Nowy rok, świat w przełomie, nowe technologie, powstaje nowy porządek świata wchodzimy w 21 wiek

XXI wiek

.

Jak miałem z 7 lat, z jedynej słusznej rozgłośni radiowej programu nr 1 do mych uszu trafiała piosenka zespołu Dwa plus Jeden, pod tytułem „XXI wiek – dla wszystkich nas”. Były wczesne lata osiemdziesiąte, a władza miała monopol na media – tak dumnie nazywali dwa kanały telewizyjne i cztery radiowe. W zasadzie cokolwiek było tam puszczane z muzyki, z braku konkurencji stawało się przebojem. Tak więc charyzmatyczne trio z Warszawy mamiło ludzi przyszłością i nieznanym brzegiem kolejnego stulecia. W szarej codzienności z pustymi półkami sklepowymi, kartkami na żywność, nędzą w telewizji i strachem zomozy na ulicach człowiek marzył o czymś więcej. Marzył, że radosne wizje naukowo fantastyczne o podbojach kosmicznych ziszczą się i kiedyś będziemy mieli wycieczki na Marsa… Oczywiście wszystko to w ramach CCCP, naszego „wielkiego brata”, o upadku tego koszmaru nikt nawet nie myślał ani tego nie uwzględniał. Dzisiaj analizując jej tekst dochodzę do wielu wniosków, czego autor/społeczeństwo się obawiało względem przyszłości. Ja z racji wieku martwiłem się jedynie, nie ma Kaczora Donalda w telewizji, że w poniedziałek lecą nudne radzieckie bajki i że rodziców nie stać na klocki Lego; a także, że po mięso mama musi stać w długich kolejkach, a na baleron i pomarańcze musze czekać do świąt.

.

Mordęga dnia codziennego 

Jeszcze się w tej podróży,

Nie daj Boże, niejedno zdarzyć może,

Złych przygód pewnie trafi się nam,

Ze sto!

.

To były właśnie lata 80-te, a jedyne podróże mogły być albo PKP lub jak ktoś miał talony na benzynę to samochodem, chyba że stopem za jeden uśmiech, niektórych stać było na wakacje w Bułgarii. 

.

Ktoś naszą łódź na łasce fal zostawi

I będzie pewne prawie,

Że krucha łajba musi już pójść,

Na dno…

.

Tu autor delikatnie sugeruje, że PRL w końcu się rozleci. Chyba, że to ukłon w stronę ZSRR, że niby bez nich nie mamy szans… 

Aż dopłyniemy po najdłuższych,

Nawet nocach i dniach!

I bosą stopą wciąż niepewny,

Jeszcze zmacamy piach!

.

Powiadają, że nadzieja jest matką głupich, że w trudnych czasach pozostaje tylko ona. Można żartobliwie zinterpretować, że nawet jak będziemy boso, bo butów nie dostarczą do GS-ów to i tak będziemy w ostrogach walczyć o swoje i macać piach złotych plaż (byle nie ten od wykopanego grobu). A noce najdłuższe, to zapewne nadzieja, że po okresie stanu wojennego, wreszcie będzie lepiej a w perspektywie SF to już w ogóle będzie kosmos, za te dwadzieścia lat, gdy technologia nas uratuje.

.

Wielki, nieznany brzeg,

Bajecznych szans, bajecznych szans.

Dwudziesty pierwszy wiek,

Dla wszystkich nas, dla wszystkich nas.

.

A tu refren o bajecznej szansie… Na początku lat 80 tylko nieliczni cieszyli się dobrobytem, lub spokój i możliwość wrzucenia czegoś do gara sprawiała wrażenie „dobrobytu”. Społeczeństwo musiało mieć jedynie nadzieję, że jakoś będzie dobrze, w przyszłości… Ze Związkiem Radzieckim, lub bez… Pozostałe zwrotki tej piosenki znajdziecie w Internecie, nie ma sensu ich omawiać, przebija z nich nadzieja że po dalekim rejsie będzie dobrze. 

Teraz z perspektywy czasu, gdy minęły ponad czterdzieści lat, a właśnie skończyła się pierwsza kwarta tego wyśnionego dwudziestego pierwszego wieku dopada mnie gorzka refleksja, gdy nucę sobie powyższy refren. 

Rzeczywiście euforia z upadku CCCP napawała optymizmem, przez lata dziewięćdziesiąte wmawiano nam, że okrągły stół był jedyną opcją i dobrodziejstwem. Nie mam ochoty rozpisywać się, że to bujda na resorach, bo jedynie osiągnięcie to było ratowanie majątku i skóry ludzi będących u władzy, a „cudowny plan Balcerowicza” polegał na tym, że majątek narodowy wyprzedano za psie pieniądze. Szkoda gadać i strzępić ryja, bo nadal chodzą na świecie ci co uważają stół za świętość. 

Lata dziewięćdziesiąte uwolniły w Polakach przedsiębiorczość i kreatywność, a wymarzony ZACHÓD w postaci UNII EUROPEJSKIEJ po szesnastu latach od upadku komuny, wreszcie się ziścił. Polska weszła w 21 wiek z przytupem i wielkimi nadziejami.

Społeczeństwo się bogaciło, technologie goniły nowości jedna za drugą. 

Może wymienię te najważniejsze, do których potem jeszcze wrócę i nie będzie tak miło…

– Telefon komórkowy był swoistym fenomenem, mogłeś dzwonić „wszędzie” – w końcu lat 90 nie było za dużo stacji przekaźnikowych, ale i tak w większych miastach był zasięg. Komórka to spełnienie dziecięcych marzeń rodem z fantastyki naukowej. Wideo komunikatory, praktycznie w każdym serialu SF były… 

– Internet i możliwość pozyskiwania danych bez wychodzenia z domu w ciągu paru sekund plus możliwość komunikacji z całym światem.

– Komputery, w tym kwantowe i grafika komputerowa – to przerosło wszelkie granice wyobrażenia, niskie ceny elektroniki i komputer w każdym domu, czy pracy. Pamiętam jak dzisiaj Spektrumy czy COMODORE 64 – nie było moich rodziców na nie stać i grałem pikselowymi grami u kolegów.

Części sterujące mechaniczno-elektryczne wszelkich maszyn zostały zastąpione elektroniką – obniża to ich masę i redukuje koszty, ułatwiając obsługę. 

– Rozwinięcie medycyny i lepsza diagnostyka oraz rozwinięcie analityki DNA – w tym klonowanie.

– Rozwinięta bankowość elektroniczna i karty płatnicze, BLIKI i cyfrowe waluty – o zaletach tego wszystkiego należy się osobny artykuł.

– Ogólny dostęp do baterii litowo-jonowych – ułatwiły życie milionom – drony, samochody elektryczne i gdzie tylko się da. W tym tworzenie autonomicznych robotów, chociaż te można napędzać także i spalinowo lub reaktorami jądrowymi, ale to już inna bajka, bajka robotów oczywiście. 

Można by jeszcze wymienić kilka, ale to tylko krótki esej a nie materiał na książkę… 

W każdym razie euforia związana z 21 wiekiem i możliwościami jakie się otwierały była/jest wielka. Wielu się jeszcze emocjonuje i nie traci optymizmu, odkrywają nowsze rzeczy – komputery kwantowe, nanotechnologie, genomika itd. Jak dla mnie są to rodzynki, które może będą przełomowe, lub nie; lub tylko wybrani będą mogli z tego korzystać – np. wielkie koncerny, żeby zarabiać więcej. 

A teraz konkluzja, smutna konkluzja, niewskazana dla optymistów, chyba, że chcą zostać realistami, lub mają klapki na oczach. 

Literatura Science-Fiction już od 19 wieku ostrzegała o wynalazkach ery industrialnej –zaczynając od  Mary Shelley — Frankenstein– brak etyki w doświadczeniach medycznych, H.G. Wells — Wyspa doktora Moreau – o granicach człowieczeństwa, George Orwell — Rok 1984 – o masowej inwigilacji i manipulacją informacji, można by jeszcze wielu wymieniać (ale o tym to osobny artykuł), po peerelowsko-zajdlowską-zawoalowaną krytykę systemu totalitarnego. Dodatkowo, od lat dziewięćdziesiątych, może wcześniej wciąż przewija się w mediach wątek spiskowy NWO – New World Order –  że niby tajny rząd, wprowadzi Nowy Porządek Światowy, a ludzie staną się bezwolnymi, za mordy trzymanymi głupcami. Ponura teoria, wywołująca pokpiwanie w oczach wielu optymistów i laików oraz bezwolnych głupców trzymających mordy w kagańcach poprawności politycznej. 

Smutna prawda, że większość teorii spiskowych lub ostrzeżeń w literaturze w zasadzie się spełniła. Wymarzone technologie i źródło radości okazują się źródłami wielu zmartwień oraz furtkami do jeszcze większych kłopotów. 

– Uzależnienie od komórek, człowiek nie potrafi żyć bez ciągłego, narzuconego sobie samemu dozoru. Ryzyko inwigilacji i podsłuchu też nie powinny napawać optymizmem. Stacje GSM – wmawianie motłochowi, że nie są szkodliwe dla zdrowia, udowadnianie, że godzinne trzymanie nadajniko-odbiornika przy uchu wcale nie wpływa na nasze mózgi. Kupowanie ciągle nowych aparatów, chociaż stare są w pełni sprawne – paranoja konsumpcyjna, ale to też na osobny tekst. 

– Sieci społeczne są źródłem wielu aspołecznych zachowań, uzależnienie od polubieni, potrzeba ciągłej dopaminy, głupie wyzwania na Tik-tokach – grożącymi zdrowiu i życiu. Coraz młodsi dostają telefon z Internetem i się uzależniają. Ciągły dostęp do wszelkiej wiedzy powoduje, że młode pokolenia nie mają potrzeby zapamiętywania czegokolwiek i interesowania się czymkolwiek. Wiedzą, że jak wystukają, to wujek Google im wszystko powie. Pułapka taka, że w zasadzie to nie wiedzą co mają wystukać, bo nic ich nie interesuje oprócz tego co muszą. 

– Komputery kwantowe i sztuczna inteligencja – zdają się być maszynkami poza wszelką kontrolą. AI zamiast pomagać ludziom w pracy – pozbawia ludzi pracy i pozbawia kreatywności.

Zanika zapotrzebowanie na grafików i inne gałęzie na rynku pracy. Pewnego smutnego dnia AI stwierdzi, że ludzkość sama w sobie jest problemem i obudzimy się jak Sara Connor z ręką w nocniku i grzybem za oknem.

Zniszczenie ludzkości będzie prostsze niż nam się wydaje, nie będzie potrzeby wybuchów atomowych, wystarczy, zainfekować i wyłączyć sterowniki w elektrowniach i innych wielkich firmach użyteczności publicznej. Obecnie inżynierowie co tworzyli i obsługiwali mechaniczno-elektryczne sterowniko-programatory są już dawno na emeryturach o ile żyją. W przypadku buntu elektroniki, nawet nie będzie kto umiał wymienić i uruchomić na nowo. I tak jak się uda, to do tego czasu zginą bez wody, ogrzewania i prądu miliony w metropoliach. 

– Medycyna… już dawno przestała zajmować się leczeniem, teraz koncerny narzucają procedury, żeby móc stosować swoje preparaty. Który lekarz się stawia – nie zazdroszczę jego losu. Serialowi doktorzy Housowie raczej nie istnieją, a jeśli tak, to życzę każdemu na tej planecie, żeby trafili do takiego.

Rozwój medycyny pobudza nowe leki i chęć zarobku – nie udowodni się nikomu, że COVID -19 został wypuszczony po to, żeby przetestować i zarobić na szczepionkach RNA. Zabawa wirusami z DNA może skończyć się jak ta z Resident Evil, gdzie korporacja Umbrela chciała zapewnić ludziom życie bez chorób… wieczne. 

– Elektroniczny pieniądz – fajny do póki serwery działają i masz prąd z Internetem. Fajny do póki państwo działa lub banki nie plajtują w radosny, złodziejski sposób. Fajny do póki, do póty nie dostaniesz obowiązku zaczipowania się i system nie powie ci, że kupujesz za dużo cukierków, lub twój ślad węglowy jest za duży, co zabroni ci kupić benzynę.

– Autonomiczne roboty na baterie litowo-jonowych z karabinami maszynowymi, czujnikami ciepła i ruchu, na gąsienicach po czaszkach jeżdżące, lub drony z rakietami… znacie to z filmów Camerona… Dominacja jednego państwa środka w tej dziedzinie – uzależnia ekologicznie-zieloną Europę od Chin, dobrze to nie może się skończyć dla naszej gospodarki i społeczeństwa.

Można by tak godzinami wymieniać co nas może wykończyć w dwudziestym pierwszym wieku. Chyba, ze za lat kilka pewien rosyjski władca, może już następca Putina napuści na nas czołgi, atomówki i inne „atrakcje”. Wtedy dowiemy się ile warte są sojusze północno-atlantyckie, ile wart jest artykuł 5 traktatowy i kto nam przyjdzie z pomocą.

Dwudziesty pierwszy wiek skończy się już za 75 lat… nikt z czytających ten tekst nie dożyje następnego stulecia, chyba, że ma teraz poniżej lat dwudziestu i będzie o siebie dbał… Chyba, że odkryją AQUA VITĘ lub lekarstwa na wszystko, ale to już czyste SF.

.

A wtedy puścimy cumy i złapiemy w żagle,

Nadziei wiatr.

Na powrót dzieci, chociaż starsi,

Starsi o tysiąc lat!

.

Jacek Fleiszfreser

.

USA rządzi, usa rozdaje karty, USA dyktuje warunki, porywa, zatapia… co jeszcze mogą lub nie „zrobić” dla… Polski… o tym w mojej najnowszej książce… już za jakies 3 tygodnie, gdy wyjdzie z drukarni…

.

4
0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *