
.
Łukasz Janowicz – prolog „Niebieski kot„
.
Prolog
20.08.2019 r.
15:00
Wróciła prosto z imprezy do swojego pokoju, przymknęła za sobą drzwi i wskoczyła na niepościelone łóżko. Usiadła pod ścianą z podkulonymi nogami, a głowę oparła o kolana. Oczy miała załzawione, wciąż nie ściągnęła kociej maski, która za- słaniała jej pół twarzy. Na moment spojrzała na ciemny ekran komputera. Zaczęła nerwowo mierzwić swoje niebieskie włosy. Wstała, rozejrzała się po wnętrzu pokoju; jeżeli można nazwać pokojem to, co ona nazywała królestwem albo bazą dowodzenia. Gdyby nie lekko uchylone drzwi, panowałyby w nim egipskie ciemności. Od lat nie odsłaniała zasłon okiennych ani rolet. Na dywanie leżały niedojedzone obiady, pączki, zgniecione paczki po chipsach oraz wiaderko z moczem, ponieważ nie chciało jej się chodzić do toalety. Zaczęła się zastanawiać, co powinna te- raz zrobić. Powoli przeszła do przedpokoju. Od razu poczuła na sobie dwa dziwne spojrzenia siedzących w kuchni grubego ojca oraz chudej matki. Nie odwróciła się w ich stronę, wpatrywała się w podłogę. Nie miała ochoty zaczynać z nimi rozmowy.
Sandra – odezwała się spokojnie matka, ale dziewczyna, mimo iż usłyszała, nie odwróciła się. Dopiero po chwili spoj- rzała na nią kątem oka.
Jednak wiesz, jak mam na imię – syknęła. – Uroczo! – dodała głośniej.
Siedzisz cały czas zamknięta w pokoju, nie kontaktując się ani z nami, ani ze światem zewnętrznym. W ogóle nie reagowałaś, gdy próbowaliśmy ci pomóc. Gdybyś skończyła szkołę… – powiedział ojciec. Oboje z matką patrzyli na stojącą w przedpokoju córkę.
– Coś jeszcze? – spytała. – Czego jeszcze chcecie lub ocze- kiwaliście? Wciąż nie słyszę pytania, czego ja chcę. Czego, do kurwy nędzy, ja bym chciała! A wiecie czego? – Spojrzeli na nią pytająco. – Umrzeć! – Ucięła rozmowę i nie słuchając dalszych bełkotów, złapała stojące w przedpokoju wojskowe trepy i wy- biegła z mieszkania. Włożyła je bez zawiązywania dopiero na klatce schodowej. Zbiegła po schodach i opuściła kamienicę.
Szła noga za nogą po trawniku. Czuła się dziwnie. Jednak jak inaczej może się czuć człowiek, który większość życia spędził w swoim ciemnym pokoju. Sandra jak dotąd właści- wie cały czas wychowywała się sama, cały czas odczuwa też samotność. Matka jest bezrobotna, a jej jedyne hobby to pi- cie alkoholu. Właściwie nie okazuje zainteresowania swojej córce, a gdy próbuje, co zdarza się niezwykle rzadko, to i tak kończy się to katastrofą. Ojciec jest kierowcą tira. Kiedy do- staje zlecenie, to nie ma go w domu całymi tygodniami.
Dziewczyna dobrze znała swoje osiedle, więc od razu skie- rowała kroki w stronę placu zabaw. Minęła typową w tych kamienicach bramę przejściową. Jedną z tych, w których stoją menele i piją wino patykiem pisane. Jak zwykle stało w niej kilku nieciekawych typów. Jeden z nich tylko zerknął na dziewczynę, reszta była bardzo zajęta opowieściami nie z tej ziemi. Dziewczyna szybko przeszukała kieszenie prze- tartych jeansów. Wyciągnęła paczkę papierosów i zapalniczkę, które wcześniej ukradła z kuchni. Zajrzała do środka, były w niej cztery grube czerwone LM-y. Dotarła do placu zabaw. Nałożyła na głowę kaptur niebieskiej bluzy z napisem Liveto die. Usiadła na oparciu ławki, a nogi oparła na siedzisku, jak typowe nastolatki, którym z niewiadomej przyczyny właśnie tak jest wygodniej. Wyciągnęła jednego papierosa, zapaliła go i schowała paczkę wraz z zapalniczką do kieszeni. Zamknęła oczy i pogrążyła się w myślach. Zastanawiała się, co tak kur- czowo trzyma ją przy życiu, w którym sama nie widzi sensu.
„Może muszę coś jeszcze zrobić” – pomyślała.
Podszedł do niej typek, który wcześniej na nią zerknął w bramie.
Ciekawy tatuaż – rozpoczął rozmowę.
Dziewczyna otworzyła oczy i otaksowała go wzrokiem. Z prawej strony twarzy miała tatuaż przedstawiający symbol alchemii, coś, co przypominało pentagram, ale było wzboga- cone w o wiele więcej kółek i symboli. Widać było tylko jego połowę, bo wciąż miała maskę.
Za to twój jest ohydny. Sam go robiłeś? – spytała pogar- dliwie, patrząc wymownie na jego obitą gębę, na której nie było ani śladu tatuażu.
Dowcipna jesteś, laleczko. Wszystkie niskie smarkule są takie bezczelne? – spytał, nie spuszczając z niej wzroku.
Sandra zaciągnęła się papierosem, wstała z ławki i z premedytacją wypuściła mu dym prosto w twarz. Zaczął kaszleć, wtedy pstryknęła w niego petem. Kopnęła go ciężkim butem w krocze, a gdy się skulił, poprawiła kolanem w głowę.
Zrobiłam ci więcej obrazków na twarzy. A teraz spierdalaj! – krzyknęła zdecydowanym głosem. Nieznajomy nie dawał oznak, że zamierza wstać. Został znokautowany.
„Koniec z czatem. Muszę wziąć się za siebie. Zrobię to tylko dla mnie. Dla nikogo innego” – postanowiła i ruszyła w stronę domu. „Kilka szczegółów: tatuaż, kolczyk w prawym uchu, ten w pępku i kolor włosów, zostają. Niech mnie cmokną w dupę, jak się komuś to nie podoba! Muszę zrobić liceum. Mam szesnaście lat. Zdążę. Tylko gdzie, do cholery jasnej, mam wryte świadectwo z gimnazjum…” – zaczęła się zastanawiać, patrząc w chmury. Weszła do swojej klatki schodowej. Dotarła do drzwi na trzecim piętrze, chwyciła za klamkę i drzwi się otworzyły. Nie były zamknięte na klucz. Z przedpokoju zajrzała do sypialni rodziców, spali. Przeszła na palcach do swojego pokoju i po cichu zamknęła za sobą drzwi. Ściągnęła maskę z twarzy, położyła ją na biurku przy komputerze, zdjęła buty i kopnęła je w kąt. Wykonała pierwszy krok: odsłoniła okna i podciągnęła roletę. Wpuściła światło do wnętrza pokoju.
„Trzeba znaleźć dokumenty. Pewnie są pod łóżkiem, w kartonie z papierami” – pomyślała. Schyliła się i zajrzała pod łóżko. Było tam pełno kurzu, od którego momentalnie kichnęła. Wysunęła karton i otarła go z paprochów. Wzięła z biurka nożyk, rozcięła taśmę klejącą, którą było zaklejone pudło. Otworzyła – było prawie puste.
– Ech, niezbyt dużo osiągnęłam – mruknęła i wzięła do ręki pierwszy z wierzchu dokument: dyplom za zdobycie piątego stopnia w kraw madze. Trudno, jakoś to wszystko uzupełnię. Położyła dyplom na podłodze obok pudła i sięgnęła po świadectwa. Jako pierwsze było końcowe z gimnazjum. Niżej dojrzała świadectwa z podstawówki. Ją jednak interesowało to gimnazjalne. Przejrzała je i zrobiło jej się przykro, gdy zauważyła swoje stopnie. „Popisałam się, nie ma co. Ciul z tym, ważne, że zdane. Może gdzieś mnie przyjmą” – pomyślała.
Przeciągnęła się, położyła świadectwo na blacie, a resztę schowała do kartonu i wepchnęła pod łóżko. Usiadła na krześle przy biurku, wzięła świadectwo do ręki i zaczęła je analizować. Jedyny przedmiot, z którego miała ocenę dobrą, to informatyka. Od zawsze miała do tego smykałkę. Na komputerze była w stanie zrobić wszystko. To był jej konik. Odłożyła świadectwo i poruszyła myszką komputera. Monitor się zaświecił, pokazując pulpit. Na tapecie miała ustawione dwa skrzyżowane pistolety z tłumikami. Otworzyła przeglądarkę, by znaleźć dla siebie liceum w Warszawie. Westchnęła.
– Trudno będzie z takimi ocenami. Zachowanie nieod- powiednie, prawie naganne, najgorsze. Wszystko przez to, że wygarniałam im prawdę na lekcjach. No ale do osiemnastego roku życia mam prawo się uczyć. Jak już mnie gdzieś przyjmą, to skończę. Mamy drugą połowę sierpnia. Muszę się pospieszyć.
Rozdział pierwszy
Nowy początek
2.09.2019 r.
8:00
Ubiór odświętny jest dla Sandry odpychający. Nigdy nie lubiła się stroić, posiadała jednak własny styl, powszechnie uważany za buntowniczy. Zazwyczaj ubierała bluzy z logo jakiegoś zespołu rockowego, skórzane kurtki lub jeansowe kamizelki zwane katanami, takie z obciętymi rękawami i ozdobione licznymi naszywkami. Natomiast na taką okoliczność jak rozpoczęcie roku szkolnego musiała się przełamać w kwestii swojego stylu i ubrać się galowo.
Przesuwała wieszaki w szafie w poszukiwaniu czegoś, co się nada. Zazwyczaj na taką okoliczność wymagana jest biała koszula. Tak też doradziła jej matka.
Czy na pewno jesteś zdecydowana? Chcesz tego? – spytała, stojąc w drzwiach jej pokoju. – Może jak skończysz osiemnaście lat, pójdziesz do liceum dla dorosłych, co? – dopytywała. – Masz problemy emocjonalne. Boję się, że cię szybko wyrzucą, że nie podołasz.
Dziewczyna jej nie słuchała, tylko wyciągnęła wiszącą w szafie białą koszulę.
Biorę tę – zdecydowała, nie zwracając uwagi na wątpliwości matki.
To się uszykuj. Masz godzinę do wyjścia. Kiedy skończysz, dam ci coś. To będzie prezent ode mnie i od taty. Daj mi tę koszulę. Wyprasuję ci ją przynajmniej, a ty idź i się przygotuj.
Skinęła, poszła do łazienki i zamknęła za sobą drzwi na zamek. Zapaliła światło, zdjęła piżamę, oparła się o umywalkę. Spojrzała w lustro. Wszystko można ukryć na twarzy, ale nie zmęczenie psychiczne albo podkrążone oczy. Zrobiła sobie lekki makijaż, głównie oczu, używając do tego czarnej kredki. Wyszczotkowała zęby, pod kranem wypłukała usta. Niebieskie włosy związała bez czesania czarną gumką w kucyk. Lubi, jak są lekko nastroszone. Opuściła łazienkę, zabrała od matki koszulę. Włożyła ją, pozapinała wszystkie guziki z wyjątkiem ostatniego. Wzięła jeansy wiszące na fotelu i wcisnęła je na tyłek. Poprawiła wszystko, by było idealnie równo.
I jak? – spytała rodziców.
Nie do poznania. Jak nie ty – odparł ojciec.
Oboje z matką podeszli do córki i podali jej prezent owinięty w ozdobny kolorowy papier z naklejoną kokardką.
Co to jest? – spytała zaskoczona.
Sama zobacz – odpowiedziała matka.
Wzięła od niej paczkę i wyciągnęła pudełko ze smartfonem Samsung Galaxy S8 i starterem Orange.
Telefon – powiedziała zdziwiona. – Nie ma to jak sta- wiać pierwsze kroki do nowego uzależnienia.
Od dawna nie masz telefonu. Chcesz zacząć nowe życie, to musisz mieć kontakt ze światem. Telefon to dobry sposób na to – wyjaśniła matka. – Jest już aktywny – dodała.
Sandra usiadła na chwilę przy stole. Pooglądała prezent i podłączyła słuchawki. Następnie schowała go do kieszeni.
My już wpisaliśmy sobie twój numer w telefonach, a to- bie nasze. Odzywaj się. Niedługo masz urodziny, a wiesz, jaką mam pracę. Wyjeżdżam, więc telefon może ułatwić nam kon- takt – dodał ojciec. Matka poszła do toalety i Sandra została z ojcem sama przy stole. – Ja popieram twoją decyzję odnośnie tej szkoły. Jestem dumny, że tak dojrzale zadecydowałaś. Mam nadzieję, że dasz radę i wyrośniesz na mądrą dziewczynę.
Dzięki tato, ja wiem, że ty zawsze lepiej się ze mną doga- dywałeś niż matka. Przepraszam, że razem z nią przy okazji ignorowałam ciebie. Ty tak serio na to nie zasłużyłeś, chciałeś dobrze. Od ciebie mam więcej zrozumienia.
Chcę ci powiedzieć, że chociaż nie najlepiej to okazywałem, to mi zależy na tobie. Chcę też, byś mnie zrozumiała. To, że mnie często nie ma i trudno ci samej z matką, na pewno odbija się na tobie. Ale wiedz, że nie ma dnia, bym wtedy nie był myślami z tobą tutaj w domu, nie myślał o tym, co robisz. Często nie mam zasięgu i nie mogę do ciebie dzwonić, bo mam kiepski telefon. Ale proszę, dostałaś komórkę, bądźmy w jakimkolwiek kontakcie, jak wyjadę. Zadzwoń parę razy do mnie, postaram się odebrać. Dzwoń z każdym problemem, kiedy chcesz. Jak coś się będzie działo, zrobię wszystko, by przyjechać do ciebie najszybciej jak się da. Pamiętaj, że mo- żesz na mnie liczyć, pomimo że jestem tylko ojcem adopcyj- nym. Nie martw się. Matka nie musi o tym wiedzieć. Zaufaj mi. Tak bardzo bym chciał, żeby nasze relacje się poprawiły. Ja naprawdę bardzo cię kocham, córeczko. To co, umowa? – spytał, wyciągając do niej rękę. Sandra także wyciągnęła powoli swoją i choć niepewnie, to się zgodziła i uścisnęła po- daną dłoń.
Umowa, postaram się dzwonić – odpowiedziała. W tym momencie matka wróciła. – Dobra muszę się zbierać – stwierdziła Sandra.
8:30
Wsiadła do autobusu, skasowała bilet i zajęła wolne miej- sce przy oknie, by przyglądać się pokonywanej drodze do szkoły. W domu dokładnie przeanalizowała trasę. Wiedziała, na którym przystanku powinna wysiąść: piątym z kolei, nie licząc tego, na którym wsiada. Zdecydowanie bardziej wolała patrzeć w szybę niż na ludzi, którzy się jej ciągle przyglądali, bo się wyróżniała wśród reszty społeczeństwa. Jej zdaniem to nie ona jest inna, to ludzie są jednakowi, a dla niej jednako- wość jest nudna i przereklamowana. Dlaczego trzy czwarte tego głupiego społeczeństwa nosi ortalionowe dresy i słucha tej robotycznej muzyki zwanej techno? Ona zdecydowanie woli stary, dobry, klasyczny rock.
Założyła słuchawki, wyjęła z kieszeni odtwarzacz mp3 i zaczęła słuchać. Pierwszy utwór: Dezerter Spytaj milicjanta. – Spytaj milicjanta, on ci prawdę powie – wyrecytowała na głos, popisując się znajomością tekstu. Znowu wpadka: chłopak, który stał naprzeciwko, trzymając się uchwytu, spojrzał na nią kątem oka. Nie zareagowała na to. Skupiła się na pilnowaniu przystanku, na którym powinna wysiąść.
Jeszcze dwa przystanki – wymamrotała i przymknęła oczy. Pogrążyła się w myślach. Reszta drogi minęła jej szybko. Otworzyła oczy i wybiegła z autobusu. Stanęła przy pasach, oczekując zielonego światła, gdy nagle okazało się, że chłopak, który tak intensywnie się jej przyglądał w autobusie, idzie w tym samym kierunku. Zlustrowała go z góry na dół. Był rudy, bla- dy, piegowaty, ubrany w wygniecioną ciemnoczerwoną koszulę w czarne paski oraz postrzępione modne jeansy. Przyjrzał sięwysokim trepom Sandry, następnie jej włosom i lekko zmarszczył brwi. „Ona jest ideałem piękna przy mnie” – pomyślał.
Na zielonym przeszli przez pasy.
„O co mu cholera chodzi? Zakochał się, czy co” – zaczęła się zastanawiać, gdy był kilka kroków przed nią. Skierowała się do budynku szkoły. W słuchawkach wciąż jej grała mu- zyka. Poczuła, że w kieszeni zawibrował jej telefon. „Jakim cudem, skoro dopiero co go dostałam? Nikt poza rodzicami nie ma prawa posiadać tego numeru” – pomyślała. Wyjęła go z kieszeni i odczytała wiadomość:
Witaj, Kociaku, o 16:00 w pubie na Armii Krajowej. Mam propozycję dla kogoś tak mądrego jak ty. Nie spóźnij się.
Ze zdziwienia wytrzeszczyła oczy. „Co to, kurwa, jakiś żart? Kto może znać mój internetowy nick?” – zaczęła się zastanawiać. Zablokowała z powrotem telefon i weszła do liceum. Kierując się znakami informacyjnymi, ruszyła biegiem w stronę auli. Otworzyła wielkie drzwi i wpadła wprost na rozpoczęcie roku szkolnego, które już trwało na dobre. Stanęła bardziej z tyłu, na uboczu. Nie miała najmniejszej ochoty słuchać ględzenia dyrektora, które zawsze brzmi tak samo i tak samo zawsze jest kłamstwem. Dlatego nie zdjęła słuchawek. Zauważyła, że kilka rzędów przed nią stoi rudowłosy przyjaciel z autobusu.
No to już wiem, że może będzie ze mną w klasie – burknęła pod nosem.
Dyrektor zakończył oficjalną przemowę i dziewczyna zsunęła słuchawki na szyję. Miało teraz nastąpić przydzie- lanie wychowawców do poszczególnych klas, z którymi następnie pójdą do sal. Sandrę interesowała klasa B, tam ją przydzielono.
Nowy początek
Pierwsza B, wychowawca Mateusz Korbiak, nauczyciel matematyki. Uczniowie z tej klasy udają się z nim do sali numer dwadzieścia sześć – powiedział dyrektor takim zamulonym głosem jakby był niewyspany.
Będzie sztywniacko albo może i zabawnie – powiedziała do siebie. Kobieca intuicja jej nie zawiodła. Przyjaciel z autobusu szedł tuż przed nią. Weszli do wskazanej sali. Usiadła na szarym końcu i w dodatku sama, pod ścianą, by się o nią wygodnie oprzeć.
Patrz, Jacek, mamy ryżego i emówę – odezwał się jeden z chłopaków, który usiadł dwa rzędy przed nią. Łysy, ubrany jak na podwórko z kolegami. Wyglądał jak typowy osiedlowy Seba. Kolega z autobusu także siedział sam, dwie ławki w bok od Sandry. Zauważyła, że był spięty. Wyglądał jak ktoś, kto się boi własnego cienia.
Spokój już – odezwał się wychowawca i usiadł przy biurku.
Nazywam się Mateusz Korbiak i będę waszym wychowawcą przez kolejne trzy lata. Będę was także uczył matematyki. Dobrze się składa. Mam nadzieję, że sobie poradzicie i zdacie maturę. Ale ja nie o tym, mam dla was plany zajęć na cały semestr. Gdy nauczyciel rozdał je wszystkim, twarze uczniów wyrażały skrajne niezadowolenie. Tylko Sandra utrzymała pokerowe oblicze, gdy spojrzała na plan. Cały tydzień na siódmą piętnaście.
– Wycieczki oczywiście będą – kontynuował nauczyciel – ale tylko takie związane z programem nauczania. No, to na razie wszystko. Jesteście wolni. Do jutra.
Uczniowie szybko wstali, suwając głośno krzesłami.
Lukasz Janowicz