.

.

.
Kiedy sprawiedliwość nie przychodzi – skąd narodziła się „Karma Hiny”
.
Są historie, które zaczynają się od pomysłu na bohatera. Inne od jednej sceny, obrazu albo zdania, które nie chce opuścić głowy autora. „Karma Hiny” powstała w nieco inny sposób. Zaczęła się od pytania: co się dzieje, gdy wszyscy wiedzą, że komuś dzieje się krzywda, ale nikt nie podejmuje działań? W swoim życiu doświadczyłem niesprawiedliwości. Wiem, jak łatwo można znaleźć się w sytuacji, w której prawda niekoniecznie prowadzi do zwycięstwa, a racja nie zawsze wystarcza. Czasami kluczowe są nazwiska, stanowiska, znajomości, opinia innych lub po prostu strach przed wychyleniem się. Ludzie często widzą krzywdę, ale wolą odwrócić wzrok. Nie dlatego, że nie rozumieją, co się dzieje, lecz dlatego, że wygodniej jest udawać, że niczego nie zauważyli. Właśnie z tej myśli zaczęły wyrastać „Płatki wstydu”, pierwsza część „Karmy Hiny”. Nie chciałem jednak pisać realistycznego dramatu ani reportażu. Zależało mi na czymś znacznie bardziej niepokojącym – historii, która wykorzystuje elementy horroru, japońskich miejskich legend i folkloru, a jednocześnie pozwala sobie na groteskę, ironię i czarny humor. Tak pojawiła się Kuroda Hina. Hina nie jest typową bohaterką, która przychodzi na ratunek. Nie jest superbohaterką. Nie pojawia się, aby wygłosić przemowę o dobru i złu, złapać sprawcę za rękę i zaprowadzić go przed oblicze sprawiedliwości. Ona jest konsekwencją. Spokojną, niewielką, niepozorną dziewczyną, która w jednej chwili może wydawać się niemal niewinna, a chwilę później sprawić, że człowiek zaczyna się zastanawiać, z czym właściwie ma do czynienia. W jej postaci kryje się coś z japońskiego onryō – ducha powracającego pod wpływem silnych emocji i krzywdy – ale Hina z czasem stała się czymś odrębnym. Istotą mającą własne zasady, osobowość i bardzo specyficzne poczucie humoru. Najbardziej interesował mnie jednak pewien paradoks. Hina wymierza konsekwencje ludziom, którzy często czuli się całkowicie bezkarni, ale jednocześnie nie chciałem, aby była ponurym demonem mówiącym wyłącznie zagadkami. Dlatego potrafi być bezczelna, prowokacyjna i ironiczna. Czasami wręcz bawi się swoim przeciwnikiem, pozwalając mu popełniać kolejne błędy i obserwując, jak sam pogarsza swoje położenie. W „Karmie Hiny” zemsta nie zawsze oznacza śmierć. Czasami znacznie dotkliwsze okazuje się odebranie człowiekowi tego, na czym budował swoje poczucie siły: reputacji, wpływów, poczucia kontroli i przekonania, że inni zawsze będą się go bali. W „Płatkach wstydu” takim człowiekiem jest Kazuo Arimura. Akcja rozgrywa się w elitarnym liceum w Kioto. Kazuo jest synem wpływowego człowieka i doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej pozycji. Jego ofiarą staje się Aoi Sato. Początkowo są to żarty, wykluczanie, upokorzenia i zabieranie rzeczy. Później granica zostaje przesunięta znacznie dalej. Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się wokół nich. Sama przemoc jest tylko jednym z elementów tej historii. Równie istotne jest milczenie świadków. Oprawca rzadko działa w całkowitej próżni. Ktoś coś widzi, słyszy, zauważa zmianę zachowania ofiary. Czasami ktoś nawet doskonale wie, kto jest sprawcą. Mimo tego może nie wydarzyć się nic. Ten mechanizm interesował mnie najbardziej. Człowiek prześladowany zaczyna mieć wrażenie, że walczy nie tylko ze swoim oprawcą, ale z całym otoczeniem. Jeżeli kolejne próby szukania pomocy nie przynoszą efektu, pojawia się poczucie całkowitej bezsilności. A wtedy w świecie „Karmy Hiny” może pojawić się ona. Kuroda Hina jest w pewnym sensie odpowiedzią na pytanie, które prawdopodobnie niejeden skrzywdzony człowiek, choć raz, zadał sobie w myślach:
„A co, gdyby jednak ktoś przyszedł?”
Nie ktoś związany procedurami, wpływami czy strachem przed konsekwencjami. Coś, czego nie można przekupić. Coś, czego nie można zastraszyć. Coś, co nie interesuje, czy sprawca ma bogatych rodziców, świetną opinię, pieniądze albo ludzi gotowych go bronić. Hina nie rozwiązuje jednak problemów w sposób, którego należałoby oczekiwać od człowieka. I właśnie dlatego mogłem pozwolić sobie na znacznie więcej niż w historii całkowicie realistycznej. Horror daje możliwość zamiany emocji w obrazy. Strach może stać się czymś fizycznym. Wstyd może dosłownie wrócić do człowieka. Przeszłość może stanąć przed nim i zażądać zapłaty. Stąd również tytuł – „Karma Hiny”. Karma jest tutaj rozumiana przede wszystkim literacko: jako powracająca konsekwencja własnych czynów. Bohaterowie podejmują decyzje, czasami przez bardzo długi czas, nie ponosząc za nie żadnej odpowiedzialności. Hina burzy ten porządek.
Najbardziej przewrotne jest jednak to, że często nie musi niszczyć swoich przeciwników własnymi rękami. Wystarczy, że stworzy warunki, w których zaczynają niszczyć się sami.
Przy pisaniu „Płatków wstydu” zależało mi również na kontraście. Z jednej strony mamy codzienność: szkolne korytarze, lekcje, nauczycieli, uczniów, telefony i rozmowy. Z drugiej – coś niemożliwego, co nagle pojawia się pośród tej zwyczajności i zachowuje się tak, jakby od początku miało pełne prawo tam być.
A Hina potrafi wejść w tę codzienność z zadziwiającym spokojem.
To chyba jedna z cech, które najbardziej polubiłem w tej postaci.
Nie musi krzyczeć, aby budzić strach. Nie musi wyglądać jak potwór, żeby nim być. Czasami najbardziej niepokojący jest właśnie jej uśmiech i pewność, że wie coś, czego pozostali jeszcze nie wiedzą.
„Płatki wstydu” są więc horrorem, ale dla mnie pozostają również opowieścią o przemocy, odpowiedzialności i bezkarności. O tym, jak łatwo jest skrzywdzić człowieka, kiedy grupa uzna, że wygodniej będzie milczeć. I o fantazji, w której w pewnym momencie pojawia się ktoś, kto tego milczenia nie akceptuje. Być może właśnie dlatego Kuroda Hina tak szybko przestała być dla mnie jedynie bohaterką jednego opowiadania. Zrozumiałem, że może pojawiać się wszędzie tam, gdzie pozostaje nierozliczona krzywda. Każda historia może mieć inną ofiarę, innego sprawcę, inne miejsce i inne przewinienie. Ale kiedy zawodzą ludzie, pozostaje jeszcze Hina. A kiedy ona już przychodzi, pytanie nie brzmi, czy sprawca poniesie konsekwencje. Pytanie brzmi tylko: jak będą wyglądały.
.

.
KARMA HINY
PŁATKI WSTYDU
W Prywatnym Liceum Kōmyō w Kioto reputacja ma większe znaczenie niż prawda. Aoi Sato zna tę zasadę aż za dobrze. Od miesięcy jest poniżana przez Kazuo Arimurę – syna wpływowego deputowanego i szkolnego sponsora. Zaczęło się od żartów, wykluczania i zabierania rzeczy. Z czasem pojawiły się groźby, przemoc oraz milczenie tych, którzy byli świadkami, ale woleli odwrócić wzrok.
Kiedy Kazuo zmusza Aoi do jedzenia kartek z własnego zeszytu, a następnie na jej oczach podpala jej szkolną torbę, dziewczyna traci nadzieję, że nauczyciele kiedykolwiek jej pomogą. Wtedy natrafia na starą internetową legendę. Podobno wystarczy wypowiedzieć nazwisko sprawcy i poprosić, aby wszystko, co dał innym, kiedyś do niego wróciło.
Następnego ranka w klasie 2-B pojawia się nowa uczennica – Kuroda Hina.
Piękna, spokojna, uprzejma, a jednocześnie zdecydowanie zbyt rozbawiona człowiekiem, którego boi się niemal cała szkoła. Nie reaguje na groźby tak, jak powinna. Robi głupie miny w najgorszych możliwych momentach, bezczelnie punktuje hipokryzję dorosłych i z zadziwiającą cierpliwością pozwala Kazuo coraz bardziej pogrążać samego siebie. Bo Hina nie przyszła do Kōmyō po to, żeby go przestraszyć. Najpierw chce zobaczyć, jak daleko posunie się człowiek przekonany, że nic mu nie grozi. A gdy Kazuo wreszcie przekroczy ostatnią granicę, może odkryć, że nowa dziewczyna nie jest tym, za kogo się podaje. I że niektóre miejskie legendy powstają z bardzo konkretnego powodu.
„Płatki wstydu” to mroczna historia zemsty, łącząca szkolny thriller, japoński horror supernaturalny i czarną komedię. Bo czasami karma nie przychodzi z hukiem. Czasami siada w ostatniej ławce przy oknie, uśmiecha się do ciebie… i czeka, aż sam dostarczysz jej dowodów.
.

.