Cała sytuacja powstała na stronie fanpage – ” Księgarnia Meduza” w gościnnych progach Katarzyny Godefroy, dnia 14 czerwca 2023 roku o godz 20:00
…….została sprowokowana i zorganizowana przez Tostera a zaczynem ilustracyjnym od którego rozpoczynali artyści była ilustracja przygotowana przez Leonarda Jaszczuka. Poeci nie widzieli jej wcześniej. Mieli jednak świadomość, że jej pojawienie będzie początkiem poetyckiego dialogu. Cały tekst jest zaprezentowany bez żadnych poprawek i szlifów, aby zachować autentyczność i piękno tamtego wieczoru.

Kamila Ciołko-Borkowska
Tysiące przebranych koszmarów spotkałam
Na torach po których pędzi rozpędzone życie.
Nie ma czasu na łapanie nierównego oddechu
Gdy dech w piersi zapiera widok z okna wagonu.
Równy rytm i ciężkie powieki.
Obym nie przespała ważnego przystanku.

Sotyris Paskos
na powitanie kwiaty
na pożegnanie kwiaty
zabieramy w podróż twarze
każda do innej szyby
jak w kalendarzu dni
to pociąg osobowy
czasami mi się w nocy śni
że zawiadowca w koronie na głowie
szykuje się do wieczerzy

Kamila Ciołko-Borkowska
Z trwogą zajrzałam do bagażu (głośny huk zbudził lęki).
Oddech drżący niczym liście na wietrze.
Choć po chwili jednak oddech spokojny: wszystkie maski na miejscu.
Malowałam je wszystkie latami, dolepiałam żmudnie detale.
Teraz czas przyszedł na przebieranki. Granie na czas i ku chwale.
Na widowni świat pełen takich ja my właśnie:
W ręku torby pełne lęków, braków i zaburzeń.

Sotyris Paskos
na dworcu przy kolejnej filiżance kawy
wróżę z fusów
kolejny bilet do wieczności
na niebie obłoki jak walizki
w przedziale bagażowym
bezzębny konduktor woła
czas ruszać w podróż do jutra
teatr cieni rozpoczyna swą podróż
może jestem szalony
przez otwarte okno rzucam kwiaty
kto złapie może uda się w podróż

Kamila Ciołko-Borkowska
Bukiet marzeń, nadziei i snów w kryształowym stoi wazonie.
W oknie chmury ciężkie od żalu (będzie burza pełna łez i krzyków).
Na stole list pełen słów strych niczym nóż rzeźnika,
Którym co rano rozcina ścięgna od sedna.
Z szafy w rogu z ciekawością spogląda: lęk który zaciera ręce.
Jeszcze tylko kilka szybkich skreśleń i w dłoni zacisnę
Bilet na pociąg ostatni, w którym czekasz aż się spotkamy.
Kiedyś mówiłeś, że będziesz na mnie czekał.
Z bukietem pięknych kwiatów.

Sotyris Paskos
karnawał zwany życiem
jak niemy film
przewija się w szybach
pędzącego pociągu
na każdej jeden dzień
na tej z lewa napisałem że kocham
i nie wiem kto mnie natchnął
czy anioł czy diabeł
na tej z prawa zrywam jabłko
i pęka szyba
jabłko toczy się po torach
twój list porywa pęd pociągu
zrywam kwiaty raniąc sobie ręce
to bukiet czerwonych kwiatów dla ciebie

Kamila Ciołko-Borkowska
Spaliłam wszystkie listy od ciebie (nie zostawię żadnego dowodu).
Wspomnienia przeliczę dokładnie. Obejrzę je z każdej strony.
Spakuję każdy z lęków i wyślę gdzie ich miejsce: w czarną otchłań bezmyślności.
By odwrócić się w końcu na pięcie i drzwi zamknąć bezpowrotnie.
Zamelduje się na stacji końcowej, a tłum moich własnych koszmarów
Wiwatować będzie w najlepsze (bilet zakupiłam już dawno).
Wsiądę pewnie, bo tylko na to czekałam.
Aż z głośników popłynie melodyjna zapowiedź początku końca
Końca wszystkiego

Sotyris Paskos
wspomnienia czasem duszą
na wpół rozstrzelaną prawdą
pół prawdy twojej
pół prawdy mojej
czy to cała prawda
czy czuwa nad nami Lilit
matka demonów w naszych snach
czy jak sowa swoim okiem
szuka kolejnej ofiary w ciemności
wisi nade mną twoja władczość
a przecież nie tak miało być
ukradłaś mi spokój
pęknięta struna zawyła we mnie
w moim mieście jest pusto
na kolejnej szybie twoja twarz
nieobecna nie mówi już nic
nie piszę już listów do ciebie
Cyganka ze smutkiem
w milczeniu przechodzi obok
zabrałaś jej nadzieję na wróżbę

Kamila Ciołko-Borkowska
Ustaliliśmy dawno temu, że gramy tylko w otwarte karty.
Nie ma miejsca na półprawdy i półśrodki.
Nie ufamy fałszywym prorokom, którzy sprzedać nam chcą
Bladą nadzieję owiniętą w błyszczący papierek.
Lepsza pewności, że mamy siebie nawzajem.
Niż myśli pełne kanciastych sprzeczności.
Kiedyś, dawno temu wprawdzie, pozwoliłeś mi odejść.
Drzwi otworzyłeś jasny dając komunikat.
Twoim błędem była pewność, że nie uniosę się dumą.
I że wrócę.

Sotyris Paskos
na każdej szybie każdego dnia
będę rysował twój cień
ten tak odległy jak wspomnienie
jutro jest zawsze jak nieodgadniony sen
a jeśli słowa twoje przekleństwem były
bym żył jak człowiek przegrany
ja jeszcze trwam
na przekór samemu sobie
i wiem kiedyś piór białych gwiazdy opadną na ziemię
i jeśli uszczknę choćby jedno pióro
jak Bóg spalę sam siebie by wznieść się do ciebie
a kiedy ludzie samotni patrzą na niebo pełne gwiazd
to przecież nie są tylko pyłem zapomnianej popielniczki
ludzie samotni jak wiersz odrzucony przez cenzora
a kiedy wolność zapuka do ich drzwi
nie potrafią już wyważyć wrót
brak im sił
a kiedy Bóg nocą jak złodziej wchodzi w nasze sny
i kradnie nasze marzenia na lepsze dni
czyż nie lepiej byś nie była u mego boku
i jeśli ukradł mi ciebie nieznaną porą
co chciał mi powiedzieć
ja jeszcze żyję lecz umieram powoli
w ogniu twego wspomnienia
i jeśli jeszcze jest gdzieś Bóg
nieważne ile jeszcze dni przyjdzie mi walczyć
pokonam Go lub zatopię się we własną śmierć

Kamila Ciołko-Borkowska
Dobrym słowem wymalowałam swoje istnienie.
Umeblowałam złudą i sztucznymi uśmiechami.
Na dzień dobry wszystkim mówię jak piękne jest życie.
Na dobranoc zatrzaskuję się szczelnie pośród nocy.
Nie chcę patrzeć na gwiazdy, bo za bardzo boli mnie blask wspomnień.
Nie chce liczyć ich na firmamencie, policzyłam je w twoich ramionach.
Ich liczba stała się największym naszym przekleństwem.
Dawniej noce dawały mi skrzydeł, wznosiłam się ku krańcom świata.
W twoich oczach byłam najwspanialszym z aniołów.
Roztrzaskało się to niczym szklany wazon. Nagle i bez zapowiedzi.
Wszystkie pióra rozproszyły się po całym wszechświecie.
Stoję więc sama drżąc z chłodu i samotności.
Czy się jeszcze kiedyś spotkamy?
Bóg raczy wiedzieć.

Sotyris Paskos
opanowałaś do perfekcji
swoją rolę w życiu
aktorka każdego dramatu
jak larwa w kokonie
nocą jak motyl wyfrunęłaś
z moich ramion
teraz błąkasz się po cudzych snach
anioł bez skrzydeł
wyrwałaś mi księżyc
i ukryłaś go pomiędzy
wczoraj i dziś
pociąg odjechał beze mnie
stoję na stacji
z biletem w dłoni
zmęczyłem się rozdrapując marzenia
odwrócę się jak żona Lota
i zamknę swe ciało
w oczekiwaniu
może przyjdziesz

Kamila Ciołko-Borkowska
Wiem, że nie masz już o mnie najlepszego zdania.
Milczysz gdy ktoś wymówi moje imię.
Powiedzieli mi wspólni znajomi, że nadal usta zaciskasz złowrogo.
Wiem, że wbiłam igłę smutku tam gdzie zabolało najbardziej.
Milczysz i nie dajesz poznać po sobie. Jesteś twardy.
Powiedzieli mi dawni sąsiedzi, że wyrzuciłeś wszystkie moje słowa.
Wiem, że nie zrozumiesz już nigdy, tego że nie mogłam inaczej.
Milczysz gdy cię mijam na mieście.
Powiedziały mi twoje oczy, że tęsknisz tak samo jak ja.

Sotyris Paskos
jak łatwo się zagubić w nienawiści
kiedy bezsilność jak nóż kroi myśli
szukam pośrod tłumu wspomnień
oczy ranią wtedy najbardziej
lata które owinęły nas jak całun
zagłębiły swoje zęby w gestach niepotrzebnych
usta przygryzam do bólu niewypowiedzenia krzyku
milczenie jak złoto zgarbiło moje ja
na oczy nałożyłem ciemne okulary
może pewnego dnia wzniosę się
i jak Ikar pofrunę do twych ust

Kamila Ciołko-Borkowska
Przywiązani do odmiennych krańców życia.
Na zupełnie odmiennych torach doczesności jesteśmy.
Zaciskam więc oczy patrząc w słońce. Wznieść się i zginąć doszczętnie.
Choć przez chwile poczuć pełnię szczęścia, które dawniej pijałam w pucharkach.
Usta spierzchnięte z pragnienia, szeptem modlą się o koniec świata.
Może i jestem bez serce (zarzuciłeś mi to na odchodne)
Lecz wciąż czuję ciężar odpowiedzialności, którą zrzuciłeś na moje ramiona.
Przygniata mnie ona do ziemi, czołgam się więc z trudem oddech łapiąc.
Niby żyję, lecz jakie to życie.
Niby kocham, lecz jaka to miłość.

Sotyris Paskos
wczoraj napisałem list do ciebie
w pierwszych słowach mego listu
pognieciona kartka spadła na podłogę
ręce jakby w modlitwę ułożone
upuściły pióro
wiatr je porwał
nie napiszę już ani słowa
mamo ja tylko chciałem być szczęśliwy
jak przez mgłę dobijałem się do swych myśli
niech jeszcze nie nadchodzi smutek
w otwartych dłoniach moje serce
jak motyl wyrwało się z nich
uderzając w zamknięte okno
tylko zapłakało jak małe dziecko
mamo ja chcę do dzieciństwa

Kamila Ciołko-Borkowska
Czasy lekkiej i drżącej niewinności już dawno za nami.
Życie pokazało rogi i ruszyło z kopyta.
Na nic reguły spisywane własna krwią (z tych plam nie wyczytam już nic).
Zaciskam dłonie i modę się o czas, niestety nie mamy go zbyt wiele.
Gnając przed siebie próbuję ugrać coś dla siebie.
Wyrwać światu chociaż cztery listki koniczyny.
Stworzyć z niej kolarz i powiesić nad sercem by uwierzyć.
Wszak czasy lekkiej i drącej niewinności już dawno za nami.
Dziś we łzach skąpania ciężko kroczymy ku następnemu świtowi.

Sotyris Paskos
zbudowałem mur
tak by żadne słowo nie mogło mnie zranić
odgrodziłem się szybą
by żaden dotyk nie naruszył mojej samotności
piórem zamoczonym we własnych rozterkach
spisałem swój testament na każdym listku koniczyny
roztrzaskałem o ścianę zegar gdy przestał dawać złudzenie
że przyjdziesz za kilka minut
zapaliłem niebieskie światło
słowa jak węże zaczęły wchodzić w moją głowę
wyciągnąłem z szafy nową twarz

Kamila Ciołko-Borkowska
Kochanie nie mam już siły by podnieść się znów.
Już tyle razy twardo stawałam na ziemi,
Że zużyłam wszelkie zapasy sił witalnych.
Ta mała ja, która przez lata tkwiła pomiędzy nami
Rozpłakała się na dobre.
Nie ma w pobliżu nikogo, kto otarłby zapłakane oczy
Starte do krwi kolana okleiłby spokojem i dobrym słowem.
Kochanie nie mam już siły by udawać, że jest tak jak trzeba.
Wszystko posypało się, i nie odzywamy się nawet gdy stoimy obok.
Nie rozumiałam, że nie jestem czysta niczym kryształ.
Ot zwykłe szkło, które dziś popękało do cna.
Kochanie nie mam już siły…

Sotyris Paskos
już czas
jeszcze tylko jeden łyk
tak do dna własnych żył
jeszcze jeden papieros do towarzystwa
dym na twarzy spowiada się nocy
na łóżku przegranych żyć
ktoś skołtunił kołdrę
dzisiaj muszę się upić aby dalej zyć
są takie miejsca we własnych snach
tam chciałbym uciec i się skryć
tutaj mogę swoje serce oddać na tacy
bez żadnych patriotycznych pieśni
ot jak zwykly człowiek
co każdym porankiem musi wstać
z rękami pełnymi żył
od pierwszego do pierwszego
już czas
jeszcze tylko jeden łyk
codzienności która to największy wróg
zapalę jeszcze jednego papierosa
i jeszcze jeden łyk tak do dna

Kamila Ciołko-Borkowska
Powiedziałeś mi kiedyś, że uwielbiasz upijać się mną.
Zatracać się po kres każdego ze zmysłów.
Obiecałeś, że nie przestaniesz aż po kres ostatniego z oddechów.
Opleść się mną i trwać tak przez nieskończoność.
Oddałeś mi serce i nie wybaczysz sobie jeśli kiedyś to się skończy.
Powiedziałam ci kiedyś, że uwielbiam upijać się tobą.
Zatracać się po kres każdego ze zmysłów.
Obiecałam, że nie przestanę aż po kres ostatniego z oddechów.
Opleść się tobą i trwać tak przez nieskończoność.
Oddałam ci serce i nie wybaczę sobie jeśli kiedyś to się skończy.
Teraz jestem już wyczerpana.
Usiądźmy razem i splećmy dłonie (wybaczmy wszelkie przewinienia).
Bo to nie ktoś inny będzie zmieniał nasz świat.
Tylko my sami.
Pięknie