.

Katarzyna Dominik – EROTICON 2025

.

Poniektórego lata 

.

Spocona noc, lipcowy księżyc w afekcie kilokalorii gwiazd

rejestruje warkot oddechu mknącego szosą oddechów.

Cofnięty licznik wskazuje ponad prędkość światła.

Na szybach osiada mgła kompulsywnych westchnień.

Wewnątrz pół echa łąk i zagonów pszenżyta

i zarośnięty zagajnik, jakiś motel, opuszczona pipidówa.

Wbijam pazury w jego tors, zęby w kaloryfer na brzuchu.

Głuchy szelest rozwiewa włosy i pieści po cebulki.

Męski ustrój cielesny wznosi się, by opaść z rozkoszy.

Wyszarpany świt ze szczytowania rozciąga nasienie

po splot embrionu dnia, przejeżdżając rondo na krechę.

Wstrząs anafilaktyczny przykleja usta do ust bez butaprenu.

Chcę wrzeszczeć, niech każdy i z osobna usłyszy, że

punkt G został osiągnięty. Supremacja zbieżności narządów

sprzęga i prowadzi na manowce, by wyhamować przed wytryskiem.

Świece gwałtownie iskrzą, pełnię zaliczając na poczet zenitu, a my

mijamy któryś las, obłąkany zakręt i nie hamujemy przed czasem.

.

Młodość szaleństwem opętana

.

W muślinowej pościeli, w zakamarkach nocy,

kosztowali rozkosznej soczystości pragnień.

Namiętne pocałunki w afekcie uniesień,

kołysały zmysłami do granic północy.

Balsamiczne pieszczoty, ud ponętnych drżenia,

chwile miłością tkane w sercu uwiecznione,

gorącymi wargami nadto zniewolone,

frywolną sekretnością spełniały marzenia.

Feblik pachniał w powietrzu, gdy spocone dłonie

błądziły wzdłuż ciał nagich łaknących wciąż jeszcze.

Spojrzenia pełne iskry opętały dreszcze,

kiedy omdlałe ruchy zostały splecione.

Nawet wiatr w sadzie zamilkł wsłuchując się w szepty

i gwiazd cała plejada nadstawiła uszu,

będąc powiernikami pokus animuszu,

rozgrzeszali jaśnieniem romantyczne skrypty.

Lecz rozigrane myśli doznane przedwcześnie,

w młodzieńczej intymności spłonęły szaleństwem,

gdy w wymiętym uścisku opiły się chciejstwem,

a za oknem budził się sezon na czereśnie.

.


Sto gwiazd za jeden dotyk 

.

Dotyk Twój, który północ do mnie przywołuje,

leczy złamane serce i koi zgubne bóle.

Jak lilia delikatne, śpiących powiek drgnięcie,

w tepidarium Twych dłoni, pulsuje z przejęciem.

Muśniecie Twych warg, które upaja słodyczą

rozkosz dzikiego łona, jest ust zdobyczą.

I męskość w kobiecości – świątynia oddania,

niech płonie namiętnością, w pieszczotach się słania.

Nocy pełnię posiądę i stu gwiazd srebrzystość,

które tkwią w przytuleniu, by znikła niepewność.

Niech aksamit rąk Twoich błądzi po mym ciele

z miłością niepojętą. Czy pragnę tak wiele?

.

Katarzyna Dominik

.

Zapraszamy

2
0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *