.

rozmowa kontrolove’ana

.

kawiarniany stolik przy oknie udekorowanym

ręcznej roboty bibelotami o zdumiewająco

uroczych kształtach jakby nie z tej epoki

przenosi w inny wymiar nie tylko mnie

ale i deser podany mi przed chwilą

przez starszą panią o spojrzeniu cieplejszym

niż małżeńskie łóżko i kurtka kupiona

pod kolor jego garnituru

 

patrzę na przechodzących przemijaczy

spieszą się gonią tulą w sobie chcąc

zapewne zachować wszystko co warte

nie puścić z zimnym słabowiosennym

jeszcze wiatrem

 

zawieszam wzrok na panu stojącym

na środku deptaka

czy on też przemija? a może już tam go

nie ma? został jedynie odcisk

jak pieczęć na akcie urodzenia

 

a jeśli jest tylko powidokiem siebie samego?

nawet ten bukiet trzymany w dłoni

wygląda jakoś nierealnie jakby sonicznie

drżąco chwiejnie

ale nie wiatr jest tego winowajcą

nie mam pojęcia skąd ale wiem

że to nie on

 

spotykamy się wzrokiem (z tym panem

ma się rozumieć)

zastygam - w przeciwieństwie do deseru

który spływa ochoczo z łyżeczki wprost

na długą kwiecistą spódnicę szytą z koła

by szerokim gestem zbierać energię ziemi

(swoją drogą to ciekawe że akurat tymi

otworami ona się dostaje do wnętrza)

 

ruszył

nabiera pewności w kroku (co wcale nie

oznacza że sztywnieje)

sunie nawet unosi się nad chodnikiem

słyszę jak serce odwala foxtrota

 

staje w drzwiach

 

- wybaczysz? za długo czekałem?

 

paragon za lodowe tiramisu i korzenną

herbatę ląduje w filigranowej filiżance

o runicznych wzorkach

 

- nie, wcześniej to i ja nie byłam gotowa

 

ścieram z blatu białe śmietankowe plamki

spotykają się na chusteczce z bezbarwnymi

o słonym smaku

 

tak pięknie być świadkiem

znów uwierzyć w to czego się nie pisze

 

i zaufać Puchatkowi jeszcze ten jeden raz

Agnieszka Miodowska

2
0

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *