
.
Gnojownik
.
„Znałem kiedyś lewaczkę, co miała pizdę łajdaczkę” – brzmiała wiadomość. Jeszcze zanim moderator zatwierdził zdjęcie, zanim ktokolwiek odwiedził jej profil. „Niemamtelewizora”, bo taki nick wybrał wesołek (którego oryginalność nawet się Dominice podobała), wyjeżdżał z podobnym tekstem za każdym razem, gdy zakładała konto na portalu. W zaledwie chwilę po tym, jak stawała się widoczna dla innych użytkowników.
Nachodziły ją wątpliwości, czy aby na pewno jest to desperat szukający miłości w sieci, czy może po prostu jeden z członków bandy zatwierdzającej zgodność opisu własnego oraz charakterystyki wymarzonego partnera z regulaminem. Ten drugi od kilku wirtualnych wcieleń brzmiał u Dominiki niezmiennie: „Z serduchem po lewej”, co dla mniej bystrych gości na jej profilu stanowiło zagadkę nie do rozwikłania. Natomiast „Niemamtelewizora” wiedział, o co chodzi, miał szybką oraz ciętą ripostę (czyli zadatki na całkiem porządnego lewaka) i Dominikę wkurzało, że bez przerwy musi oganiać skrzynkę mejlową od mniej ogarniętej części zarzucających wędkę w sieci, gdy tymczasem ci najlepiej rokujący wpadali tylko po to, by poprawić sobie humor, gnojąc innych.
Czasem gnój leciał też ze skrajnie prawej strony i wtedy nie było już rymów ani lekko uniesionego kącika ust. Wtedy składano jej życzenia rychłej śmierci, poprzedzonej zbiorowym gwałtem analnym w wykonaniu praskiego elementu. Bez żadnej okazji.
Przy pierwszej wiadomości tego kalibru odrętwiała. Nikt wcześniej nie odważył się zaatakować Dominiki tak brutalnie za samo stanięcie po lewej. Ani w realu, ani w mediach społecznościowych. Żeby otrząsnąć się z szoku, zaczęła tłumaczyć sobie, że to tylko niewiele znaczący incydent, jednak szybko przyszło rozczarowanie. Tego typu zaczepki nadciągały już regularnie i dziewczyna nauczyła się rozpoznawać je po samym wstępie, aby kasować bez otwierania, unikając tym samym kolejnego czołowego zderzenia z nową polską rzeczywistością.
Długo przyzwyczajała się, że tak teraz jest. Inaczej, ale może niekoniecznie najgorzej. Spore znaczenie miała też zmiana, która na przestrzeni lat zachodziła w Dominice. Przegląd znajomości i relacji zawiązanych dotychczas na portalu nie wypadał dobrze, coraz rzadziej spotykała tam kogoś, kto by zaciekawił, ale wymówienie się zbyt wysoko stawianą poprzeczką usadzało ją z powrotem przed monitorem.
„Żeby cię stado ciapatych wydymało w dupę!” – przeczytała któregoś dnia wiadomość od lewaka, który nie dostał odpowiedzi na swój podkreślający lewackość oraz zachwalający inne zalety referat. Długo wlepiała wzrok w ekran, próbując znaleźć kolejną wymówkę, powód, żeby jeszcze raz zostać.
Patrzyła bardzo i szukała mocno. Aż litery przed oczami zaczęły się rozmazywać.
Beata Kołodziejczyk