
.
Jolene
.
Marcin obudził się nie z własnej woli. Próbował jeszcze na siłę zaciskać powieki. Położył się twarzą do ściany, a głowę nakrył poduszką. Słyszał jednak nadal, idealnie. Jego żona krzątała się po domu. Nie to jednak było najgorsze. Muzyka, jakiej słuchała powodowała, że mężczyzna zaczął poważnie zastanawiać się nad wyprowadzką i kto wie, może rozwodem.
– Zmarłego by obudziła, psia krew. – wymamrotał zaspany i nakrył się dodatkowo szczelnie kołdrą.
Liczył na to, że uda mu się stłumić dźwięki muzyki country, którymi katowała go Mariola. Jednak gdy usłyszał jak zaczęła śpiewać, poczuł, że nie wytrzyma. Miał wrażenie, że piskliwy głos małżonki wwierca się w jego mózg.
– When you think about love, think about meeeeeee – zawodziła w kuchni kobieta.
Nie wytrzymał i zerwał się z łóżka. Kołdra spadła na podłogę, a on pognał do łazienki. Nigdy nie sądził, że zamiłowanie jego drugiej połówki do muzyki będzie dla niego przekleństwem. Stojąc pod prysznicem cieszył się, że woda zagłusza wszystko inne. Piętnaście lat małżeństwa i dopiero wspólna kilkutygodniowa kwarantanna, uzmysłowiła mu, że oto nienawidzi głosu kobiety, którą kocha. Przez wszystkie lata wspólnego życia, nigdy nie miał pretensji o frędzle przy kurtkach, kowbojskie kapelusze, czy śpiewającą Dolly Parton. Widząc ile radości sprawia to żonie, nie miał odwagi zwrócić jej uwagi. Pracując w różnych godzinach, mijali się często w drzwiach. Spotykając się, na krócej lub dłużej, czuli się jak podczas świąt i nic nie raziło tak jak teraz. Zamknięci na przestrzeni pięćdziesięciu dwóch metrów, skazani byli na siebie i swoje przywary.
W normalnych okolicznościach, mógł znosić śpiewanie żony i twierdzić, że jest słodkie. Stara prawda głosi, że co za dużo, to i koń nie pociągnie.
W końcu musiał wyjść z łazienki. Wziął głęboki wdech i otworzył drzwi. Wydech. Z głośnika słychać było ulubioną piosenkę żony.
– Jolene, Jolene, Joleeeeeeen – śpiewała.
– No gdzie ty jesteś Jolene? – Marcin spytał szeptem. – Dzień dobry – Dodał, tym razem głośniej.
Pocałował żonę w nadstawiony policzek. Bujając się w rytm muzyki, nalała mu kawy z ekspresu i podała kubek. W tej chwili z tostera wyskoczyły dwie pięknie przyrumienione kromki chleba. Poczuł, że jest okropnie głodny. Łyknął kawy. Była dokładnie taka jak lubił. Uśmiechnął się, piosenka ucichła, więc miał piętnaście sekund spokoju. Mariola nucąc jeszcze poprzedni motyw muzyczny, postawiła przed nim talerz z parującą jajecznicą i tostami. Normalnie, uwielbiał patrzeć na swoją kobietę, która zmysłowo poruszała się po mieszkaniu, w rytm melodii, której słuchała. Teraz jednak, miał mocno mieszane uczucia. Żona podeszła do odtwarzacza, który kupił jej na ostatnie święta i lekko dotknęła jeden z przycisków. Ze swojego miejsca przy stole, nie wiedział czy wyłączyła ten przeklęty sprzęt, robiła głośniej, czy zmieniała utwór na inny. W duchu modlił się, żeby to było to pierwsze. Niestety z głośnika popłynęła znana mu „Jolene”. Zakrztusił się.. Mariola przybiegła szybko i zaczęła uderzać go w plecy swoją drobną dłonią. Kiedy się uspokoił, pocałowała go w czubek głowy. Uśmiechnęła się.
– Jedz, bo ostygnie.
Kiedy nie śpiewała, jej głos brzmiał zupełnie normalnie. Mógłby go słuchać cały czas. Żeby tylko nie zaczynała wyć, bo wycia to już znieść nie mógł.
– Jem, jem. Dolej mi kawy.
Podał jej kubek.
– Nic nie mówisz. Zobacz. Sama pofarbowałam sobie odrosty.
Dumna z siebie, podsunęła w jego stronę kubek z kawą. Spojrzał na blond włosy, wiecznie natapirowane jak u swej idolki.
– Ładnie ci w naturalnych. Farba niszczy włosy.
– Lubię przypominać Dolly. – uśmiechnęła się
– Wiem, przecież po to braliśmy kredyt.
Zaczął dłubać widelcem w talerzu. Łyknął kawy, ale kawa też straciła smak. Z impetem odsunął talerz od siebie. „Zapętliła, cholera jedna, zapętliła piosenkę” – pomyślał spanikowany.
– Bardzo dobrze wydane pieniądze. – stwierdziła i poprawiła bluzkę, tak żeby uwidocznić sporych rozmiarów biust.– Dziękuję, najadłem się. Jak zwykle pyszne kochanie. – Wstał, głośno odsuwając krzesło.
– Przecież prawie nic nie zjadłeś. – spojrzała na męża zmartwiona. – Może ty chory jesteś? Boże… Masz gorączkę? Kaszlesz? Byłeś w sklepie! Mówiłam, żebyś wziął maseczkę. Co to będzie, jak złapiesz to cholerstwo? Ja sobie sama nie poradzę.
And I can easily under stand. How you could easily take my man. But you don’t know what he means to me, Jolene – śpiewała Dolly
– Ile można żreć, siedząc na dupie w domu? Mariolka, ja nie tucznik!
Widział jak w oczach żony pojawiły się łzy. Sam ją do tego doprowadził. Kobietę, którą kochał. Zacisnął pięści. Obiecywał, że nie będzie zachowywał się jak jej ojciec. Jak mógł stracić samokontrolę? Wściekły na siebie, otworzył lodówkę i wyciągnął piwo. Spojrzał na Mariolę.
– Ale, tak z samego rana? Dopiero dziewiąta.
– To bezalkoholowe. Tylko takie mi kupujesz.
Jolene, Jolene, Jolene, Jolene.Oh, I’m begging of you please don’t take my man
– No i gdzie ty jesteś? Co? Gdzie ty jesteś Jolene? – zapytał szeptem stojąc na balkonie.
Wiosenne słońce świeciło, jakby śmiało się z ludzi, że muszą siedzieć zamknięci w czterech ścianach. Mężczyzna powoli rozejrzał się po okolicy. Zawsze podobał mu się widok z ich mieszkania. Od strony gdzie znajdował się balkon, widać było las miejski. Osiedle, zazwyczaj tętniące życiem, wyglądało jak wymarłe. W bloku obok na balkon wyszedł starszy jegomość. Tak jak on z butelką w dłoni. Spojrzeli na siebie, i jakby łącząc się w bólu, obaj w jednej chwili unieśli butelki lekko do góry. Następnie łyknęli piwa. Marcin cieszył się, że z tej odległości, ów człowiek nie widział, że ten popija jedynie bezalkoholowe popłuczyny.
– Nawet wyjść nie można. Kurwa mać!
Kiedy wrócił do mieszkania, w kuchni nadal słychać było ten sam utwór. „I tak do zarzygania”– pomyślał. Odłożył butelkę do kartonu na szkło. I spojrzał na kołyszącą biodrami żonę, która w tym momencie kroiła paprykę.
– Co ty robisz? –spytał zdziwiony. Przecież nie dawno było śniadanie.
– Obiad. Już późno. – Zanuciła z wokalistką w rytm refrenu.
– Możesz na moment wyłączyć muzykę? Posłuchałbym radia. – Przytulił delikatnie żonę.
– Wiesz, że lubię country i dla odprężenia sobie śpiewam.
– Wiem, ale posłuchałbym wiadomości, a nie Dolly Parton. – Nieudolnie próbował wynegocjować chwilę ciszy.
– Masz przecież telewizor w dużym pokoju i radio w sypialni. Nie każ mi siedzieć w ciszy. – Pogładziła go dłonią po policzku.
Zrezygnowany usiadł przed telewizorem. Zanim go włączył usłyszał jeszcze:
And you could have your choice of men but I could never love again.
–Jasne. Never love again. – wyszeptał wściekle sam do siebie.
Na każdym kanale, straszyły informacje dotyczące epidemii. Wszędzie podawali ilość chorych, zgonów, czy też ilość osób w stanie krytycznym. Nie spotkał się z informacją na temat wyzdrowiałych, jakby takich nie było. To może wpędzić w depresję. Włączył kanał z filmem przyrodniczym i skupił się na życiu pszczoły miodnej. Ruszył się z fotela jedynie gdy Mariola wołała go na posiłki.
Starał się nie odzywać. Starał się nie myśleć i nie słyszeć muzyki, która już mu tak obrzydła. Wieczorem gdy uznał, że można iść spać, czuł się zmęczony, bardziej niż po najtrudniejszych dniach w pracy. Nie rozumiał tego fenomenu. Najbardziej jednak bolało go to, że przez kwarantannę oddalają się od siebie. Nie miał zielonego pojęcia w jaki sposób naprawić ich relacje. Zrozpaczony poczłapał do łazienki, gdzie przygotował się do snu. W sypialni poczekał jeszcze na żonę. Słyszał specyficzne „bipibip” wyłączanego odtwarzacza. Nastała błoga cisza. Położył się na łóżku i całym sobą chłoną radość chwili. Przymknął oczy. Teraz tylko brakowało obok kobiety jego życia, żeby mógł się w nią wtulić, zanurzyć twarz w jej włosach. Westchnął. W tej chwili w drzwiach sypialni pojawiła się ona. Spojrzał na nią. Kusy szlafroczek odsłaniał więcej niż zasłaniał. Uwielbiał Mariolę w takim wydaniu. Uwielbiał ją w każdym wydaniu, ale jej nocna wersja, działała na niego, tak jak powinna. Uśmiechnął się do żony. Ta widząc reakcję męża, podeszła bliżej i pocałowała go namiętnie w usta. Pomimo wielu lat wspólnego życia działała na niego, tak intensywnie jak w czasach młodości. Czuł jak bardzo pożąda skąpo ubranej kobiety. Wszystko w niej podniecało go do granic możliwości. Kiedy dotknęła go i pocałowała w sposób, na który zawsze reagował tak samo. Miał ochotę chwycić ją w ramiona i nie puścić nigdy z łóżka. Wiedział jednak, że nie skończyła przygotowywania się do snu. Znał ją na tyle by mieć świadomość, że „wszystko w swoim czasie kochanie”.
Oderwała się w końcu od niego i posyłając mu buziaka w powietrzu, poszła kontynuować wieczorne rytuały. Kiedy wracała z łazienki coś w nim drgnęło. Zerwał się i siedząc wyprostowany jak struna, ciężko dyszał.
– Jolene, Joleeeeen – kobieta śpiewała pod nosem idąc ku niemu, zmysłowo poruszając przy tym biodrami.
Kiedy była już niedaleko, Marcin chwycił ją za rękę i rzucił na łóżko. Leżąc na wznak mrugnęła do niego zalotnie. Jej włosy rozsypały się na pościeli. Koszulka nocna przesunęła się ukazując piersi za dwadzieścia tysięcy. Marcin spojrzał na Mariolkę i pomyślał, że kochał naturalny kolor włosów swojej żony. Chwycił poduszkę i szybkim ruchem nakrył twarz kobiety. Poczuł jak dudni mu w głowie. Serce biło jak podczas wnoszenia lodówki na dziesiąte piętro. Nie docierało do niego, co tak naprawdę robi. W pierwszej chwili Mariolka myślała, że to jedna z dziwnych zabaw jej męża. Kiedy zrozumiała, że to jednak nie to, zaczęła się szarpać. Mężczyzna, dociskając poduszkę całym ciałem, nie rezygnował. Czuł wewnętrzną satysfakcję, jakby walczył z prawdziwym potworem. Nie znany dotąd wewnętrzny głos nakazywał mu nie poddawać się. Utwierdzał go w przekonaniu, że robi to co powinien. Kiedy kobieta przestała się wyrywać, a jej ciało bezładnie opadło na łóżko, zabrał poduszkę. Oddychał szybko. Przepełniało go spełnienie, którego nie potrafił nazwać.
– Nigdy nie byłaś pieprzoną Dolly Parton! – Wykrzyczał wściekle, nakrywając ją puchatym kocem. – Nie mogę na ciebie patrzeć.
Kamila Ciołko-Borkowska
Gdzieś wyczytałem, że najwiecej rozwodów w Japoniinastępowało gdy mąż szedł na emeryturę! Wtedy wychodziło to co różniło tych ludzi, kiedy odkrywali prawdziwe swoje osobowości!
I zmarło się kobicie na dniach