
.
Autor kontra bohater – nierówna walka.
.
Ach bohaterzy\bohterowie! Od lat towarzyszą ludziom w filmach, książkach, pieśniach, opowiadaniach, legendach i grach. Uosobienie prawdy, odwagi, walki o dobro, cnót i wartości moralnych. Obrońca ludzkości, wzbudzający respekt, podziw, szacunek i miłość. Bo kto nie kocha bohatera? Z tym, że klasyfikacja bohatera nie jest taka oczywista.
W literaturze istnieją różne rodzaje bohaterów i każdy ma inne cechy. W zależności od tych, które wysuwają się naprzód, możemy sklasyfikować ich między innymi wedle przydzielonych nazw.
Pierwszy, to bohater klasyczny, – czyli jednostka, która stawia czoła przeciwnościom, wielka odwaga, walka ze złem. Czyste piękno i takich lubimy najbardziej. Chyba, że jest ich więcej. Grupa uzupełniająca się wzajemnie, mająca podobne poglądy, zasady i wspólny cel. Wtedy jest to bohater zbiorowy.
Bardziej nieoczywisty, to bohater romantyczny. Indywidualista, który nie do końca rozumie swoje pobudki, myśli i działanie. Wrażliwiec, którym targają sprzeczne emocje. Takich nieoczywistych lubię najbardziej, byleby nie byli przygnębiający.
Mamy też bohatera dnia codziennego, czyli postać, która jest najbliższą czytelnikowi. To zwyklak, przeciętniak, jeden z tłumu, który nie ma jakichś nadzwyczajnych problemów, ale kiedy trzeba, wysuwa się na prowadzenie i zachowuje tak, jak należy. Taki bohater ma silny kręgosłup moralny i ku zdziwieniu wszystkich, jest zdolny do heroicznych czynów.
Wyróżniamy też bohatera faustycznego, czyli takiego, który za wszelką cenę chce poznać prawdę, bajronicznego buntownika, mającego na sumieniu nie zawsze chwalebne działania, usprawiedliwione popełnianiem ich z miłości, oraz bohatera pielgrzyma, czyli włóczykija, który szuka swojego miejsca na ziemi.
Jeśli mowa o bohaterach nie można zapomnieć o antybohaterze, osobie łamiącej zasady moralne, która ma wady, popełnia błędy, ma złożone motywacje, a jednak budzi sympatię. Nie jest to złoczyńca, ale jest to najbardziej realistyczna postać, bo najbliżej nas. Umówmy się, nie ma ideałów, ani ludzi doskonałych, a chodzące dobro jest tak nierealne i nudne, że aż mdłe.
Mój ulubiony, to tajemniczy wojownik, cichy, z bliznami, z przeszłością i traumami, nieoszczędzany przez los, romantyczny, buntowniczy, indywidualny, nieoczywisty. Nie wiem, gdzie jest jego klasyfikacja, ale lubię ludzi z krwi i kości, takich, którzy przeżyli coś więcej, którzy wbrew i na przekór odróżniają dobro od zła i stoją po stronie słabszych. Takich, którzy się potykają, popełniają błędy i nie zawsze postępują właściwie. Bohatera, którego ma się ochotę przytulić do serca i ułagodzić jego skryty ból, zrozumieć i wesprzeć. Takiego, który do końca będzie nierozwiązaną tajemnicą.
Czy łatwo tworzy się bohaterów? Uważam, że każdy jeden ma w sobie cząstkę autora. I te dobre i te złe postaci, i te naiwne, dzielne, odważne lub lękliwe, nieidealne, złe i brutalne – wszyscy mają jakąś cechę swojego twórcy. Pisząc, trzeba ,,wejść w skórę” tworzonej postaci. Poczuć ją, poznać, choć odrobinę, wgłębić się w jej myśli, zrozumieć sposób postępowania i motywy. I stworzyć indywidualny charakter, tak bardzo bliski i jednocześnie daleki własnemu sercu.
Kiedy piszę o tych złych, o ich potwornych czynach, to są bardzo trudne momenty. Trudne psychicznie, bo próbuję zrozumieć i poczuć to, co czują oni. Muszę znaleźć tę mroczną cząstkę, której nie lubię, wyciągnąć ją na chwilę na zewnątrz i się w nią zagłębić. Dla mnie są to najtrudniejsze sceny i najtrudniejsze momenty podczas pisania powieści. Brzydzę się wtedy swoim umysłem i czuję się skalana. Po napisaniu takich fragmentów, muszę oczyścić umysł z brudu, żeby dojść do siebie. Schować znowu bardzo głęboko zło, które na chwilę uwolniłam.
Jeśli chodzi o tworzenie dobrych bohaterów, to jest to trochę wiedzy i ogrom obserwacji. Przecież każda postać musi być inna, indywidualna, niepowtarzalna! Każda ma swoją własną historię, przeszłość, przyszłość, plany, dni, godziny i minuty, które ją tworzą w całość. Bez obserwacji innych, nie dowiedziałabym się tak wiele o naturze ludzkiej.
Takim sposobem tworzę ciepłą, kochającą swoją rodzinę żonę i matkę, którą podziwiam, skomplikowaną, barwną singielkę, której przemianę i rozwój widzę w każdej scenie, oraz barwną, lekko naiwną, odważną i lojalną postać główną, która ma najwięcej wspólnego ze mną, chociaż nadal niewiele. Każdej z nich, każdej z postaci znajdującej się w mojej książkę daję cząstkę siebie i sprawiam, że ożywają na kartkach papieru. Są autentyczni, ludzcy, prości lub skomplikowani w zależności od nastroju i potrzeby. Żyją w moim umyśle i w swoim własnym, stworzonym przeze mnie świecie.
Najciekawsze jednak jest to nieoczywiste. Bohater, o którym nadal nie wiem zbyt wiele, który mi się wymyka za każdym razem, gdy wydaje mi się, że już go znam lub złapałam w sieć swojego umysłu, bohater, który nagle potrafi zmienić kierunek całej powieści i zaskoczyć wszystkich zainteresowanych łącznie ze mną. I chociaż ma on kilka cech, które są mi bliskie, nadal pozostaje dla mnie tajemnicą.
Czy łatwo jest tworzyć bohaterów? To zależy tylko od bohatera. Jeden będzie grzeczny, znajomy, ułożony i podda się każdemu pomysłowi autora idąc dokładnie wyznaczoną przez niego ścieżką. Inny będzie się zmieniał w miarę pisania literek i osadzania go w fabule. Będzie plastyczny, układający się tak, jak jego twórca chce. Ale będzie też taki, który będzie niepokorny, zaskakujący i w zasadzie robiący, co mu się żywnie podoba i wtedy to autor idzie na ustępstwa przyglądając się, co też gagatek wymyśli.
Brzmi zabawnie, ale bardzo często bohaterzy moich powieści robią ze mną, co chcą. Zanim zacznę pisać książkę, mam ustalony plan. Rozpisane punkty główne, wokół których buduję fabułę. Wiem, co ma nastąpić w danym rozdziale i jak ma się toczyć akcja. Wszystko jest przemyślane i zaplanowane, a w miarę pchania historii do przodu dochodzą różne elementy, które sprawiają, że powieść jest jeszcze lepsza.
No i w tym momencie można się nieźle zdziwić, bo żaden plan i pomysł nie zatrzyma fantazji niepokornego bohatera, który postanowi tworzyć historię po swojemu. Bardzo często piszę jakąś scenę i uświadamiam sobie, że nie miałam jej w planie, a jest tak dobra i potrzebna, że musi zostać. Bardzo widzę rozwój moich postaci. Każdy z bohaterów zmienia się, dokłada więcej informacji o sobie, pokazuje różne barwy i odcienie swojego indywidualnego charakteru. I to jest piękne.
Ostatnio ze zdziwieniem odkryłam, że główna bohaterka mojej ,,Zaplątanej”, nie jest moją ulubioną bohaterką! Jest nim nieoczywisty chochlik, który wciąga mnie w swoje prywatne plany dotyczące powieści i o którym nadal nie wiem za wiele. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się go poznać i zrozumieć.
Ponieważ nie piszę fantastyki, tylko kryminał, muszę osadzić akcję w realiach i sprawić, żeby historia była chociaż trochę prawdziwa. Bo ile razy jedna bohaterka może wpaść w śmiertelne niebezpieczeństwo? Oczywiście moje książki, to nie dokument, więc spora doza nieprawdopodobnych wydarzeń jest wskazana, jednak warto trzymać się w miarę możliwości tego, co się zna. I znowu przychodzi na pomoc zmysł obserwacji i zapamiętywania różnych rzeczy.
Czy to jest trudne? Moje książki z założenia są kierowane do ,,zwykłego, prostego” czytelnika. Nie poruszam tematów, których nie znam. Naukowych, doktoranckich, inżynierskich, historycznych. Sama jestem prostym, zwykłym człowiekiem, nie uważając tego za jakąkolwiek wadę. Wręcz przeciwnie. Prostota jest zrozumiała dla każdego, a lekkie pióro, prosty język i nieskomplikowane historie zawsze znajdą swojego odbiorcę.
No chyba, że mój niesforny bohater wyjdzie poza wyznaczone linie i sobie z nim nie poradzę. Ale mam nadzieję, że będzie dla mnie łaskawy, tak ja jestem dla niego, bo chociaż wydaje mu się, że może rządzić swoim twórcą, to na pewno pokornie pamięta, że może zostać w każdej chwili uśmiercony i zastąpiony kimś innym. Teraz rozumiem już motywy autorów, którzy uśmiercają swoich bohaterów. Ja póki, co nie mam tak brutalnych, niecnych zamiarów.
Chyba.
A.A. Milewska
.