
.
Obojętność
.
Wiele książek napisano o ludziach sukcesu. Zwłaszcza we współczesnej literaturze popularnej roi się od bohaterek i bohaterów, którzy odnoszą sukcesy zawodowe, mają wypchane forsą konta bankowe, żyją luksusowo. Być może dlatego, że jako czytelnicy lubimy sobie pomarzyć, postawić siebie na miejscu takich ludzi. Nie wiem. Nie zagłębiałam się w ten temat. Przyszło mi do głowy, że bieda, nawet ta skrajna pojawiała się w książkach dawno temu. Owa bieda z tej przyczyny kojarzy nam się ze strzechą, dziewiętnastowieczna wsią. Dziś tego nie ma. Można by pomyśleć, że dziś nie ma biedy.
Ale czy na pewno?
Przecież każdy ma internet, smartfona, samochód, pracę…
Właśnie. Czy można być biednym mając to wszystko?
Dziś bieda wygląda zupełnie inaczej niż na początku dwudziestego wieku.
Można mieć internet, smartfona i pracę a mimo to żyć na skraju ubóstwa, nie mając możliwości odłożyć grosza na czarną godzinę, zrobienia remontu domu, który przecież z czasem niszczeje. Pracując fizycznie, za najniższą krajową, mieszkając na wsi i dojeżdżając do pracy do miasta, będąc singlem, czy samotną matką z kilkorgiem dzieci, trzeba się dobrze nagłowić, żeby nie wpaść w spiralę długów.
Z drugiej strony kto by chciał czytać książki w których główna bohaterka wstaje przed świtem, by publicznym transportem dotrzeć do pracy w której najczęściej pracuje fizycznie, na przykład na produkcji,gdzie atmosfera jest nie ciekawa, szacunku do pracownika brak, perspektyw również. Po pracy robi podstawowe zakupy, wraca do domu, przygotowuje jakiś posiłek na szybko i resztę dnia spędza na odpoczynku po ciężkim dniu, by mieć siłę jutro. Nigdzie nie wychodzi, ponieważ nie ma ani z kim, ani gdzie. Nie wyjeżdża na urlop, ponieważ jej nie stać. Dom w którym mieszka wymaga remontu na który nigdy nie będzie jej stać. Rosną podatki, opłaty, rachunki, koszty życia, a pensja niezmiennie głodowa. I tak starzeje się, tyje, gorzknieje, a każdy dzień wygląda tak samo.
Jak wielu jest takich ludzi w naszym społeczeństwie? Założę się że każdy zna co najmniej kilka takich osób.
To oczywiste, że każdy z nas ma swoje życie, swoje problemy, ale tak sobie myślę, że może warto czasem nawiązać kontakt z kimś takim, samotnie zmagającym się z życiem. Zagadać, zaprzyjaźnić się. Poznać taką osobę i zwyczajnie, po ludzku chcieć wesprzeć ją chociaż swoją obecnością, towarzystwem, dobrym słowem, by nie musiała być zawsze ze wszystkim sama. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że rasa ludzka w dwudziestym pierwszym wieku traci empatię. Że liczy się tylko moja racja, moja potrzeba, mój kaprys, wygoda. Kosztem drugiego człowieka również. Życie ludzkie nie jest już najważniejsze. Włos jeży mi się na głowie gdy czytam w mediach społecznościowych, że gdyby palił się dom, ludzie najpierw ratowali by zwierzęta, potem dopiero ludzi, jeżeli w ogóle. Naprawdę tak nisko upadliśmy? Temat rodzicielstwa budzi w wielu młodych ludziach odrazę. Zamiast dziecka, które jest najpiękniejszym darem od losu, niezwykłym błogosławieństwem a zarazem wielką odpowiedzialnością, lepszym rozwiązaniem jest kieszonkowych rozmiarów wyrób pso podobny ubrany w jakieś tiulowe spódniczki i inne żenujące gadżety odbierające mu jego psią godność. Tak przeszliśmy od tematu książek o biedzie, do festiwalu próżności w jakim bierzemy udział. Czynny udział. Dążąc do tego by żyło nam się na tej ziemi lepiej, ludzkość stopniowo wprowadziła zmiany mające na celu ułatwienie życia, na uczynienie go idealnym rajskim. I co z tego wyszło? Piekło na ziemi. Tak. Bo egoizm, pogarda i obojętność dla ludzkiego życia, dla ludzkiej krzywdy jest ceną jaką płacimy za pragnienie życia w utopii.
A wystarczyłoby odrobinę zainteresowania losem kogoś z sąsiedztwa. Uśmiech, dobre słowo, pytanie jak sobie radzi, czy jakoś pomóc. Szczere zainteresowanie kimś innym niż ja sam. I to nie jest o kimś. To jest o mnie. O tobie.
Czy ktoś spojrzy krytycznym okiem na samego siebie po przeczytaniu tego tekstu? Czy ktoś będzie miał odwagę przyznać przed samym sobą: tak, to jest o mnie? Czy nadal będziemy winić za wszystko innych wokół? Albo uciekać w świat fantazji sądząc że mnie to nie dotyczy? A może przy najbliższej okazji, gdy spotkamy taką osobę której nie wiedzie się w życiu, ochoczo zaczniemy ją pouczać jak ma żyć, co powinna zrobić ze swoim życiem? To byłoby chyba nawet gorsze niż obojętność. A my tak bardzo lubimy to robić. Pouczać. Wmuszać komuś własną perspektywę która nijak nie przystaje do sytuacji kogoś innego, prawda? A gdy nie posłucha machnąć ręką i nazwać go głupim.
Nie na tym polega pomoc. Nie na pouczaniu jak ma żyć ale na wspieraniu obecnością, dobrym słowem, delikatną propozycją pomocy która będzie szyta na miarę danej osoby. Mówienie komuś kogo nie stać na nic by kupił samochód i zrobił prawo jazdy to nie jest ani dobra rada, ani pomoc. To tak na marginesie. Pomyślcie o tym przed snem a może rano obudzicie się z zupełnie inną perspektywą.
Justyna M. Mączka
Takie miałam wyobrażenie o sytuacji znanej mi 45-latki z niewielkiej miejscowości. Bardzo cenny i celny opis.
Niezwykle trafna analiza. Samo gęste ale prawdziwe!
Tak takimi, chociaż wmawiamy sobie że tak nie jest stajemy się ludźmi twardymi i nieczułymi na ludzkie kłopoty i problemy, czas się obudzić i zmienić na lepsze aby nasze życie nabrało barwy i byśmy byli dla siebie oparciem , ludźmi którzy z ochotą i przyjemnością będą pomagać i wspierać tych , których napotkają po drodze pędzącego życia i obyśmy zdążyli to zrobić .
Tego sobie i Wam wszystkim życzę
To co napisałam w poprzednim komentarzu
daje wiele do myślenia Jest to smutne ale zarazem do bólu prawdziwe.Bądźmy ludźmi na miarę naszych czasów