
.
Drogi Leonardzie
Powinnam na początek zaśpiewać Marsyliankę, ale nie zaśpiewam. Czytając w internecie opisy wydarzeń we Francji, myślę o tym, że wszystko już było, jednak nikt nie zastanawia się nad wydarzeniami z historii. Jeśli chcesz, to Ci przypomnę.
Wojna stuletnia.
Wojna stuletnia zaczęła się od sporu o to, kto ma prawo do korony. Nastąpił kryzys władzy, upadło zaufanie do elit. Obcy gracze dolewali oliwy do ognia, aby osłabić państwo, a zwykli ludzie zapłacili rachunek za cudze ambicje. Coś Ci to przypomina? Już starożytni Rzymianie stosowali zasadę: dziel i rządź.
W 1358 roku wybuchł bunt chłopów, których doprowadzono do ostateczności podatkami i grabieżą. Bunt został stłumiony z okrucieństwem, jakiego nie opisuje się w podręcznikach. Wcześniej, w 1348, przeszła przez kraj dżuma i zabrała mniej więcej co trzeciego człowieka. Wszystko to w jednym stuleciu.
Ale zacznijmy od początku. Od 1392 królestwem rządzi Izabela Bawarska, gdyż król Karol VI stracił rozum – uważa, że jest psem, i biega na czworakach po swoim pałacu Saint-Pol.
W 1407 Jan bez Trwogi, książę Burgundii, chcąc przejąć wpływy w królestwie, zabija Ludwika Orleańskiego, kochanka królowej Izabeli. Czyn swój usprawiedliwia niekontrolowanymi wydatkami Ludwika. To początek walki Burgundczyków z Armaniakami, dwóch stronnictw gotowych szukać sojuszu z Anglią, byle tylko uzyskać wpływy w królestwie. A królowa jest przychylna raz jednym, raz drugim.
Bitwa pod Azincourt w 1415 przechyliła szalę zwycięstwa na stronę angielską. W 1420 król Karol VI podpisuje traktat w Troyes i oddaje władzę królowi Anglii Henrykowi V razem z ręką swojej córki Katarzyny. Syn króla, Karol de Ponthieu (to był jego tytuł; Karol nie był przeznaczony do rządzenia krajem, gdyż miał starszych braci, którzy niestety zmarli), zostaje odsunięty od tronu. Dwa lata później umiera Henryk V, a tron Francji przechodzi na jego syna Henryka VI. Nowy król ma tylko kilka miesięcy i w jego imieniu rządzi książę Bedford.
Jak widzisz, Leonardzie, sprawy się komplikują. Kraj był podzielony tak, że nikt już nie wiedział, kto jest kim. Wtedy, kiedy wydawało się, że wszystko stracone, pojawiła się siedemnastoletnia dziewczyna z Domrémy, która nie miała żadnego tytułu, żadnej władzy, tylko swoją niezłomną wolę przegonienia Anglików z Francji. Joanna d’Arc.
W 1429 Jeanne, znana w swoich czasach jako la Pucelle, spotyka się z przyszłym Karolem VII w Chinon. Mówi mu, że zdobędzie Orlean, przegoni angielskie wojska i doprowadzi do koronacji w Reims. Można by pomyśleć, że to sytuacja rodem z historii fantastycznych. Kobieta w tamtych czasach miała zajmować się domem, a nie dowodzić armią. Zresztą zanim doszło do spotkania z przyszłym królem, kilka razy przeganiano ją ze szlacheckich progów, twierdząc, że ma nie po kolei w głowie. Jednak Jeanne postawiła na swoim. Spotkała się z królem, dostała armię, zbroję, konia i sztandar.
Orlean, oblężony przez siedem miesięcy, został wyzwolony 8 maja 1429 roku, po zaledwie kilku dniach od przybycia Jeanne. Żołnierze, którzy wcześniej uciekali przed Anglikami, nagle uwierzyli, że Bóg stoi po ich stronie. W czerwcu przyszło zwycięstwo pod Patay, a 17 lipca Karol został koronowany w Reims, dokładnie tak, jak obiecała. Dziewczyna, którą wyśmiewano na szlacheckich progach, zrobiła w kilka miesięcy to, czego nie potrafili dokonać marszałkowie przez dwadzieścia lat.
Jednak, Leonardzie, polityka nie lubi wdzięczności. Gdy Jeanne chciała iść dalej, na Paryż, dwór zaczął się wahać. Król wolał negocjować, a otoczenie zazdrościło jej wpływów. W maju 1430 roku wpadła w ręce Burgundczyków pod Compiègne. Tu ciśnie się na usta pytanie: gdzie był król? Nie zapłacił za nią okupu. Burgundczycy sprzedali ją Anglikom, a ci oddali ją w ręce kościelnego sądu w Rouen, któremu przewodniczył biskup Pierre Cauchon, człowiek zależny od angielskiej korony. Proces miał jeden cel: pokazać, że król Karol zawdzięcza koronę czarownicy i heretyczce. 30 maja 1431 roku Jeanne spłonęła na rynku w Rouen. Miała dziewiętnaście lat.
Nie wszyscy jednak o niej zapomnieli. Według tradycji jej dawny towarzysz broni, gaskoński kapitan La Hire, próbował dotrzeć do Rouen, żeby ją uwolnić. W 1431 roku sam dostał się do niewoli i został osadzony w zamku w Dourdan. Nie wiemy, czy działał z własnej inicjatywy, czy z rozkazu króla, bo nie zachował się ani dokument od Karola, ani list La Hire’a, który wyjaśniałby jego motywy.
Wiesz, Leonardzie, La Hire i d’Artagnan nigdy nie mogli się spotkać. Dzieliły ich ponad dwa stulecia, inne wojny i inni królowie. Łączy ich ideał człowieka wiernego swoim towarzyszom, swoim zobowiązaniom i ojczyźnie.
Étienne de Vignolles, zwany La Hire’em, był kapitanem, który walczył u boku Joanny, człowiekiem pola bitwy, przyzwyczajonym do niepewności i decyzji podejmowanych w jednej chwili. Dwa stulecia później z Gaskonii wyruszył inny człowiek, Charles de Batz de Castelmore, znany jako d’Artagnan. Historyczny muszkieter służył królowi Francji, a Aleksander Dumas uczynił z niego bohatera, którego imię stało się synonimem odwagi i przyjaźni.
Nie należy utożsamiać ich historii, jednak łączą ich wspólne wartości: lojalność, przyjaźń, obrona kraju. Dlatego d’Artagnan, choć należy do innej epoki, przypomina o La Hirze. Obaj to ludzie czynu, którzy nie chcieli być jedynie świadkami wydarzeń.
Ale wróćmy do wojny stuletniej. W 1435 roku Burgundia, zmęczona sojuszem z Anglikami, pogodziła się z Karolem w Arras. Rok później Karol wjechał do Paryża, a Anglicy tracili kolejne miasta, w 1450 roku przegrali pod Formigny.
Wojna skończyła się w 1453 roku pod Castillon. Francja wyszła z niej ranna, lecz z czymś nowym: poczuciem wspólnoty, które wcześniej było mgliste. Dopiero kryzys kazał ludziom zapytać, kim właściwie są.
Dlatego dziś, czytając o Francji, zadaję sobie pytanie: czy potrafimy się zjednoczyć, zanim ktoś obcy zrobi to za nas, na swoich warunkach? W tamtych czasach Anglicy korzystali z tego, że kraj żył w niezgodzie. Teraz czai się inne niebezpieczeństwo. O tym też Ci już pisałam: Michel Houellebecq, Soumission („Uległość”).
.
Katarzyna Godefroy
Lubię takie historie 🙂