją najczystszą postać.

.

.

Gerda jako dziedziczka Izydy i Psyche — narodziny archetypu kobiety scalającej świat.

Kiedy patrzymy na Gerdę — dziewczynkę z północnej baśni, która idzie przez śniegi, by odzyskać Kaja — łatwo ulec złudzeniu, że jej historia jest prosta, niemal dziecięca. Ale jeśli wsłuchać się w jej kroki, jeśli zobaczyć, jak jej wędrówka odbija się w taflach lodu, w pustkowiach, w ogrodach pełnych złudzeń, wtedy nagle okazuje się, że Gerda nie jest samotną bohaterką. Jest ostatnim ogniwem długiego łańcucha mitów, w którym kobieta wyrusza, by ocalić to, co kocha — i w ten sposób ocala świat.

Gerda nie wie, że powtarza gest Izydy. Nie wie, że jej łzy są echem łez bogini, która płakała nad rozczłonkowanym ciałem Ozyrysa. Nie wie, że jej upór jest jak echo wytrwałości Psyche, która schodziła do podziemi, by odzyskać Erosa. A jednak jej historia jest jak północna miniatura tych wielkich mitów — skromniejsza, bardziej ludzka, ale przez to jeszcze bardziej przejmująca.

Bo Gerda nie ma boskiej mocy Izydy. Nie ma też nadludzkiej wytrzymałości Psyche. Ma tylko serce, które nie potrafi przestać kochać. I właśnie dlatego jej droga jest tak niezwykła. W świecie, który coraz bardziej wierzy w siłę, w logikę, w chłód, Gerda przypomina, że istnieje inny rodzaj mocy — moc ciepła. Moc, która nie narzuca, lecz przemienia. Moc, która nie zwycięża, lecz uzdrawia.

Kiedy Gerda wyrusza, świat nie zatrzymuje się dla niej. Niebo nie pęka, bogowie nie zstępują, ziemia nie drży. Jej podróż jest cicha, niemal niezauważalna. A jednak każdy jej krok jest aktem sprzeciwu wobec chłodu, który porwał Kaja. Każde spotkanie — z krukiem, z rozbójniczką, z reniferem, z babcią z ogrodu — jest jak próba jej serca. Czy potrafi pozostać wierna? Czy potrafi nie ulec złudzeniu? Czy potrafi iść dalej, nawet gdy świat wydaje się obcy?

W tym sensie Gerda jest najbliższa współczesnemu człowiekowi. Nie ma w niej boskości Izydy ani metafizycznej głębi Psyche. Jest w niej za to coś, co każdy z nas zna: miłość, która boli, ale nie pozwala się zatrzymać. Tęsknota, która jest silniejsza niż strach. Wierność, która nie potrzebuje nagród. Gerda nie idzie po chwałę. Idzie, bo Kay zniknął. Idzie, bo jego nieobecność jest jak rana w jej własnym ciele. Idzie, bo świat bez niego jest nie do zniesienia.

A kiedy wreszcie dociera do pałacu Królowej Śniegu, nie staje naprzeciw wroga. Nie ma tu walki, nie ma triumfu, nie ma zwycięstwa. Jest tylko chłopiec, który siedzi w lodowej pustce, i dziewczynka, która płacze. Jej łzy spadają na jego serce, a lód pęka. To wszystko. A jednak w tym pęknięciu mieści się cała prawda o archetypie kobiety scalającej świat.

Bo Izyda składa ciało Ozyrysa. Psyche składa własną duszę. Gerda składa serce Kaja. Każda z nich działa inaczej, ale wszystkie trzy mówią to samo: że świat nie rozpada się ostatecznie, dopóki istnieje ktoś, kto potrafi go zebrać. Dopóki istnieje ktoś, kto pamięta. Dopóki istnieje ktoś, kto kocha.

W tym sensie Gerda jest najmłodszą córką Izydy i Psyche — dziedziczką ich wędrówek, ich bólu, ich wytrwałości. Jej historia jest jak echo, które powraca w nowej tonacji, w nowym języku, ale z tym samym przesłaniem: że miłość jest siłą, która nie pozwala światu rozpaść się na fragmenty. Że czułość jest mocą, która potrafi stopić lód. Że wierność jest drogą, która prowadzi przez ciemność.

A jeśli spojrzeć jeszcze głębiej, można zobaczyć, że te trzy postacie — Izyda, Psyche i Gerda — tworzą razem pełen obraz archetypu kobiety scalającej świat. Izyda jest jego początkiem — wielką boginią, która składa ciało i ustanawia porządek. Psyche jest jego środkiem — duszą, która przechodzi przez próby, by odzyskać jedność. Gerda jest jego końcem — człowiekiem, który ocala to, co kocha, nie dzięki boskiej mocy, lecz dzięki własnemu sercu.

To dlatego te opowieści powracają. Bo przypominają, że w świecie pełnym pęknięć istnieje także moc scalania. I że jej twarzą jest kobieta, która wyrusza w drogę — nie dlatego, że jest silna, lecz dlatego, że nie potrafi inaczej. Izyda, Psyche i Gerda są trzema odsłonami tej samej prawdy: że świat można ocalić czułością. Że miłość jest pracą. Że wierność jest drogą. Że serce — nawet najmniejsze — potrafi stopić lód.

I może właśnie dlatego Gerda, ta najmłodsza z nich, jest tak bliska współczesnemu człowiekowi. Bo jej moc nie jest nadnaturalna. Jest ludzka. A przez to — najprawdziwsza.

.

Leonard

.

2
0

3 komentarze

  1. Nie. Nie jest najbliższa. Jest krzywdząca, bo reprezentuje postawę całkowitego zatracenia się w ratowaniu osoby, która nie wykonuje ani jednego ruchu, aby ratować siebie. Nie wspominając o tym, aby pomóc w czymkolwiek Gerdzie. Wmawia się kobietom, że maja się tak zachowywać. Tak. Bywaja osoby, które zasługują na takie poświęcenie, ale to wyjątki, nieliczne. Nie powinno się wychowywać kobiet w przeświadczeniu, że ich misja życiową jest się poświęcać. Kobieta i tak się poświęca, bo ma to w naturze, ale nie powinno sie tego ponad miarę wykorzystywać.

    Agnieszka
  2. Piękny tekst o miłości i kobiecości. Zgadzam się, że na tym właśnie polega piękno kobiecej miłości – bezinteresownej i pełnej oddania. Gratuluję!

    Katarzyna Maria Dźwigała

Skomentuj Katarzyna Maria Dźwigała Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *