
.
Niebieski wzór świadomego rodzica
Od jakiegoś czasu kołuje mi w głowie pewien wątek. A mianowicie „idealne rodzicielstwo”. Tyle się o tym mówi i pisze. Książka goni książkę, artykuły mnożą się jak króliki. Co z tego wynika? Jakoś niewiele. Przynajmniej dla mnie. Czytam, słucham i nadal skromnie o tym wszystkim wiem.
Zaczęłam zatem dopasowywać do bycia rodzicem moje ostatnie przemyślenia, dotyczące miłości, szacunku, akceptacji, tolerancji i wolności. Oto do czego doszłam:
Kochając prawdziwie, dajemy pełną wolność. Nie nakazujemy, nie wymagamy, nie ukierunkowujemy, nie oczekujemy. Ufamy ukochanej osobie i nie wnikamy w jej decyzje.
Dla potrzeb ładu i porządku domowego ustalamy pewne reguły, zasady. Przestrzeganie ich jednak pozostaje w sferze wolnej woli. Jak wówczas pilnować przestrzegania? Odpowiem na przykładzie sprzątania:
Jednym z punktów regulaminu domowego jest sobotnie sprzątanie. Dziecko ma do wysprzątania swój pokój i pozbierania z całego domu swoje porzucone rzeczy. Jeśli to zrobi, to z przyjemnością przebywamy w jego pokoju, bawimy się wspólnie, czytamy itp. Jeśli młody człowiek nie zadba o swoje obowiązki, to nie wchodzimy do dziecięcego pokoju, a szwendające się po domu zabawki rekwirujemy. Nie krzyczymy, nie popędzamy, nie nalegamy, nie prosimy, nie krytykujemy. Dajemy wolną wolę, by przekonało się samo i wybrało, co dla niego lepsze. Myślę, że gdyby robić tak od najmłodszych lat, bylibyśmy w stanie przekonać dziecko do sensowności dbania o porządek. Gdy dorośnie i stworzy swój dom, to może mieć taki bałagan, jaki tylko zapragnie. Choć podejrzewam, że pozytywna nauka porządkowości da inne rezultaty. Jeśli nie, to też dobrze. Widocznie naszemu dziecku porządek nie jest do szczęścia potrzebny.
Kolejna sprawa. Upominania typu: „uważaj, nie biegnij!” „uważaj, kamień!” nie pozwalają dziecku samemu nauczyć się ostrożności. Kiedy najlepiej zrozumieć, że nierozsądnie jest wspinać się na najwyższe drzewo w okolicy? Gdy wcześniej parę razy spadnie się z niższej gałęzi. Wiem, że to trudne – patrzeć, jak dziecko naraża się na upadek, skaleczenie, zadrapanie, wydaje się bezlitosne i okrutne. Lecz czy nie jest to przejaw prawdziwej miłości, dającej wolność, zaufanie i zezwolenie na samodzielną naukę i doświadczanie?
Na czyich błędach najlepiej się uczyć? Oczywiście, na swoich, a i ta nauka bywa niełatwa. Jeśli sami czegoś nie przeżyjemy, żadne przestrzeganie nie zostanie w pamięci na długo. To pewne. Zdarza się, że po wielokroć popełniamy te same błędy. Dlaczego? Bo jeszcze nie wyciągnęliśmy właściwych wniosków. Nie znaleźliśmy innego rozwiązania. Nie przetrawiliśmy swoich wewnętrznych kwasów i bolączek. To dłuższy temat. Wrócę jeszcze kiedyś do niego.
Pomyślałam, że takim najlepszym wzorem rodzicielskiej miłości, preferującej wolność jest Bóg (niezależnie od tego jakie jest jego imię). Dał nam wolną wolę, dał nam wskazówki/ przykazania/wytyczne. Nie ingeruje, nie nalega, nie dręczy, nie krzyczy, nie oczekuje. Po prostu kocha i przyjmie każdego, który nawet zbłądzi, a zechce do niego wrócić. Dostaliśmy od Boga jego cząstkę, która jest wystarczająca, by kreować swój własny świat. To my mamy pełną kontrolę nad swoim istnieniem, przeżyciami i doświadczeniami. Korzystając z tej mocy, możemy tworzyć cuda.
Dużo rozmawiam z ludźmi. Dzięki takim dyskusjom poznaję także sama siebie (to tak na marginesie). Chcę tu podkreślić jedną rzecz, jaką zaobserwowałam u siebie i innych: wielu z nas ma lęk przed podejmowaniem decyzji i myślę, że w bardzo dużej mierze wynika to z wychowania, które nie dawało nam wystarczającej wolności wyboru.
Druga sprawa to żal. Jak często żałujemy wybranych ścieżek, byłych związków, wypowiedzianych słów? A gdyby tak przyjąć, że każda nasza decyzja jest po prostu nauką? Zamiast żałować, obserwujmy konsekwencje i wyciągajmy wnioski. Bez małych upadków nigdy nie nauczylibyśmy się używać bandaży, czy z rozwagą wybierać buty na wędrówki po górach.
Czy jestem idealnym rodzicem? Nie. Popełniłam wiele wpadek. Nadal się potykam, ale uczę się, wyciągam wnioski i jestem dumna, że mogę z moim piętnastoletnim synem porozmawiać absolutnie na każdy temat. A także z radością obserwuję, jak on doświadcza konsekwencji swoich decyzji. I mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jest świadom tego, iż zawsze znajdzie u mnie wsparcie i otwarte ramiona.
Biorąc przykład z Najwyższego, kochajmy swoje dzieci, ale nie ingerujmy w ich wybory, nie krytykujmy za decyzje, nie karzmy za zdobywanie doświadczeń i naukę urządzania własnego życia. Kochajmy, przyjmujmy z otwartymi ramionami, szanujmy, ale i pracujmy na bycie szanowanymi. Jak to możliwe? Stawiajmy granice, by dbać o siebie samych, ale przy okazji dając wolność, pozwalać na wybór. Tylko wtedy mamy szansę na ich świadome pragnienie bycia naszym dzieckiem.
PS. Jeśli nie uznajesz żadnej siły wyższej, to możesz przyjąć, że tym tzw. Najwyższym jest miłość lub po prostu dobro lub życie. Czy teraz mój tekst nadal nie ma sensu?
Agnieszka Miodowska
Ma sens. Dlaczego ma nie mieć? Myślę tylko o tym, czy naprawdę Bóg się nie wtrąca, a potop to nie była jego sprawka, a Sodoma i Gomora? Może niepotrzebnie podaję te przykłady, bo Bóg ze Starego Testamentu to nie Bóg z Nowego, a poza tym, co to ma do rzeczy. Tylko tyle, że Bóg czasem trochę się wtrąca i my czasem też możemy, bo przecież jak dziecko wyskoczy na ulicę, będziemy tylko stać i się przyglądać? Jak zechce skoczyć z dachu to też nc nie powiemy? Moim zdaniem nie można przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę czyli za dużo nie rób tego jest złe, ale brak tych słów też bywa czasem niedobry.
Ależ owszem! Są przypadki, że trzeba złapać za rękę. Powstrzymać przed „głupotą”.
Tak naprawdę we wszystkim powinien być zdrowy umiar.
Och, jakiż wtedy inny byłby ten świat ?
Pozdrawiam i dziękuję za obecność ?
Nie zgadzam się z treścią artykułu. Nie ma czegoś takiego jak ideał, nie ma też idealnego rodzica. Nigdy nie dążyłam do takowego. Dawno temu ktoś mi powiedział, że dziecko trzeba tylko kochać, a reszta się ułoży. Tak. Kochać. Jakie proste.
Jasne, że kochać. Warto w takim momencie odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest miłość. Co to znaczy kochać? Robić wszystko dla tej osoby? Ułatwiając wszystko? Poświęcając się dla tej osoby?
Oczywiste, że nie ma ideałów. Ale zawsze można być bliżej tej doskonałości niż dalej ? Zresztą każdy poradnik dla rodziców mówi, jak wychowywać dzieci. Czyli też pomaga nam być bardziej idealnym ?
Dziękuję za lekturę i komentarz