
.
Sto procent
Było zimne grudniowe popołudnie. Zmrok zapadł wcześnie, ulice były opustoszałe. Magda potwornie zmęczona po pracy musiała jeszcze zrobić zakupy. Kręgosłup bolał ją tak bardzo, że myślała już tylko o tym, by jak najszybciej wrócić do domu i się położyć. Niestety lodówka była pusta. Często chodziła na zakupy do średniej wielkości sklepu popularnej polskiej sieciówki. Było tam wszystko, czego potrzebowała i miała po drodze,więc wstąpiła, jak zwykle. Tego popołudnia jednak wszystko miało się potoczyć inaczej, niż zwykle…
W markecie były dwie ekspedientki, szefowa zmiany, starsza pani i Magda. Tuż za nią wszedł też mężczyzna. Wysoki, przystojny, ładna twarz. Wyglądał na twardziela, a w płaszczu prezentował się doskonale. Miał w sobie to coś, co tak przyciągało spojrzenia.
Magda widziała go już wcześniej. Wprowadził się niedawno do domu po Olesińsich. Mieszkała obok. Mieli nawet wspólne ogrodzenie. Nie poznała go jeszcze, widziała tylko kila razy przelotem. Ale to był on. Pomyślała o nim, że jest piękny, o ile można takim przymionikiem opisać mężczyznę. On kiwnął głową na dzień dobry, wziął koszyk zakupowy i ruszył międz regały.
Szefowa zmiany powiedziała koleżankom, że idzie do kantorka przejrzeć papiery. Starsza pani przyniosła do kasy swoje skromne zakupy, kasjerka zaczęła liczyć, a druga już miała wrócić na dział mięsny, gdy do sklepu wtargnęło dwóch zamaskowanych mężczyzn.
Jeden z nich był niższy i wątlejszy, niż nowy sąsiad Magdy. Drugi również nie był wysoki, krępy z zaokrąglonym brzuchem. Ten chudszy wrzasnął:
– Nie ruszać się! Ręce do góry! To jest napad!- Obaj mieli broń palną i machali nią dość chaotycznie. Kasjerka zamarła. Od razu cofnęła się o krok i uderzyła plecami lekko o półkę z alkoholami, która stała za nią. Butelki wódek i win zadźwięczały. Dziewczyna nie była w stanie wydobyć z siebie słowa ani się poruszyć. Zupełnie ją sparaliżowało. Jej koleżanka także znieruchomiała. Wszystkim w głowach dźwięczały podobne myśli. Czy to dzieje się naprawdę? Napad? U nas?
– Rany Boskie!- Przeraziła się staruszka. Magda zobaczyła swego nowego sąsiada, jak przyczaja się za regałem. Kucnął, mając nadzieję, że ani kamera, ani rabusie nie zauważą go. Ona także ukryła się w ten sposób za drugim regałem. Mężczyzna dał jej znak by była cicho.
Tęższy rabuś w kominiarce pobierznie się rozejrzał. Nikogo nie zauważył.
Szefowa zmiany usłyszała krzyki i wyjrzała dyskretniez kantorka, uchylając drzwi tylko nieznacznie, ale widząc napastników w kominiarkach i z bronią, błyskawicznie się wycofała. Cichutko zamknęła drzwi i ostrożnie przekręciła klucz, mając nadzieję, że nikt jej nie zauważył, ani nie usłyszał.
Kasjerka dyskretnie zerknęła na ekran pokazujący obraz z kamer w sklepie. Było na nim widać, że ktoś jest w głębi sklepu, więc nogą wyciągnęła wtyczkę z gniazdka i monitor zgasł.
– Szybko! Dawaj kasę. Ręce na widoku a nikomu nic się nie stanie! Pała zobacz tam z tyłu czy nikogo nie ma.
– Wezmę piwko przy okazji.- Odezwał się ten tęższy. Magda znała ten głos. Półka z piwem i róznymi napojami była tuż obok, nich. Tajemniczy sąsiad Mady musiał się szybko wycofać, nim zostanie zauważony. Czmychnął za słup podtrzymujący strop. Drugi słup w tej samej linii zasłaniał go rzed wzrokiem kierującego tym napadem chudszego napastnika. Magda też chciała się schować, ale nie zdążyła. Krępy przstępca zauważył ją i wycelował do niej!
– Ty! Chodź tu! Nie chowaj się! Ręce do góry! I won pod kasę!- Nagły wyrzut adrenaliny zadziałał u Magdy zupełnie inaczej niż u kasjerki. Jej zmysły się wyostrzyły, dostrzegała i zapamiętywała najdrobniejsze szczegóły. Wydawało jej się, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie, tymczasem działo się bardzo szybko. Magda w ogóle nie brała pod uwadę, że ukryty pod kominiarką Piotr Pałka mógłby do kogoś strzelić. Wiedziała, że to awanturnik, że może uderzyć, ale broń? Nie potraktowała tego poważnie.
– Zwariowałeś? Wiem kim jesteś! Nie jesteś złodziejem, ani zabójcą. Odbiło ci? Chcesz trafić za kratki na dobre? Piotrek! Co ty robisz?
– Co jest k**wa?!- Ryknął prowodyr całego zajścia zaglądając między regały. Nie ruszając się z miejsca niespodziewanie strzelił do Magdy. W tym samym momencie poczuła szarpnięcie za rękę i ułamek sekundy później wokół niej zaciskały się ramiona owego nowego sąsiada.
– Jesteś cała?
– Nie wiem, chyba tak.- Powiedziała cicho, trochę skołowana.
W następnej chwili odepchnął ją od siebie i zaatakował krępego złodzieja. Mgnienie oka i nogi rabusia świsnęły w powietrzu, po czym zwalił się na podłogę, uderzając głową o kamienne płytki. Z półek poleciało trochę asortymentu. Środki do czyszczenia, papierowe ręczniki, dezodoranty. Narobiły sporo hałasu.
– Co się tam dzieje?!- Kiedy groźniejszy z rabusiów ruszył między regały, Magdzie udało się przedostać pod kasę. Nie widziała co tam się dzieje. Zobaczyła, że ze starszą panią jest źle. Kobieta straciła przytomność. Magda uołożyła ją na podłodze, rozpięła jej kurtkę. Sprawdziła funkcje życiowe. Nie wyczuwając ani oddechu, ani akcji serca, przystąpiła do wykonania masażu serca.
Słyszała, że gdzieś za jej plecami padło kilka srzałów, ale sfokusowana na kobiecie musiała zrobić wszystko, by jej pomóc. Nie widziała walki między regałami. Słyszała tylko jak towar spadał z półek. Wszyscy byli tak przerażeni i skołowani, że nikomu nie przyszło do głowy, by wykorzystać ten moment i po prostu uciec ze sklepu.
Z zewnątrz począł dobiegać rosnący dźwięk syren policyjnych zbliżających się. Policję wezwała skryta w kantorku szefowa zmiany. Wraz z policją jechały także karetki, a nawet wóz strażacki do zabezpieczenia okolicy.
Wykonywanie masażu serca było bardzo męczące, szybko traciła siły, a ból pleców o którym na chwilę zapomniała, powrócił. Zaczynała drżeć na całym ciele. Mimo iż cały czas patrzyła na swoje dłonie, podczas reanimacji, nie zdawała sobie sprawy, że widzi na nich krew.
– Nie dam rady.- Mówiła do siebie.- Nie mam siły, nie dam rady. Zaciskała zęby, żeby wytrzymać jeszcze trochę. Ból wyciskał jej z oczu łzy.
Nagle zjawił się przy niej tajemniczy sąsiad.
– Zmienię cię. Na trzy. Raz dwa trzy.- Magda szybko odsunęła się, padła bez sił na podłogę, a on przejął reanimację. Do sklepu wtargnęła uzbrojoma policja. Nie przerywając reanimacji, mężczyzna krzyknął do policjantów:
– Są w głębi sklepu. Wezwijcie pogotowie! Mamy zawał.
Działo się tyle rzeczy naraz, ale Magda nie była tego wszystkiego do końca świadoma. Siedziała oparta o ladę sklepową, z zamkniętymi oczami, próbując jakoś opanować dygotanie całego ciała. Ktoś wyprowadził ją ze sklepu, do karetki. Ktoś zdjął jej kurtkę. Okazało się że ma ranę na ramieniu. Pocisk wystrzelony w jej kierunku drasnął jej ramię. Ratownicy rozcięli zakrwawiony rękaw, zabezpieczyli ranę i założyli jej specjalne plasterki ściągające brzegi rany. Działały tak samo jak szwy. Siedziała okryta folią termiczną, gdy ratownik kończył opatrywać ranę, gdy sąsiad podszedł i zapytał:
– Co z tą starszą kobietą?
– Pojechała do szpitala drugą karetką.
– A tutaj?
– Nie groźne draśnięcie. Dziewczyna jest w szoku. Powinniśmy zabrać ją na obserwację.
– Nigdzie nie jadę. Chcę do domu. Muszę się położyć.- Powiedziała cicho Magda. Zachowywała się, jakby była w transie.
– Spokojnie, ja się nią zajmę. Wiem co robić.
– Dobrze, w takim razie nasza rola skończona.
– Chodź.- Zabrał ją do swojego samocodu, otulił ciepłym kocem, folią i przytulił mocno.
– Cała dygoczesz. To szok. Adrenalina powoli opada.
– Chcę do domu.
– Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
Stali tak długą chwilę na parkingu przy samochodzie, on cały czas tulił ją mocno, by ją ogrzać i uspokoić. Podszedł do nich policjant:
– Będą państwo musieli pojechać z nami i złożyć zeznania.
– Oczywiście, panie komisarzu.- Kiwnął głową mężczyzna.- Pojadę za wami. Ona jedzie ze mną.
– Zapraszam.
.

.
Magda nie pamiętała nawet jak znalazła się na komisariacie. Siedziała w pokoju i odpowiadała na pytania policjantów, opowiadając wszystko co zapamiętała. Przyznała, że rozpoznała jednego z napastników, była tego pewna w stu procentach, ponieważ znała go od urodzenia. Mieszkał w pobliżu. Podała jego dane osobowe, adres. Opowiedziała o nim i jego matce, z którą mieszkał. Cały czas pociły jej się dłonie. Nie mogła też zapanować nad ich drżeniem. Ból pleców nasilił się do tego stopnia, że nie mogła usiedzieć na krześle. Była bliska łez.
– Przepraszam… Czy możemy dokończyć kiedy indziej? Żle się czuję. Muszę się położyć.
– Dobrze, myślę, że nie musimy już dzisiaj dużej pani męczyć. Będziemy się kontaktować. Na razie jest pani wolna. Dziękujemy bardzo.
-Wyszła na korytarz i nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Przesłuchanie sąsiada także się zakończyło. Wyszedł z drugiego pokoju. Widząc tę kupkę nieszczęścia, rzekł:
– Chodźmy stąd. Zawiozę cię do domu.
Po drodze, w samochodzie milczeli oboje. Mimo tego wszystkiego co się dzisiaj wydarzyło, mimo zmagania z potężnym bólem, Magda poczuła się bardzo bezpiecznie w jego obecności. Miał w sobie coś takiego, co sprawiało, że mu zaufała.
Przywiózł ją do domu, wziął jej plecak i wszedł za nią do środka. Widział, że z dziewczyną nie jest najlepiej, dlatego nie mógł zostawić jej samej.
– Usiądź. Odpocznij. Jesteś w domu, bezpieczna. Zrobię ci herbatę. Poczujesz się lepiej. – Rzekł uspokajającym tonem i zdjął płaszcz.
– Poszedł do kuchni. Salon Magdy był połączony z kuchnią, więc gdy włączył czajnik i szukał herbaty, mogła go widzieć. Nie patrzyła. Opadła bez sił na kanapę, podkuliła nogi i rozpłakała się.
Znalazł tą herbatę, kubek. Zajrzał do lodówki, ale znalazł w niej tylko dwa jajka, suchy plasterek sera i resztkę masła. Na razie i tak nic nie przełknie, więc zrezygnował z przygotowania posiłku i z kubkiem gorącej herbaty wrócił do niej. Gdy zobaczył że płacze, usiadł obok i przytulił ją mocno.
– Już dobrze… Masz to już za sobą. Jesteś bardzo odważna. Poradziłaś sobie znakomicie.
– Kim ty w ogóle jesteś? Nawet nie wiem jak się nazywasz.- Chlipała.
– No tak. Przepraszam. Szymon Dąbrowski. Twój nowy sąsiad.
– Szymon…- Powtórzyła i pociągnęła nosem.
– A ty? Jak ci na imię?
– Magda.
– Miło mi cię poznać, sąsiadko.- Uśmiechnął się lekko.
– Jesteś żołnierzem?- Zapytała ocierając policzki.
– Żołnierzem? Skąd ten pomysł?
– Zwykli ludzie tak nie walczą.
– Pracowałem w policji w pionie kryminalnym, ale zmieniłem pracę. Teraz pracuję w PSP.
Znów zaczęła płakać, a on znów ją przytulił.
– Nie wiem co się ze mną dzieje.- Bąknęła ukrywając twarz w zagłebieniu jego ramienia.
– To normalne. Organizm odreagowuje ogromny stres, opada adrenalina. Dlatego drżysz, jest ci zimno i nie możesz zapanować nad swoim ciałem. To niedługo minie.
– To był Piotruś! Jak to możliwe? Taki pijaczek i awanturnik. Piotruś!
– Jaki Piotruś, o czym ty mówisz?
– Ten gruby.
– Złodziej? Znasz go?
– Ten dom po drugiej stronie ulicy, taki parterowy, zielony… On tam mieszka. Piotrek Pałka. Mieszka z matką Kazią.
– Żartujesz, mamy sąsiada ktyminalistę?
– To zwykły leser i pijaczek. Po pojaku jak go ktoś sprowokuje, to się awanturuje. Ale jak dać mu spokój, to i on nic nie robi. Znam go od urodzenia. Jest młodszy ode mnie. Sąsiadce wybił szybę w samochodzie, bo mu ubliżała. Podobno ją uderzył i siedział za to i za jazdę po pijaku. Ale żeby coś takiego? Napad?
– Jak znam życie pewnie poznał na dołku nowych kolegów, rozwinął się…
– Nie mogę uwierzyć. W głowie mi się nie mieści, że to wszystko się wydarzyło.
– Jesteś naprawdę bardzo dzielna. W końcu dochodzisz do siebie. Powinnaś coś zjeść.
– Nie chcę. Chcę się położyć. Tak bardzo bolą mnie plecy…
– Dobrze. Jest bardzo późno. Połóż się, wyśpij. Zajrzę do ciebie jutro sprawdzić jak się masz.
– Mhm…
– Trzymaj się. Miło było cię poznać.
– Mhm…
Założył płaszcz i wyszedł. Magda ostatkiem sił powlokła się do sypialni, padła na łóżko.
Budzik nie zadzwonił, czyli była sobota. Obudził ją ból pleców. Czuła się tak, jakby rozjechał ją czołg. Z trudem zwlokła się z łóżka i pochylona, trzymając się za żebra na plecach poszła do łazienki. Wyszła już w nieco lepszym stanie. Ze zdziwieniem stwierdziała iż na stoliku w salonie stoi pękata duża torba na zakupy, wypełniona po brzegi. Na wierzchu leżała kartka z odręcznie napisanym liścikiem.
„Dzień dobry. Pomyślałem, że zrobię Ci zakupy, żebyś nie musiała nigdzie wychodzić i mogła odpocząć. W lodówce masz tylko światło. Mam nadzieję, że trafiłem z wyborem produktów. Odpoczywaj. Przyjemnego dnia, sąsiadko. Szymon.”
Szymon zrobił jej zakupy! Zajrzała do torby. Owoce, warzywa, ser, szynka, jogurty, nawet kawałek ciasta z cukierni. Coś takiego… Paragonu oczywiście nie było.
Zrobiła sobie pyszne śniadanie, wypiła kawę, posiedziała, pooglądała telewizję, ale jej myśli cały czas uciekały do marketu. Do tego co się wydarzyło… Nie mogła sobie znaleźć w domu miejsca. Kręciła się, próbowała coś robić, ale nic z tego. W końcu uznała, że nie wytrzyma i musi wyjść z domu. Przebrała się i wyszła. Chciała wsiąść do samochodu, lecz nie było go ani w garażu, ani na podjeździe. Gdzie jest auto? Zaraz… Wczoraj po pracy pojechała nim na zakupy… No tak. Samochód musiał być wciąż pod Guciem. Musiała więc zrobić sobie spacer i pójść tam pieszo. Nie miała daleko, najwyżej dwa kilometry.
Auto było dokładnie tam, gdzie je zostawiła. Tylko sięgnąć po kluczyki, wsiąść i odjechać. Nie mogła jednak tak postąpić. Weszła do sklepu i rozejrzała się. Wszystko wyglądało normalnie. Bałagan został posprzątany. Poza jedną rozbitą lampą na suficie nie było śladu po wczorajszym dramacie jaki się tu rozegrał.
– Madzia, jak ty się czujesz?- Zapytała szefowa zmiany, ta sama, która wczoraj skryła się w kantorku i wezwała policję.
– Ok. Posprzątane..,
– Dopiero co skończyłyśmy. Otworzyłyśmy dosłownie pół godziny temu. Nie mogłyśmy wcześniej bo policja musiała zrobić swoje. Ale wiesz jak jest. Sklep trzeba otworzyć i pracować trzeba.
– No tak… Nie wiesz co z tą starszą panią?
– Podobno żyje.
– To dobrze. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie.- Powiedziała ze smutkiem.
Nagle usłyszała znajomy głos. Do kasy podeszła matka Piotrka Pałki. Ona także robiła tu zakupy.
– Ja nie wiem. Gdzie ten mój Piotruś znowu się podział. Co on zmowu wymyślił?- Gadała jak zwykle do siebie. Była dziwaczką znaną w całym mieście.- Co ja z nim mam. Ten mój Piotruś to utrapienie…
– Ja pani powiem gdzie jest pani Piotruś!- Powiedziała Magda, którą nagle ogarnęła złość.
– Madzia? Widziałaś mojego Piotrusia? Widziałaś?
– Owszem. Wczoraj go widziałam. Znajdzie go pani w areszcie.
– O rany Boskie, w areszcie! A za co znowu? Pewnie za picie.
– Nie, pani Pałkowa, nie za picie. Policja pani powie za co.- Warknęła przez zaciśnięte zęby i odeszła szybko w głąb sklepu, by nie musieć na nią patrzeć ani chwili dłużej.
– Policja mi powie. A powie. A Magda wie i mi nie powie. Nie powie, bo mnie nie lubi.
– Pani Pałkowa…- Szefowa zmiany próbowała jej jakos delikatnie powiedzieć co się stało.- Mieliśmy tu wczoraj napad. Złodzieje z pistoletami wpadli i zarządali pieniędzy.
– O Jezu, napad! Prawdziwy napad…
– No właśnie, najprawdziwszy. Bili się, strzelali. Jedna pani prawie umarła. Jest w szpitalu.
– O rany! Takie rzeczy, o rany!
– Tak. I jednym z tych rabusiów był pani syn Piotruś… Madzia też była tu wczoraj i widziała to. Ona potwierdzi, że to był on. Przez nich jedna pani dostała zawału. I gdyby nie Madzia pewnie by nie przeżyła. Pani syn chciał nas obrabować, pani Pałkowa. Takie są fakty.
– O rany Boooskie! Piotruś! Mój Piotruś! Nie możliwe!
– Niestety taka jest prawda.
– O Boże! O Boże!- Kobieta wyszła ze sklepu.
Magda była zdenerwowana. Stała dokładnie w tym miejscu, w którym była wczoraj, gdy napastnik strzelił do niej. Nie zdawała sobie sprawy, że ją trafił. Wszystko mogło się skończyć zupełnie inaczej.
– Madzia? Dobrze się czujesz?- Beata, szefowa zmiany wyraźnie jej współczuła. Ukrywając się w kantorku też się bała jednak nie przeżyła tego co jej podwładne, czy Magda.
– Nie. Przepraszam. Pójdę już.- Wyszła szybko ze sklepu, wsiadła do samochodu i wróćiła do domu.
Tego dnia Magda nie spotkała już swego siąsiada. Jego samochód pojawił się pod domem dopiero w niedzielę wieczorem. Wzięła miskę curry, które zrobiła sobie na obiad i poszła do niego.
Otworzył jej drzwi w uniformie strażackim. Na piersi miał dystynkcje kapitańskie i wyhaftowane nazwisko. Na jej widok uśmiechnął się lekko.
– Magdalena wejdź proszę.
– Cześć. Chciałam podziękować za wszystko.
– Za wszystko?
– No za zakupy i za to, że uratowałeś mi życie.
– Ja?
– Gdybyś mnie nie pociągnął wtedy, ta kula mogła mnie zabić…
– E, wydaje ci się.
– Dobra, dobra. Tak czy inaczej, dziękuję. Nie jestem dobra w pieczeniu ciast, ale curry robię całkiem niezłe. Poroszę, będziesz miał na kolację. A za zakupy ci zwrócę.
– Dziękuję. Curry chętnie zjem, a za zakupy nie będziesz mi zwracać. Potraktujmy to jako… Powiedzmy sąsiedzką przysługę.
– Zatem wiszę ci przysługę.- Uśmiechnęła się.
– Widzę, że czujesz się już dużo lepiej. To dobrze. Cieszę się. Wejdziesz?- Wpuścił ją do środka. Była tu wcześniej, gdy mieszkali tu Olesińscy. Szymon wszystko zmienił i urządził po swojemu. Wnętrza były nowoczesne, męskie.
– Ładnie, ale brakuje tu roślin.- Wyrwało jej się.
– Nie mam ręki do kwiatków.- Odparł a ona zdała sobie sprawę że głośno myślała. Zrobiło jej się głupio.
– Przepraszam.
– Usiądź. Napijesz się czegoś?
– Chętnie. Jak w pracy? Dużo wezwań? – Zapytała, siadając ostrożnie, gdyż kręgosłup nadal bolał.
– Standardowo, jak to przy weekendach. Stłuczki, wypadki głównie.
– Pewnie jesteś zmęczony. Nie powinnam ci przeszkadzać.
– Nie przeszkadzasz. Jak twoje plecy? Lepiej?
– Trochę… Moje problemy z kręgosłupem, to temat rzeka. A praca nie ułatwia mi życia.
– Pracujesz fizycznie?
– Tak.
– To może pora zmienić zajęcie?
– To nie takie proste…- Westchnęła.
– Jeśli chcesz, dam ci namiar na mojego kumpla. Jest świetnym fizjoterapeutą. Na pewno ci pomoże.- Zaproponował, podając jej szklankę wody.
– Drogi jest?- Spytała. Musiała się liczyć z każdym groszem, nie zarabiała dużo.
– Pokombinujemy tak, żeby nie był drogi.- Puścił jej oko. Uśmiechnęła się.
– Widzę, że trafił mi się naprawdę spoko sąsiad.
– A mnie sąsiadka.- Zapisał na karteczce samoprzylepnej numer telefonu i nazwisko kolegi.
– Proszę. Sontaktuj się z nim, na pewno ci pomoże, zobaczysz.
– Dziękuję. Przydałby się nawet teraz. Gdy pomyślę, że jutro muszę znów iśc do pracy…
– A właściwie co robisz? Co to za praca?
– Wysyłka paczek. Magazyn wysyłkowy.
– Rozumiem, musisz podnosić ciężkie paczki.
– Tak.
– Nie próbowałaś szukać lżejszej pracy?
– Dla mojego kręgosłupa żadna praca nie jest lżejsza… Musiałabym chyba mieć taką w której będę trochę siedzieć, trochę chodzić, nie przemęczać się. Nie ścigać się z czasem.
– To brzmi, jak własny interes… Nie chciałaś nigdy otworzyć czegoś własnego?
– Chciałam, ale nie mam ani kapitału, ani odwagi.- Przyznała.
– A co by to było?
– Marzył mi się nie duży lokal z duszą, gdzie klient mógłby przyjść, napić się kawy, zjeść coś słodkiego, obcując ze sztuką, mogąc ją tworzyć własnoręcznie… Żeby można było kupić też jakieś piękne starocie, bibeloty, obraz, figurkę… Dzięki temu wystrój też ciągle by się zmieniał. Miejsce by żyło. Skupiałoby arttstów amatorów i miłośników sztuki…- Kiedy o tym mówiła, uśmiechała się. Jej twarz się rozjaśniła.
– Brzmi pięknie.- Przyznał.- Mogłoby to być naprawdę klimatyczne miejsce z duszą.
– Tak, ale czy przynosiłoby choć minimalne zyski? Kto dziś szuka takich miejsc? Kogo obchodzi sztuka? Teraz to nie modne.
– Masz piękną, starą artystyczną duszę…- Uśmiechnął się.- Myślę, że to mogłoby się udać, gdyby umiejętnie rozreklamować takie miejsce.
– Cóż, nie mam na to ani pieniędzy, ani odwagi.
– Potrzebujesz cichego wspólnika, który wyłoży pieniądze i z którym będziesz dzielić zyski.
– Mogę tylko pomarzyć.
– Myślę, że to marzenie jest osiągalne. Naprawdę. Dojrzejesz do niego, zobaczysz. A twoje plecy… Byłaś z tym u lekarza?
– Tak. Mam zwyrodnienia, zbyt małe odległości między kręgami, skoliozę…
– Ty skoliozę? Zupełnie tego nie widać.
– Chcesz być miły, ale ja wiem jak wyglądam. Mam nadwagę, skoliozę, brzydki nos, za wąskie usta…
– Kobiety…- Westchnął.- Każda z was choćby była napiękniejsza, zawsze będzie mieć kompleksy. Nie masz nadwagi. Czy wiesz, że podobne ciało miała Marylin Monroe? Uznana, za najpiękniejszą kobietę wszech czasów? To nie jest nadwaga, tak ma być. Twój nos jest w porządku, usta też. Masz piękny uśmiech, cudowne oczy i żadnej skoliozy nie widać. Wyłudzasz ode mnie komplementy.
– Nie wyłudzam, mówię co myślę.
– Ech, kobiety.- Pokręcił głową.- Uwierz w siebie. Naprawdę przemyśl to swoje marzenie, bo to jest do zobienia. I z pewnością nie musiałabyś tak ciężko fizycznie pracować. A zdrowie jest najważniejsze.
– Dobrze, przemyślę.- Odparła dla świętgo spokoju.
Rpzmowę przerwal dzwonek do drzwi. Szymon poszedł otworzyć. Nie spodziewał się takiego gościa. Julia posłała mu na poiwitanie wymuszony uśmiech i weszła do środka bez zbędnych wstępów. Wyglądała perfekcyjnie, jak zwykle. Idealny makijaż, perfekcyjnie wygładzone długie blond włosy, nogi piękne, długie, w kozakach na szpilce, krótka spódniczka i krótki biały płaszcz. Spojrzała z góry na Magdę.
– Dzień dobry.
– Julia, co ty tu robisz? Nie uprzedzałaś, że przyjedziesz.- Szymon był zaskoczony.
– Dzwoniłam, nie odebrałeś ani jednego połączenia.
– Byłem w pracy. Odebrałbym, gdybym mógł.
– Teraz nie jesteś w tej swojej pożal się boże pracy, ale masz lepsze zajęcie niż oddzwanianie do mnie, jak widzę.
– Julia, dosyć. Jeśli przyjechałaś po to, by obrażać mnie, lub moich znajomych, to proszę wyjdź. I nie wracaj.
– Przyjechałam, bo musimy ustalić co dalej.
– Przepraszam, poczekajcie, aż sobie pójdę. – Magda wstała, zarzuciła kurtkę na ramiona.
– Madi przepraszam cię.- Próbował jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Ona uśmiecnęła się łagodnie.
– Nie masz za co przepraszać. I tak miałam już wracać. Wcześnie wstaję, powinnam się już położyć. – Do zobaczenia.
– Cześć.- Wyszła.
– Jak ty się zachowujesz? Potraktowałaś moją sąsiadkę poniżej krytyki!- Rzekł ze złością, a Julia rozsiadła się na kanapie.
– Czyli już zdecydowałeś? Zamieniłeś mnie na tę…
– To ty podjęłaś tę decyzję. Mogliśmy zamieszkać tu razem, ale pogardziłaś tą ofertą. W ogóle dopiero teraz widze ile w tobie pogardy. Gardzisz tym co robię, co kocham, gardzisz innymi ludźmi. Nie mogę związac swojej przyszłości z kimś takim. Z resztą mam wrażenie, że poza sferą fizyczną nigdy nic nas właściwie nie łączyło. – Powiedział bardziej sam do siebie, niż do niej.
– W tej jednej rzeczy się zgadzamy. Bądź tak uprzejmy i zwróć mi moje rzeczy. I ten zegarek, który dałam ci na ostatnie urodziny. Zainwestowałam w niego zbyt dużo…
– Jasne…- Mruknął. Poszedł do sypialni i po chwili wrócił z papierową torbą. Włożył do niej Julii bieliznę, perfumy, zegarek oraz wspólne zdjęcie oprawione w ramkę.
– Coś jeszcze?- Zapytał.
– Ładnie razem wyglądaliśmy, ale cóż… Do zobaczenia nigdy.- Odwróciła się i wyszła z wysoko uniesioną głową. Dąbrowski pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie rozumiał, jak mógł być z kimś takim.
Przez kolejne dni Magda nie widziała sąsiada. Wracała po pracy do domu i nigdzie nie wychodziła. Listonosz przyniósł jej pismo z prokuratury. Zaniepokoiła się już widząc dane nadawcy na kopercie. Otworzyła z bijącym sercem.
Zaniepokojona pobiegła do Dąbrowskiego. Akurat był w domu.
– Dostałam list z prokuratury…
– Ja też. Opowiemy przed sądem jak było i tyle. To nic strasznego.
– Nie dla mnie. Szymon, on dostanie pewnie z 5 lat odsiadki i wyjdzie. Jeśli był zdolny do napadu z bronią, to czort wie co jeszcze może zrobić. Jest narwany, na pewno będzie się mścił! Boję się.
– Nie możesz dac się zastraszyć. Musisz powiedzieć dokładnie wszystko zgodnie z prawdą.
– Wiem, nie zamierzam kłamać ale boję się. On jest nie oblicalny!
Szymon chwycił ją za ramiona i tłumaczył łagodnie, patrząc jej w oczy.
– Posłuchaj, Madi. On siedzi. Za coś takiego, jako recydywista dostaie minimum pięć lat. Sądzę, że więcej. O zawiasach może zapomnieć. Jesteś bezpieczna. Nie ma szans, żeby wyszedł przez najbliższe lata. Na razie nie musisz się niczego bać. Jesteś bezpieczna. Nie ma sensu teraz myśleć o tym co może się stać za pięć lat. Przez ten cas twoje życie może się ułożyć różnie. Może się zdarzyć tysiąc różnych scenariuszy. Tym co będzie za pięć lat będziesz się martwić za pięć lat. Teraz skup się na sobie, swoim zdrowiu. Nie przejmuj się tak tą sprawą. On nie jest tego wart, żebyś przez niego się martwiła, nie spała po nocach. Złożymy zeznania i po sprawie. Zeznawać będą pracownice sklepu tak samo jak ty i ja. Taki typ jak on jest za głupi i za leniwy, żeby wymyślać zemstę na każdym z nas.
– Pewnie masz rację…- Przyznała i spuściła wzrok. Już była kłębkiem nerwów i żyła w ciągłym napięciu. Miała już tego dosyć. Nie potrafiła się zrelaksować.
– Mam rację. Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
– A u ciebie? Wszystko dobrze? Ta blondynka…
– Julia? Przepraszam cię za nią, zachowała się skandalicznie.
– To twoja partnerka?
– To już przeszłość. Nie pojawi się tu więcej.
– Przykro mi… Piękna kobieta.
– Nie ma o czym mówić. Nie martw się zeznaniami. Spróbuj się zrelaksować, myśleć o czymś innym. Poczytaj jakąś książkę, weź długą gorącą kąpiel… Zajmij myśli czymś przyjemnym… Wiem, co możesz zrobić. Spisz swoje wyobrażenie o swoim wymarzonym lokalu. Jak ma wyglądać,co tam ma być. Wyobraź sobie każdy szczegół i go opisz.
– Szymon… Cieszę się, że tu zamieszkałeś wiesz?
– Ja też się cieszę. – Uśmiechnął się. Zawsze uśmiechał się bardzo oszczędnie. Nigdy jeszcze nie widziała żeby odsłonił zęby w uśmiechu. Powściągliwy, oszczędny w słowach i zachowaniu. I również przez to bardzo męski. Nie mogła zapomnieć, jak już dwukrotnie nazwał ją Madi. Nikt tak do niej nie mówił, bardzo jej się to podobało.
– Pójdę, nie będę ci przeszkadzać.- Rzekła nieco zakłopotana.
– Nie przeszkadzasz, zawsze jesteś mile widziana. Spróbuj się zrelaksować i zapomnij chociaż na chwilę o tym, co negatywne.
– Dzięki. Cześć.
To, co powiedział rzeczywiście ją uspokoiło. Nie myślała o tym co powie w sądzie. Będzie po prostu odpowiadać na pytania.
Jeszcz przed świętami musieli się stawić w sądzie. Na sali byli też oskarżeni o napad z bronią, złapani na grącym uczynku Piotr Pałka i jego kumpel Maciej Stawowy zwany w przestępczym światku Śruba. Na sali była też obecna stara Pałkowa. Magda poczuła się bardzo niepewnie. Składanie zeznań na komisaracie to coś zupełnie innego niż zeznania w sądzie w obecności oskarżonego.
Najpierw zezawały po kolei pracownice sklepu. Starsza pani, która dostała zawału została zwolniona z tego obowiązku ze względu na stan zdrowia. Potem przyszła kolej na nią. Musiała opowiedzieć dokładnie co się działo. Doskonale wszystko pamiętała, ze szczegółami. Zapytana czy rozpoznała napastników, odpowiedziała, że rozpoznała Pałkę. Drugiego nie zna i nigdy nie widziała. Jak go rozpoznała skoro był zamaskowany? Po posturze, ubraniu, sposobie poruszania się i po głosie. Wyjaśniła, że mieszkają po sąsiedzku, że dobrze się znają. Zapytana co może poiwedzieć o Pałce, zawahała się. Spojrzała na niego. Okrągła gęba i tępe spojrzenie.
– Mnie osobiście nigdy nie zrobił nic złego, ani nie zawinił. Wiem, że lubi wypić, że po pijaku robi się agresywny, ale osobiście nigdy tego nie widziałam, żeby kogoś zaatakował. Z plotek wiem, że prawdopodobnie zdarza mu się uderzyć matkę, że zaatakował sąsiadkę, która go zaczepiała, ale szczegółów nie znam. Najczęściej wydywałam go jak siedział pod domem z piwem, albo z kolegami na mieście. Też przy piwie.- Przyznała przed sądem, że jest zszokowana tym, że zrobił coś takiego. Mówiła, że miał broń, że celował do niej, ale to nie ok kierował napadem tylko ten drugi. I ten drugi do niej strzelał. Zapytana, czy teraz czuje się bezpiecznie przyznała, że nie. Że obawia się co Pałka może zrobić.
Po niej zeznania składał Szymon Dąbrowski. Jako były policjant kryminalny patrzył na sprawę z innej perspektywy. Jako obecny kapitan Państwowej Straży Pożarnej a co za tym idzie ratownik dokładnie opisał także sytuację starszej pani. Nie miał dla przestępców litości.
Sąd skazał Macieja Stawowego na 15 lat pozbawienia wolności z uwagi na recydywę i na to, że strzelał do Magdy, jak i do Szymona. Magda w napięciu czekała na ogłoszenie wyroku dla sąsiada. Pałka dostał siedem lat bez możliwości ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie. Na więcej nie można było liczyć. Zatem Magda miała siedem lat spokoju. Bez euforii opuściła salę sądową. Przysiadła na murku ogrodzenia przy sądowym maleńkim trawniku i westchnęła. Szymon podszedł do niej.
– Mamy to już za sobą. Chodź, zabiorę cię do domu.
Matka skazanego była rozgoryczona i przejęta. Wyszła z sądu i widząc Magdę i Szymona, zaczęła krzyczeć:
– Zadowolona jesteś? Zadowolona? Wsadziłaś mojego Piotrusia do więzienia! I kto mi teraz będzie pomagał? Wsadziłaś go a co on ci winien? Czy on kiedy ci co zrobił? Takaś dobra! Piotruś ci nic nie winien! A tyś mu taką krzywdę zrobiła! I mnie! A potem do kominii w święta polecisz!
Szymon zasłonił sobą Magdę i stanął przed Pałkową. Wzrostem sięgała mu pod pachę.
– Pani Pałkowa! Oddaliśmy pani przysługę. Nie będzie miał kto pani lać po pijaku.
– Tak mi powiedział! Milicjant! Mnie może leje ale wam nic nie zroił! Nie zaczepiał! Tyś przez niego tak zeznawała! Przez niego! Przez milicjanta.
– Nie pani Pałkowa!- Warknęła Magda ze złością.- Powiedzałam jak było. Piotruś napadł na sklep! Z pistoletem! Musi pani wreszcie przyjąć prawdę. To jest kawał drania. I dobrze pani o tym wie.
– Drania! Kawał drania! Tak mi powiedziała! Mój Piotruś to kawał drania!
Szymon chwycił Magdę za ramię i zaprowadził na parking, go samochodu. Nie zamierzał dłużej słuchać krzyków starej dziwaczki.
Niestety ta stara dziwaczka nie zamierzała odpuścić.
Po całym mieście rozpowiadała, że zmówili się wszyscy i wsadzili jej niwinnego Piotrusia do więzienia.
Kilka dni przed świętami Magda ubierała choinkę w salonie, gdy usłyszała krzyki Pałkowej. Kobieta stała na chodniku przed jej domem i wołała:
– Mojego Piotrusia wsadziłaś! Będzie miał święta w więzieniu! Przez ciebie! Obłudna Magda! Obłudna! Taka święta, do komunii chodzi a mojego Piotrusia za kratki posłała!- Magda usiadła na kanapie i westchnęła. Ta stara wariatka nie odpuści. Będzie tak za nią wrzeszczeć na ulicy codziennie. Miała taki zwyczaj gdy ktoś zaszedł jej za skórę. Nie chciała wzywać policji i jeszcze więcej kłopotów jej narobić, ale miała jej dość. W końcu kobieta przestała i poszła sobie.
Gdy ubrała choinkę, postanowiła zrobić coś dla sąsiada. Podejrzewała bowiem, iż jako samotny twardziel z pewnością nie będzie miał w domu żadnego świątecznego akcentu.
Zrobiła piękny duży stroik z czterema świecami i zaniosła mu. Nie było go w domu, więc zostawiła stroik pod drzwiami na ganku. Był tam bezpieczny i mógł poczekać aż Szymon wróci.
Wieczorem dostała SMS od sąsiada: „Piękny stroik, dziękuję bardzo. Życzę Ci radosnych Świąt pełnych magii i spokoju.” Uśmiechnęła się. Po chwili namysłu odpisała: „Tobie także życzę pięknych Świąt. Cieszę się, że stroi się podoba.”
Po chwili przyszła odpowiedź: „Niestety Święta spędzę w pracy. Wziąłem dyżury, żeby koledzy którzy mają rodziny mogli być z nimi w tym czasie.”
„To bardzo szlachetne. Jesteś dobrym człowiekiem.”
To oznaczało, że w Śwęta raczej nie zobaczy sąsiada. Posmutniała, bo miała nadzieję, że będzie mogła spędzić choć trochę czasu w jego towarzystwie. Samotna Wigilia i dzien Bożego Narodzenia nie były łatwe. Wszyscy mieli swoje rodziny, dzieci, a jej życie jakoś się nie ułożyło i była sama. Pomyślała, że to wcale nie jest najgorsze. Gorzej byłoby związać się z kimś takim jak na przykład Piotruś i znosić pijaństwo, awantury.
W wigilijny wieczór, gdy Magda siedziała przed telwizorem popijając barszczyk i jedząc krokieta z grzybami i serem, nagle ktoś rzucił śnieżką w jej okno. Śnieg przykleił się do szyby. Nim zdążyła podejśc do okna, na chodniku już nikogo nie było. Magda była pewna, że to Pałkowa. Któż inny miałby powód, by walić w jej okna. Sygnał wiadomości jednak przekierował jej uwagę na telefon. Wiadomość od Szymona. Zdjęcie przedstawiające strażaków zebranych wokół stołu, radość na twarzach, na stole barszczyk z uszkami, opłatki świeczki, w tle choinka. Strażacy na dyżurze urządzili sobie Wigilię i świetnie się na niej bawili. „Wszystkiego najlepszego, tylu powrotów ile wyjazdó, pozdrawiam.”- Odpisała. Mieć takiego przyjaciela i to zaraz po sąsiedzku, było wielkim darem od losu, ale ona w cichości ducha marzyła, by mieć właśnie takiego męża. By móc być z kimś takim. Nie napraszała się jednak, nie widząc tego typu zainteresowania z jego strony.
Idąc na Pasterkę pieszo, napawała się iluminacjami na mieście. Uwielbiała ten czas. Zima, śnieg, okres świąteczny pełen światełek, to było to, co kochała od zawsze, na zawsze i mimo wszystko. Usłyszała dźwięk sygnałów alarmowych. Dwa samochody strażackie jechały gdzieś na akcję. Od razu pomyślała o Szymonie. Miała nadzieję, że nic się nikomu nie stało, że to wezwanie to nic co zagrażałoby życiu kogokolwiek.
Wracając po pasterce spotkała Pałkową na chodniku.
– Co? W kościółku byłaś! W kościółku!
– Tak, a pani była? Dobrze by to pani zrobiło.- Odpowiedziała.
– Dobrze by mi zrobiło, a pewnie! Dobrze by mi zrobiło! A powiedziałaś księdzu na spowiedzi, że mojego Piotrusia wsadziłaś za kratki? Przez ciebie jest w święta w więzieniu.
– Przynajmniej tam jest trzeźwy i pani nie leje. Jeśli pani nie przestanie mnie nękać i wydzierać mi się pod domem, to wezwę policję i pani też za kratki trafi. Piotruś nie siedzi za niewinność. A dzięki mnie ma mniejszy wyrok niż powinien!- Syknęła ze złością i weszła do domu. Pałkowa jeszcze coś tam gderała, ale ona jej już nie słuchała. Ta kobieta była oderwana od rzeczywistości i uprzykrzała jej życie. Piotruś nikomu nie zagrażał, ale upierdliwośc jego matki trudna była do zniesienia.
Jakoś nie nękała ekspedientek ze sklepu, ani Szymona. Jego bałaby się zaczepić, był potężnym wysokim mężczyzną, ale Magdę miała pod ręką i mogła się wyrzywać. Przez tą babę Magda nie mogła zasnąć tej nocy.
W Boże Narodzenie wieczorem Magda siedziała w piżamie i szlafroku, czytając książkę na kanapie w salonie, przy blasku choinki, nie świadoma tego, że coś jej grozi. Szymon wrócił z pracy. Zostawił samochód na podjeździe i poszedł do domu. Nie zwrócił uwagi na to, że ktoś szedł chodnikiem, po drugiej stronie ulicy.
Nagle rozległ się brzęk tłuczonej szyby i do salony Magdy wpadła cegła. Dziewczyna zerwała się z kanapy wystraszona. Zaraz za cegłą poleciał koktail mołotowa. Butelka wypeniona łatwopalnym płynem, z zapaloną szmatą. Płyn rozlał się po podłodze i błyskawicznie zajął się ogniem. Drugi koktail trafił w drzwi wejściowe.
Magda wiedziała, że nie ma na co czekać. Chwyciła telefon, plecak, włożyła kurtkę i chciała uciekać, ale drzwi płonęły. Nie mogła ich otworzyć. Tkwiła w pułapce. Przerażona, gorączkowo próbowała znależć jakieś rozwiązanie tej sytuacji.
Szymon usłyszał dziwne dźwięki i wyjrzał z domu. W pierwszej chwili nic nie zauważył, ale coś go tknęło i wyszedł by sprawdzić czy w domu Magdy wszystko w porządku. Zobaczył płomienie. Miał w domu dużą gaśnicę. Wrócił po nią i pobiegł na ratunek. Ugasił drzwi i otworzył je kopniakiem. W domu było bardzo duże zadymienie. Magda stała w kącie salonu, ściskając plecak, a wokół niej były płomienie. Dostrzegł ją i zaczłą gasić ogień, by zrobić dla niej drogę ucieczki. Nagle płonący szielet sztucznej choinki zwalił się w jego kierunku. Czubek choinki sięgnął jego ramienia. Rękaw zwykłej bawełnianej bluzy zajął się ogniem. Usłyszał krzyk Magdy. Szybko zdjął bluzę i rzucił na podłogę, ugasił.
Magda już wcześniej zdołała wezwać straż. Słysząc, że pomoc przyjechaa i widząc niebieski blask świateł alarmochych, zostawił gaśnicę i chwycił Magdę i wyniósł z płonącego salonu na zewnątrz.
– Falcon!- Kolega z innej zmiany rozpoznał go.
– W domu nie ma nikogo więcej! Płonie chyba tylko salon, nie wiem.- Udzielił koledze informacji, nie wypuszczając z ramion Magdy. Stał na mrozie w koszulce z krótkim rękawem. Ona w piżamie, kapciach i szlafroku, kaszląc.
– Dobra, dzięki!
Jeden zastęp zajął się gaszeniem pożaru, drugi zabezpieczył teren.
– Trzeba jej podać tlen, nawdychała się dymu.- Polecił strażakowi przy drugim wozie. Sam także nałykał się dymu, ale czuł się dobrze. Dzięki znieczulającemu dziąłaniu adrenaliy nie zdawał sobie sprawy, że został ranny. Magdę wsadzono do wozu strażackiego, okryto kocem i podano jej tlen w masce, by oczyścić jej płuca.
– Będzie dobrze, Madi. Będzie dobrze.- Powtarzał.
– Kapitanie… Musi pan pojechać do szpitala.
– Ja? Po co?
Strażak wskazał na jego rękę. Przedramię było mocno poparzone. Zupełnie nie czół bólu.
– Ta pani też…
Szymon kiwnął głową. Karetka właśnie przyjechała.
– Jak skończycie zabezpieczcie dom, żeby nikt się nie włamał. Chcę poznac przyczynę tego pożaru.
– Podpalenie. Wrzuciła mi przez okno koktail mołotowa.- Powiedziała Magda.
– Żartujesz!
– Podpaliła mi dom… To musiała być ona.
Ogień został ugaszony nim karetka z Magdą i Szymonem odjechała do szpitala.
Jego przedramię oczyszczono i opatrzono. Dostał także środki przeciwbólowe i zwolnienie lekarskie, oraz zalecenie codziennych zmian opatrunku. Fizycznie Magda czuła się dobrze. Wciąż pokasływała, ale poza tym nic jej nie dolegało.
Po tym, jak Magda powiedziała, że jej dom podpalono, Straż zawiadomiła o tym policję. Oględziny miejsca pożaru potwierdziły jej słowa. Dzięki uprzejości kolegów, Magda i Szymon mogli wrócić do domu wozem strażackim, ponieważ strażacy przyjechali sprawdzić, jak czuje się kapitan.
– Dzięki chłopaki. Dzięki za wszystko. – Powiedział wysiadając z wozu.
– Gdyby pan czegoś potrzebował, kapitanie…
– Dzięki.
– Zdrowia.- Odjechali. Magda stała bezradnie, patrząc na swój dom. Rozbite oknozabito pilśniową płytą. Nad oknem ściana była czarna, podobnie wokół drzwi wejściowych, które także zabezpieczono płytą.
– Chodź, Madzia. Zatrzymasz się u mnie tak długo, jak będzie trzeba. Jutro oceię szkody i pomogę ci odremontować dom.
– Za co? Nie stać mnie.
– Spokojnie. Dostaniesz pieniądze z ubezpieczenia. Jeśli to robota tej baby, dopilnuję, aby wypłaciła ci zadośćuczynienie, choćbym miał odebrać jej ostatni grosz. Odremontujesz dom i wróćisz do niego, nie martw się. A póki co mój dom jest twoim domem. Chodź.
Zabrał ją do siebie. Przygotował jej ciepłą kąpiel. Magda weszła do wanny usiadła w ciepłej wodzie i zaczęła płakać. Właściwie szlochać. Szymon słyszał jak płacze. Usiadł i czekał. Dał jej tyle czasu ile potrzebowała. Dużo czasu.
Woda całkiem wystygła i Magdzie zrobiło się zimno. Dopiero wtedy włoożyła koszulkę i dresowe spodnie, które jej dał. Były za duże, ale dzięki sznurkowi w pasie, siedziały na miejscu. Włożyła ciemny graatowy szlafrok Szymona. Sięgał podłogi. Wyszła z łazienki ze spuszczoną głowa. On już czekał na nią z czułością i otwatrymi ramionami.
– Podpaliła mój dom…- Bąknęła i znów zaczęła płakać. Było jej zimno, drżała. Szymon przytulił ją i szepnął:
– Jestem przy tobie. Chodź.- Usiedli razem na kanapie. Tulił ją, aż przestała drżeć, jej łzy wyschły i zasnęła. Ostrożnie przeniósł ją do swojej sypialni, położył na łóżku i okrył kołdrą, a sam położył się na kanapie. Nie mógł jednak zasnąć. Długo myślał o tym wszystkim co się wydarzyło, od napadu na sklep, przez wszzystkie spotkania z Magdą, aż do tego podpalenia.Jak to możliwe, że taka dobra dziewczyna musiała przechodzić przez to wszystko? Że ktoś tak niewinny padł ofiarą ludzkiej zawiści i głupoty. To było trude do pojęcia.
Wstał i cicho poszedł do niej zajrzeć. W sypialni wciąż palilo się słabe światło lampki nocnej. Magda spała niespokojnie. Miotała się na łóżku.
– Madi? Madi zbudź się. Madi?- Dotknął jej ramienia. Obudziła się nagle, z krzykiem, siadając na łóżku.
– To zły sen. Jesteś bezpieczna.
– Szymon… Boże… Śnił mi się pożar.
– To zły sen.
– Zostań ze ną.- Poprosiła szeptem.- Przytul mnie…
Położył się obok. Wtuliła się w jego ramię i tak znów zasnęła. Nie miała już koszmaru.
Rano otworzyła oczy i zobaczyła obcy sufit nad głową. Zypełnie inną lampę pod sufitem. W pierwszej chwili nie mogła zrozumieć gdzie jest. Podniosła się zdziwiona. Była w obcej sypialni. W łóżku, które pachniało zupełnie inaczej. Pachniało mężczyzną. Ściany były białe. Przy przeciwległej ścianie stała duża czarna komoda, a na niej telewizor, model samochodu strażackiego, ładowarka do telefonu. Dopiero wtedy przypomniała sobie wszystko. Czuła się dziwnie. Nie była u siebie. Wszystko tutaj było dla niej obce. Nie miała swoich rzeczy. Kosmetyków, ubrań… Zegar na ścianie pokazywał dziewiątą. Późny ranek. Dla Magdy, która wstawała wcześnie był to bardzo późny ranek. Wstała, ogarnęła włosy i zeszła na dół. Instynktownie odnalazła drogę do kuchni. Szymon w dźinsach i koszulce przygotowywał śniadanie. Prawe przedramie miał obandażowane.
Na jednym z krzeseł w kuchni stała torba podróżna.
– Cześć.- Powiedziała zmieszana.
– Dzień dobry. Jadasz jajecznicę?
– Tak.
– To dobrze, właśnie zrobiłem.- Uśmiechnął się.- Jaką kawę pijesz?
– Ze śmietanką.
– Mokka czy americana?
– Może być mokka.
– Zaraz będzie. – Włączył ekspres, podstawił kubek.- Usiądź. Jak się czujesz?
– Tak, jak wyglądam…
– Wcale nie wyglądasz źle. Do twarzy ci w moich ciuchach.
Ona nie miała ochoty na żarty. Usiadła przy wyspie, oparła łokcie na blacie i ukryła twarz w dłoniach.
– Nie mam nic. Bielizny, ubrań, kosmetyków…
– Pomyślałem o tym. Byłem w twoim domu. Zabrałem z łazienki kosmetyki kilka ciuchów. Przepraszam, że grzebałem w twojej bieliźnie, ale to też zabrałem. I na wypadek gdybyś potrzebowała, artykuły higieniczne.
– Dziękuję. Jak to wygląda?
– Nieźle. Naprawdę nieźle. Do wymiany są drzwi wejściowe, podłoga, kanapa, szafka. No i okno oczywiście. Ściany trzeba odmalować w całym domu, bo są czarne. Wszystko śmierdzi spalenizną. Niestety ubrania w szafach też. Mogło być znacznie gorzej. Przede wszystkim tobie nic nie jest, a to jest najważniejsze.
– Chcę to zobaczyć…
– Pójdziemy później. Na razie zjedz śniadanie, napij się ze mną kawy.
– Jak twoja ręka? Boli?
– To tylko poparzenie. Nic niezwykłego dla strażaka.- Uśmiechnął się, obszedł wyspę kuchenną i położył przed nią talerz z jajecznicą na maśle. Podał chleb i kubek z kawą.
– Gdyby nie ty…- W jej oczach pojawiły się łzy.
– Madi! Co by było gdyby, to pułapka. Nic ci nie jest. Jesteś tu, a twój dom da się odremontować. Będzie dobrze. Słyszysz? Będzie dobrze. Musisz myśleć pozytywnie.
– Nie będzie dobrze, dopóki ta baba…
– Ta baba zapłaci za wszystko i odechce się jej samosądów. Już ja tego dopilnuję.
– Bóg mi cię zesłał. Dziękuję, że jesteś.
– Nie, to mnie zesłał ciebie. Jedz, bo wystygnie.
Po śniadaniu mogła założyć swoją bieliznę, swoje ubrania. Przyniósł jej wszystko czego mogła potrzebować. Niestety ubrania rzeczywiście miały drażniący zapach pożaru.
– Pójdziemy tam?- Zapytała.
– Jesteś gotowa?
– Tak.
– Więc chodźmy. Przyniosłem też twoje buty, płaszcz… Musisz być przygotowana na to, że wszystko wygląda dość przygnębiająco, jest czarne i mokre. Możesz zabrać z domu wszystko co tylko zechcesz i przenieść to do mnie. Zauważyłem, że czujesz się u mnie nieswojo. Niezręcznie. Weź wszystko co zechcesz, aby móc się poczuć jak u siebie. Teraz to jest także twój dom i chcę abyś czuła się swobodnie, zachowywała się swobodnie.
Za pomocą huligana zdjął płytę pilśniową zabezpieczającą drzwi, a raczej dziurę po drzwiach i mogli wejść do środka. Zapach był drażniący. Wszystko było czarne i mokre. Strażacy zalali podłogi i ściany. Przy wejściu stały zniszczone buty. Magda weszła do salonu. Na podłodze leżała rozbita butelka. Częściowo spalona bluza Szymona.
Zaczekaj, nie wchodź tu.
Uważając gdzie stawia stopy wszedł i robił zdjęcia telefonem. Sfotografował butelkę, ślady ognia. Wszystko, by mieć dowody na podpalenie.
– To dla policji. Stąd i tak nic nie zabierzesz. Zobaczmy czy w innych pomieszczeniach coś nadaje się do użytku.
Tak, jak uprzedzał wszystko było pokryte sadzą i przesiąknięte zapachem spalenizny. Ubrania nadawały się do wyrzucenia. Z szafki w sypialni wzięła album ze zdjeciami, szkatułkę z biżuterią. Z kuchni apteczkę. Laptop nie był uszkodzony, więc także go zabrała. Nie mogła uwierzyć że spotkało ją coś takiego. Kręciła głową z niedowierzaniem.
– Nie mam nic. Nie mam nawet w czym pojechać do pracy po nowym roku…
– Jedźmy więc na zakupy.
– Potrzebuję tyle rzeczy… Nie stać mnie na kupienie tego wszystkiego naraz.
– Coś poradzimy. Zrobimy listę co ci jest potrzebne na już, co do pracy, co w dłuższej perspektywie i pojedziemy na zakupy. Chodź.
Gdy wracali do domu Szymona, podjechał służbowy wóz komendanta. Czerwony, terenowy z logo PSP. Komendant podszedł, uścisnął dłoń Szymonowi.
– Cześć Falcon. Dzień dobry pani.
– Cześć szefie. Co cię sprowadza?
– To pani dom?- Zapytał komendant.
– Tak.
– Poznajcie się. Mój szef, komendant Stanisław Majka. Magdalena…
– Zielińska. Magdalena Zielińska.- Wyciągnęła rękę. Komendant uścisnął ją.
– Bardzo mi przykro z powidu tego co panią spotkało. Ma pani gdzie mieszkać?
– Zamieszka ze mną.
– To dobrze. To najlepsze rozwiązanie. Przyjechałem, bo mam dwie sprawy. Po pierwsze zebraliśmy dowody, zawiadomiłem policję i przekazałem im raporty i zdjęcia. Właśnie wracam z komisariatu. Wiecie kto może stać za tym podpaleniem?
– Oboje uważamy, że to mogła być tylko jedna osoba. Kobieta z tamtego domu. Matka tego kryminalisty o którym ci popowiadałem. Tego od napadu na sklep.
– To logiczne i prawdopodobne. Znam ją. Kobita jest szurnięta.
– To naprawdę jedyna możliwość.- Potwierdziła Magda.
– Mam też drugą sprawę… Razem z chłopakami założyliśmy zbiórkę, by pomóc pani odremontować dom po pożarze. Rozpowszechniamy ją właśnie na mediach społecznościowych. Ja sam trochę znam się na budowlance, mogę pomóc przy remoncie, żeby ograniczyć wydatki.
– Boże… Naprawdę? Tyle dobra…- Magda nie spodziewała się, że dostanie takie wsparcie od ludzi, którzy nawet jej nie znają.
– Pani Magdaleno, przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi. A my nigdy nie zostawiamy swoich w potrzebie.
– Panie komendancie… Nie wiem co powiedzieć…
– Nie trzeba nic mówić.- Uśmiechnął się mężczyzna.- Domyślam się, że jest pani teraz bardzo ciężko. Pożar to traumatyczne przeżycie dla każdego kto to przeżył. Ale proszę nie poddawać się złym myślom. Nie jest pani sama. Teraz ma pani wsparcie wszystkich strażaków w mieście. I coś mi mówi, że policjantów też.- Komendant puścił oko do Magdy.
– Oby… – Mruknął Szymon.
– Falcon widzimy się jak się wykurujesz. Nie wcześniej.
– Jasne szefie. Dzięki.
Komendant już miał odjechać, gdy podeszła sąsiadka z naprzeciwka.
– Dzień dobry. Pani Magdo współczuję. Pożar i to w święta… Okropna rzecz. Okropna.- Kobieta w średnim wieku miała w ręce pękatą reklamówkę wypełnioną ciuchami. – Pomyślałam, że może pani potrzebować jakichś ubrań. To po mojej siostrze. Może będą pasować. Przynajmniej a co dzień będzie miala pani jakiś ciuch.
– Dziękuję bardzo.
– Widziała pani może jak doszło do tego pożaru? Może ktoś się kręcił w pobliżu?- Zapytał Szymon.
– Nie, nic a nic. Dopiero jak straż przyjechała to zobaczyliśmy, że coś się dzieje.
– Rozumiem. Szkoda.
– A dlaczego pan pyta czy ktoś się tu kręcił? To podpalenie?
– Niestety tak. Ktoś wrzucił przez okno koktail mołotowa.
– Coś podobnego! Ale draństwo! Ale po tym co nawywijał młody Pałka, to nic mnie nie zdziwi. Normalnie świat oszalał. Ale jaki on ma być jak matka taka? Słyszałam jak się tu darła na ulicy kilka razy. A może to ona? No bo kto inny mógłby zrobić coś takiego? Pani Madzia zawsze grzeczna, miła…
– Będzie śledztwo. Szkoda, że nigdzie na ulicy nie ma monitoringu.
– My sobie założyliśmy niedawno, bo tyle teraz się słyszy o złodziejach… No i po tym napadzie Pałki mąż kupił kamerkę i zamontował.
– Naprawdę?- Ożywił się Szynon.- Jaki obszar obejmuje ta kamera?
– Jest nad wejściowymi drzwiami. Pokazuje wejście na podwórko, bramę i kawałek ulicy.
– Można przejrzeć nagrania?
– Nagrania się zapisują na dysku i kasują się automatycznie co tydzień. Zobaczymy z mężem czy coś się nagrało i damy znać.
– Bylibyśmy bardzo wdzięczni.
– To może być bardzo ważny dowód.- Potwierdził komendant.
– Butelka po koktailu też. Ogień utrwala odciski palców.- Dodał Szymon.- Proszę sprawdzić te nagrania jak najszybciej. Winnych trzeba ukarać.
– Dokładnie.- Przytaknął komendant.- Będę leciał, trzymajcie się. Dowidzenia pani
– Wsiadł do samochodu i odjechał. Sąsiadka także wróciła do domu w pośpiechu, by powiedzieć mężowi o nagraniach z kamery. Magda była tak przytłoczona tym wszystkim, że nie chciało jej się nawet rozmawiać. Szymon wziął rzeczy z jej rąk i zaniósł do domu.
Policja zebrała dowody, przesłuchała znów Szymona i Magdę, sąsiadów także. Oprócz Pałkowej, bo jej nie zastali. Dostali za to nagranie z kamrki sąsiadki, które pokazywało postać rzucającą koktailami mołotowa w dom Magdy. I zdecydowanie była to Pałkowa.
Między świętami a nowym rokiem Magda miała planowany ulop, jednak żyła tylko tym pożarem.
Nie była w stsnie przestać o tym myśleć ani na chwilę. Wieczorem Szymon zabrał ją na zakupy do Gucia. Nic jej o tym nie powiedział, ale chciał przygotować się na spędzenie miłego wieczoru w sylwestra, żeby choć na chwilę oderwała myśli od pożaru. Wieśc o tym co się wydarzyło, bardzo szybko obiegła miasto.
Gdy weszli do marketu, od samych drzwi zauważyli dużą puszkę na datki z napisem „Zbiórka dla Madzi, pomóż po pożarze”
Dziewczyna widząc to wzruszyła się.
– Zobacz.- Bąknęła do Szymona. Łzy napłynęły jej do oczu. Spojrzał w jej twarz z czułością:
– Widzisz? Dobrych ludzi jest wielu. Będzie dobrze, staniesz na nogi.- W geście pocieszenia pogłaskał ją po ramieniu. Miał ochotę ją przytulić, ale nie chciał robić tego publicznie. Jeszcze nie.
– Madzia!- Paulinka wybiegła zza lady i ją uściskała.- Jak ty się czujesz? W ogóle jak to się stało? Ludzie gadają różne rzeczy. Podobno to stara Pałkowa…
– Niestety to prawda i są na to niezbite dowody.- Rzekł Szymon.
– Ta stara świruska jest zdolna do czegoś takiego?
– Jest impulsywna, pewnie nie przemyślała co robi.- Mruknęła ze smutkiem Magda.
– Madi nie broń jej. Jesteś zbyt pobłażliwa i dlatego spotykają cię takie niesprawiedliwości.- Zaprotestował Szymon.
– To prawda.- Zgodziła się Paulinka.- I gdzie ty teraz mieszkasz? Masz gdzie spać? Potrzebujesz czegoś na już?
– Mam, sąsiad mnie przygarnął i pomaga mi.- Spojrzała na Szymona. Pracownica sklepu zerknęła na niego z uznaniem.
– No, jak masz taką pomoc, to dasz sobie radę. Założyliśmy zbiórkę, żeby pomóc ci odremontować dom. Jakby coś to mam trochę ciuchów, może będą a ciebie pasować. Podjadę kiedyś i ci dam.
– Dziękuję.
– Strażacy także prowadzą zbiórkę w internecie. I byliby wdzięczni za rozpowszechnienie jej jak najszerzej.
– Jasne, oczywiście. Nie ma sprawy.
– Pogadajcie sobie, a ja zrobię zakupy.- Szymon ruszył między półki sklepowe z myślą o kolacji sylwestrowej.
Gdy wrócili do domu, zauważyli, że pod progiem domu Magdy leży kilka pękatych worków. Poszli sprawdzić co to. Okazało się, że worki są pełne ubrań, butów. Zabrali to wszystko do Szymona i Magda zaczęła przeglądać. Były tam różne ubrania, niektóre nowe. Porządne, eleganckie. Inne zwykłe codziennie, jak dresy, adidasy.
– Tyle betów nie miałam jeszcze…- Rzekła, siadając ciężko na rogu stolika w salonie.
– Zrobiłem kolację. Chodź, zjemy coś i pójdziemy się położyć. Za tobą długi ciężki dzień.
– Ładnie pachnie.- Przyzała. Zrobił pyszne naleśniki.
– Jesteś przystojny, jesteś strażakiem, potrafisz świetnie gotować… Masz jakieś wady?- Zapytała, ale bez iskierki w oku. Dąbrowski zrobił minę i rzekł:
– Mam głównie wady, przekonasz się.
.Po kolacji Magda wzięła prysznic i włożyła jego koszulkę i dresowe spodnie, któe już wcześniej pełniły rolę piżamy.
– Nie chciałaś włożyć swojej nowej piżamy?- Zapytał z przekąsem.
– W tym jest mi dobrze. Szymon… Jak będziemy spać.
– Normalnie. Połóż się w sypialni.
– A ty?
– Mogę spać na kanapie.
– Nie chcę, żebyś spał na kanapie. Będzie cię bolał kręgosłup. Wiem jak to jest. Może zróbmy odwrotnie?
– O, co to to nie. Z twoim kręgosłupem nigdy się na to nie zgodzę.
– No to…
– Możemy spać w jednym łóżku, jeśli nie będzie to dla ciebie zbyt niezręczne. Nie chcę naruszac twoje przestrzeni i prywatności.
– Szymon to twoja przestrzeń i twoja prywatność a naruszam ją ja.
– No to spróbujmy.
– Spróbujmy.
Magda położyła się pierwsza. On poszedł wziąć kąpiel, a kiedy wrócił, miał na sobie bokseki i szlafrok. Poczuła się naprawdę nieswojo. Nie spodziewała się go tak zobaczyć.
– Co?- Zapytał widząc jej minę.- Coś nie tak?
– Nie, nie, tylko… Zaskoczyłeś mnie.
– Jak to?
– Założyłam, że będziesz w jakiejś piżamie.
– Mogę założyć, jeśli ci przeszkadza.
– Nie, nie przeszkadza. Po prostu mnie zaskoczyłeś. Wszystko w porządku.
– To może obejrzymy jakiś infantylny amerykaski świąteczny film?- Zaproponował. Wziął pilota i włączył telefizor, kładąc się na łóżku. Zuważyła dziwną dużą bliznę biegnącą ukośnie od jego piersi po dolne żebra. Od środka korpusu do boku. Niewiele myśląc, zapytała:
– Co ci się stało?
– To? A, to może kiedyś ci opowiem. Teraz nie potrzebne ci kolejne trudne historie do przetrawinia. Musisz się skupić na tym, by dojść do siebie. Widzę, jak jest ci ciężko.
Nie pytała już o nic więcej. Szymon znalazł jakiś folm, ale tak naprawdę ani on, ani ona nie byli zainteresowani oglądaniem. Ich myśli krążyły zupełnie gdzie indziej.
Magda nie miała siły udawać, że ogląda i że smieszy ją komedia. Wolała zamknąć oczy i udawać, że śpi. To było o wiele łatwiejsze.
Szymon miał lekki sen. W nocy zbudziło go zachowanie Magdy. Najwyrażniej miała zły sen. Zaczęła się wiercić, marszczyła czoło przez sen. Na jej twarzy malował się grymas świadczący o tym, że przeżywa we śnie coś złego.
Nie budził jej. Wsparty na łokciu objął ja i delikatnie przytuił, szepcząc jej do ucha
– To tylko zły sen. Jesteś bezpieczna. Jestem przy tobie. Nic ci nie grozi. Jestem tu, jesteś bezpieczna…
Dziewczyna uspokoiła się, przestała się miotać, a jej oddech stał się spokojny. Po ojcowsku pocałował ją w skroń, po czym odsunął się. Do rana spała już spokojnie.
W sylwestrowy dzień policja aresztowała Kazimierę Pałkę. Magda jakoś wcale się z tego nie cieszyła.
– Zadbamy o to, by ona i jej synalek mieli zakaz zbliżania się do ciebie. Będzie dobrze…- Mówił Szymon, kiedy przez okno obserwowali, jak Pałkowa jest wyprowadzana w kajdankach z domu.
Nic mu nie odpowiedziała.
– Magdaleno…- Rzekł oficjalnym tonem, zmuszając, by na niego spojrzała.- Chciałbym sprobować rozwiać twoje troski coć na chwilę, ale musisz mi na to pozwolić.
– Przepraszam… Robisz wszystko, bym poczuła się lepiej, a ja…
– A ty jesteś wrażliwą dziewczyną, na którą w krótkim czasie zwaliło się bardzo dużo złych doświadczeń. Potrzeba ci dla równowagi czegoś dobrego i przyjemnego. Dasz mi szansę?
– Tak.
– I pomożesz w tym?
– Tak.
No to zapraszam do kuchni.
Razem przygotowali lekkie pyszne przekąski. Menu imprezowe. Wszystko prezentowało się znakomicie.
– Zaczekaj tutaj.
Poszedł do sypialni, a po 10 minutach wrócił wystrojony w smoking i nieskazitelną białą koszulę. Wyglądał jak marzenie. I miał dla niej prezent. Duże pudełko.
– Prosze. Otwórz.
Zdumiona takim obrotem spraw otworzyła prezent. W środku była czerwona sukienka i czarne piękne sandałki na szpilce.
Spojrzała na niego pytająco, z rozdziawionymi ustami.
– Zapraszam cię na imprezę sylwestrową. Zrób się na bóstwo.
– Co?
– No leć.
Pobiegła do łazienki. Sukienka leżała na niej doskonale i pięknie podkreślała jej figurę, a sandałki… Zawsze chciała mieć takie. Nie wiedziała co zrobić ze swoimi kasztanowymi włosami, więc rozpuściła je po prostu. Skupiła się na makijażu. Bardzo chciała wyglądać jak najlepiej.
Kiedy po dwudziestu minutach wróciła do salonu, czekał tam przy pięnie zastawionym stole. W kubełku z lodem chłodziło się wino. Skądś dobiegała przyjemna muzyka.
Szymon patrzył na nią z ogromną przyjemnością. Uśmiecha się.
– Witaj piękna nieznajoma.- Mruknął.
– Witaj piękny niezajomy.- Odpowiedziała. Patrzyła na iego z podobnym zachwytem co on na nią.
Odsunął krzesło, by mogła usiąść po czym sam usiadł naprzeciwko.
– Na co masz dzisiaj ochotę? Suszone śliwki kalifornijskie w rumie? Camembert z karmelizowaną gruszką? A może pierś z kaczuszki w pomarańczach?
– Kucharz tak się starał, że grzechem byłoby czegoś nie spróbować.- Odparła z uśmiechem. Po raz pierwszy od dawna nie skupiała się na tym co złe, ale na chwili obecnej. W tej sukience czuła się wyjątkowo, a on zachowywał się jak książę i tak wyglądał. Nie sposób było błądzić myślami gdzie indziej.
Nakarmił ją mini szaszłykiem.
– Mmm znakomite. Kucharz ma wybitny talent.
– Też uważam, że należy go docenic za te dzieła sztuki, które przygotował.- Zażartował, poszczając do niej oko. Ale jego zostawmy na koniec wieczoru. Teraz opowiedz mi o sobie piękna nieznajoma. Jak to możliwe, że taka kobieta nie została usidlona przez żadnego mężczyznę?
– Bo się nie dała usidlić.- Odparła.
– O! Chcesz powiedzieć, że jesteś taką wyzwoloną kobietą, która nie potrzebuje w życiu mężczyzny? Czy może żaden nie stanął na wysokości zadania?- Zadał to pytanie już normalnym tonem, nie udając księcia z disneyowskej kreskówki.
– To długa historia.- Westchnęła.
– Mamy całą noc. Chętnie dowiem się czegoś więcej o mojej wspólokatorce.
– Dawno temu byłam z kim… Miałam pczucie, że naprawdę mu na mnie zależy. Pasowaliśmy do siebie, ale cóż… Los widocznie chciał inaczej.
– Co nie wyszło?
– Mój ojciec był temu przeciwny, ponieważ on miał wadę serca, no a ja byłam bardzo młoda. On nie chciał poddać się operacji. Mówił, że woli żyć krótko, ale normalnie, niż długo i być obciążeniem dla innych i dla państwa, żyć na zasiłku. No i zmarł.
– To trudne doświadczenie. Ile miałaś lat?
– Osiemnaście.
– I od tamtej pory jesteś sama?
– Byłam na milionie pierwszych randek. I na kilku drugich.
– Za każdym razem kończyłaś znajomość po pierwszej randce? Dlaczego? Porównujesz każdego faceta do swojej pirwszej miłości?
– Nie. Po prostu… Sam byś kończył te znajomości na moim miejscu. Jeden na przykład zupełnie nie ukrywał, że chce mnie przelecieć. A kiedy odmówiłam, to dosłownie błagał chociaż o loda…
– Naprawdę?
– Naprawdę… Podobnych historii mam wiele. Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale przyciągam wyłącznie nieudaczników. Czy wysyłam jakieś błędne sygnały? Nie wiem. Tak czy siek, nie tracę czasu, jeśli nie czuję się szanowana. Jeśli od początku widzę, że facet szuka własnej przyjemności i skupiony jest na sobie, a nie na mnie, to to nie ma sensu.
– Masz całkowitą rację. Nie można oczekiwać od drugiej osoby całkowitej podległości albo tego, że odda całą siebie, nie dostając nic w zamian. Oczekując czegoś najpierw samemu trzeba to ofiarować.
– Widzisz? Ty wiesz o co chodzi. Dlaczego inni tego nie rozumieją? Jeśli kogoś pokocham i z kimś będę, to zrobię wszystko, żeby był ze mną szczęśliwy, będę o niego dbać, wspierać i tak dalej. Ale pokocham tylko jeśli ja będę czuła się kochan, zaopiekowana… Wiesz co mam na myśli.
– Wiem doskonale. Być z kimś to kierować się zasadą, żeby temu komuś było ze mną dobrze, a nie, żeby mnie było dobrze z kimś.
– Dokładnie tak! Czy to zbyt wiele?
– Nie. To podstawa. Jedyny standard, któego nie można odpuścić. Też zauważyłem, że egoizm jest podstawą ogromnej ilości związków.
– I dlatego one wszystkie się rozpadają. Ja tak nie chcę. Jak z kimś być to na zawsze. Ale pyszna ta gruszka z camembetem… Spróbuj.
Zjadł z jej ręki.
– Całkiem niezła.- Przyznał. Magda roześmiała się.
– Przypomniał mi się jeszcze jeden delikwent. Robił mi wyrzuty, że go nakręcam a potem nic. A dla prawdziwego facta który ma swoje potrzeby i nie może im dać upustu, to strasznie cierpi, aż go boli w dołu…
– Nie… Poważnie? Tak ci powiedział?
– Jęczał, że to okropna męka.
Po raz pierwszy Szymon Dąbrowski roześmiał się głośno. Pokręcił głową z niedowierzaniem.
– Boże miej litość… Prawdziwy mężczyzna to potrafi zapanować nas dobą i swoim organizmem i nie wymusza seksu na kobiecie. Też coś.- Znów się roześmiał.- Nie wiem gdzie ty znajdujesz tych nieudaczników.
– Teraz twoja kolej. Co z tą Julią? Długo byliście razem?
– Jakiś rok. To nie miało przyszłosci od początku. Całkiem dobrze dogadywaliśmy się w łóżku, ale poza nim wcale. Mieliśmy zupełnie inne potrzeby, cele, zupełnie inne spojrzenie na życie. Też jakoś mi nie wychodziło, choć nie spotkałem żadnej kobiety, która aż tak żebyrałaby o seks jak ci twoi absztyfikanci.
Magda roześmiała się. Śliwki moczone w rumie nie tylko smakowały, ale miały cudowne rozluźniające działanie.
– Założę się, że długo nie musiały prosić…
– Cóż, jestem księciem z bajki. Spełniam życzenia.- Zażartował.- Dość tego gadania. Mamy sywester. Zatańcz ze mną. – Wyciągnął do niej dłoń.
– Nie radzę sobie zbyt dobrze na parkiecie.
– Pozwól, że sam się o tym przekonam.- Przesunął kanapę pod samą choinkę, włochaty dywanik także. Wziął ją w ramiona i zaczęli tańczyć. Kilka kroków, kilka obrotów, jak zawodowy tancerz. Prowadził ją tak, że jej ciało samo wiedziało co robić.
– Kłamczucha.- Mruknął i objął ją w talii. Był tak blisko…
– Ja? Wypraszam sobie.
– Właśnie, że kłamczucha. Powiedziałaś, że kiepsko sobie radzisz na parkiecie, tymczasem tańczysz całkiem całkiem.
– Bo to nie ja. To ktoś inny we mnie wstąpił.
– A… Zasłaniasz się niepoczytalnością.- Żartował.
– Cóż, moje musi być na wierzchu.
– I tak mówi prawdziwa kobieta.- Odsunął kosmyk włosów z jej czoła, rozkoszując się widokiem, jak ma przed sobą.- Wyglądasz cudownie. I nareszcie widzę radość na twojej twarzy, a to najlepszy kosmetyk.- Mruknął. To była chwila która zmieniła wszystko.
– Dziękuję. Zawdzięczam go twojemu towarzystwu.
– To dla mnie zaszczyt.- Długą chwilę wpatrywał się w jej twarz. W końcu szepnął:
– Piękne oczy…- Pochylił się i pocałował ją. Delikatnie, nie nahalnie. Potem znowu. Czuł jak odpowiada na jego pocałunki.
– Szymon… Proszę nie baw się mną, jeśli…- Szepnęła z obawą, ale przerwał jej.
– Nigdy. Już nikt nigdy nie będzie się bawił twoim kosztem, ani próbował cię wykożystać dla własnej korzyści. To ci obiecuję.
Przylgnęła do niego instynktownie. Z głośnia, któego dotąd Magda nie mogła zlokalizować płynęła muzyka, a oni kołysali się w jej rytm.
– Musisz wiedzieć, że jestem impulsywna, męcząca i upierdliwa. Można mnie zranić i zawieść tylko raz.
– Lubię takie kobiety…
Kiedy nadeszła Północ i zabiły dzwony w pobliskim kościele, a remizie zabrzmiała syrena alarmowa ogłaszająć nowy rok, oboje wyszli z domu, oglądając na niebie fajerwerki.
Zapomnieli łożyć kurtki a była to mroźna noc. Szymon objął od tyłu kulącą się Magdę i szepnął jej do ucha:
– Szczęśliwego nowego roku.
Odpowiedziała tym samym i cmoknęła go w policzek.
– Wracajmy, bo się przeziębisz.
Tej nocy już nie czuła się niezręcznie kładąc się spać w jego łóżku. Przytuliła się i zasnęła. Zaufała mu. Nie mógł jej zawieść. Tej nocy spała spokojnie.
Gdy obudziła się późnym rankiem, łóżko obok niej było puste. Na poduszce leżała kartka. Magda usiadła na łóżku i sięgnęła po pozostawiony przez Szymona liścik.
„Zapraszam na śniadanie.”
Kilka minut później przyszła do kuchni w jego szlafroku i koszulce. W kuchni przyjemnie pachniało.
– Dzień dobry. Zostawiłeś mi liścik…- Uśmiechnęła się.
– Dzień dobry. Nie chciałem, byś pomyślała, że zniknąłem.
– To byłoby raczej trudne, bo to twój dom. Ale dziękuję. Doceniam takie gesty.
Spojrzał na nią z przyjemnością:
– Lubię kiedy nosisz moją koszulkę.
– Też ją lubię, kapitanie.
– Usiądź. Zjesz kanapkę z opiekacza?
– Mhm. Czemu nie.
Po śniadaniu sprzątali kuchnię, gdy przed dom zajechał samochód. Magda pierwsza go usłyszała i wyjrzała za okno.
– Szymon, ktoś przyjechał…
Z samochodu wysiadła ładna brunetka z małym dzieckiem, konkretnie sześcioletnią dziewczynką. Uradowany Szymon wybiegł im na spotkanie. Kucnął w drzwiach i rozłozył szeroko ramiona.
– Bąbelku!
– Wujek!- Dziewczynka wpadła mu w ramiona.
– Cześć bąbelku kochany! Jak się cieszę, że cię widzę. Cześć Iwonka. Jak dobrze was widzieć Chodźcie do środka bo zimno.
Gdy kobieta z córką weszły do domu, zobaczyły Magdę.
– O, dzień dobry.
– Poznajcie się. To jest Madzia, a to moja siostra Iwona i jej córcia Tosia.
– Cześć, miło mi.- Iwona przywitała się z Magdą, wyraźnie zaskoczona.
– Cześć. Przepraszam, pójdę się doprowadzić do ludzkiego wyglądu.- Zmieszana Magda uciekła na górę. Szybko przeprała się w jakieś dźinsy i sweterek, związała włosy. W tym czasie Iwona pociągnęła brata za język.
– To już nie Julia?
– Z Julią to był związek czysto fizyczny. Tym razem jest inaczej ale jesteśmy na początku drogi, więc proszę cię, nie zniechęć jej. Sporo złego ostatnio przeszła…
– Spoko. Wiesz braciszku, że chcę, żebyś był szczęśliwy.
– I ja chcę tego dla ciebie. A propos… Gdzie ojciec Tośki?
– Nigdy go nie lubiłeś…
– A ty zrozumiałaś teraz, że miałem rację?
Iwona rozłożyła ręce bezradnie.
– Dawno się rozstaliście?
– Nie dawno… Tośka napatrzyła się na wojenki między nami. Chciałam, żeby od tego odpoczęła, więc przyjechałam. Ona ciebie uwielbia. Jesteś jej bohaterem.
– Ja też za nią szaleję. Dobrze, że przyjechałaś.
– Teraz to nie wiem, czy nie będziemy wam przeszkadzać…
– Proszę, przestań. Acha, musisz wiedzieć, że pokoje są jeszcze nie wyremotowane, nie mam was gdzie przenocować. Chyba, że na materacu w salonie.
– Nie, spokojnie. Mam mojscówkę w hotelu.
– Na pewno? Wiesz, nie ma to jak materac na podłodze i polowe warunki.
– Tak, jasne. Zwłaszcza z Tośką.
– Co to?- Zapytała Tosia, sięgając po śliwkę macerowaną w rumie. Szymon szybko zabrał tackę z przekąskami, które zostały z wczorajszej randki.
– To nie jest dla dzieci bąbelku. Zawiera alkohol. Resztę możesz jeść.
– A nie masz ciasteczek?
– Od ciasteczek rośnie brzuch, moja droga. Wyobrażasz sobie mnie z wielkim okrągłym brzuchem?
– Niee!!
– No właśnie.
Magda przyszła przebrana. Dziewczynka skupiła na niej swoją uwagę.
– Kim jesteś?- Zapytała.
– Mam na imię Magda.- Odpowiedziała z ciepłym uśmiechem.
– Jesteś dziewczyną wujka?- Zapytała, a Magda nie wiedziała co odpowiedzieć. Spojrzała na Szymona szukając u niego ratunku.
– Oczywiście, że jest moja dziewczyną, bąbelku.- Odpowiedział. Dziewczynka chwilę patrzyła na nią bardzo krytycznym okiem, po czym oświadczyła.
– Ok. Na razie może być.
– Na razie?- Roześmiał się. Nie bardzo wiedział o co jej chodzi ale mała zaraz wyjaśniła.
– Bo jak dorosnę, to ja się z tobą ożenię.
– Ach tak… Bąbelku, byłabyś pewnie cudowną żoną, problem w tym, że kiedy ty dorośniesz, to ja już będę okropnie stary.
– To nic.
– Będę takim dziadziem starym. A ty będziesz piękną młodą kobietą. Jak dorośniesz, znajdziesz sobie męża w swoim wieku.
– Chłopaki w moim wieku są beznadziejni i głupi.
– Dojrzeją. Wszystko będzie dobrze. Znajdziesz swojego księcia.
– A co ci się stało w rękę?- Oczy dziewczynki cały czas uciekały na opatrunek na jego przedramieniu.
– Poparzyłem się.
– Boli?
– Czasem tak. Ale się zagoi i przestanie.
– A dlaczego się poparzyłeś?
– Ratowałem kogoś z pożaru.
– To strażak też się może poparzyć?
– Tak, bąbeku, strażak, to taki sam człowiek jak inni i czasem też może się poparzyć. Ale nie za często.
– To dobrze. Pójdziemy ulepić bałwana?
– Nie mogę zamoczyć opatrunku, ale pójdę z tobą i będę ci kibicował kiedy będziesz lepić ok?
– Tak!
– No to wkładaj czapkę.
Wyszli na zewnątrz, a Magda została w domu z Iwoną.
– Słodka dziewczynka.- Powiedziała, żeby rozładować niezręczną atmosferę.
– Oczko w głowie Szymona. Jej ojciec okazał się nieodpowiedzialnym i lekkomyślnym… Nie ważne. Przywiozłam ją tu, bo chcę, żeby miała właściwy wzorzec mężczyzny w przyszłości. Jej ojciec nim nie był.
– Rozumiem.
– Jak się poznaliście?
– Mieszkam po sąsiedzku. Za płotem.
– Naprawdę?
– Tak, naprawdę.
– A to ci dopiero.- Parsknęła Iwona.
Tosia biegała po śniegu z tą cudowną dziecięcą radością. Zaczęła toczyć śnieżną kulę po trawniku wokół domu i nagle zauważyła dom z poczerniałymi ścianami i zabitymi płytą drzwiami i oknem.
– Co to?- Zapytała wskazując palcem.
– W tym domu był pożar.
– Tutaj się poparzyłeś?
– Tak, bąbelku. Tutaj.- Przykucnął, by nie musiała zadzierać wysoko głowy patrząc na niego.
– Ale uratowałeś kogoś? Jak bohater?
– Tak, udało się na szczęście.
– Nie bałeś się?
– Kochanie, każdy człowiek się boi. Bez wyjątku. I mały i duży. Jestem strażakiem a strażacy są szkoleni, żeby wiedzieć jak się zachować w pożarze, co robić. Potrafią przewidzieć jak zachowa się ogień. Ale to nie znaczy, że się nie boją. Prawdziwa odwaga to nie jest brak strachu, tylko umiejętność pokonania go i robienia tego co słuszne mimo że się boisz.
– Jesteś prawdziwym bohaterem, wójku.
– A ty miałaś ulepić bałwana. Brzuszek już masz, teraz musisz ulepić głowę.
– Z czego zrobimy mu nos i oczy?
– Coś wymyślimy. Ja poszukam mu nosa a ty tocz drugą kulkę.
Rozejrzał się. Szybko znalazł dwa kamyki na oczy. Gorzej było z nosem. Przeszedł na teren domu Magdy. Wtedy zauważył worek. Kolejny worek z ubraniami. Poszedł po niego i przyniósł do domu. – Co to?- Zapytała Iwona. Zignorował jednak to pytanie i zwrócił się do Magdy:
– Jeszcze kilka dni i nie będziemy mieli tego gdzie trzymać…
– Nie przypuszczałam, że tak będzie…- Westchnęła. Przepraszam, narobiłam ci tylko kłopotów.
– Daj spokój Madi to nie ty, tylko ta rodzinka z piekła rodem. Znajdziemy gdzieś jakieś miejsce, nie martw się. Muszę wracać do Tośki.
– Weź to.- Wręczyła mu dorodną marchewkę.
– Dzięki, tego mi było trzeba.
Pobiegł do siostrzenicy. Magda nie chciała grzebać w worku w obecności siostry Szymona.
Kiedy mała skończyła lepić bałwana i z pomocą wójka zyskał on twarz, a nawet czapkę, dziewczynka wywołała mamę z domu.
– Zobacz!
– Pięny bałwan. Jedyny taki w całej okolicy.- Przyznała mama.
– Zamokły ci rękawiczki, wracamy do domu, młoda damo.
– Mamo, widziałam dom w którym się paliło!- Zawołała dziewczynka rzucając kurtkę na podłogę.
– To ciekawe, ale proszę wrócić i powiesić kurtkę tam, gdzie powinna wisieć. Nie będziemy wujkowi robić bałaganu.- Mała posłusznie podniosła kurtkę, ale nie była w stanie sięgnąć wieszaka, więc położyła ją na szafce na buty i poklepała dla pewności, by kurtka nie spadła.
– I wujek uratował kogoś z tego domu i się poparzył!- Kontynuowała.
– O czym to moje dziecko mówi?- Westchnęła Iwona. Powinien wyjaśnić Iwonie wszystko, ale nie chciał zaglębiać się w temat przy Magdzie, by nie rozdrapywać ran. Powiedział więc tylko, że u sąsiadów się paliło, więc wziął gaśnicę i pobiegł ugasić pożar i tak się poparzył.
– Okropność, nie wiem co bym zrobiła, gdyby mój dom się palił…
Magda ze smutkiem spuściła wzrok. Wczoraj dzięki staraniom Szymona mogła o tym zapomnieć, ale to było wczoraj. Teraz wszystko wróciło.
Szymon domyślał się, że nie chodzi o kręgosłup.
– Pójde do niej na chwilę. Sporo ostatnio przeszła. Nie czuje się najlepiej.
– Skoro tak, to obiecuję, że postaramy się z Tośką jej nie męczyć.
Szymon poszedł do swojej sypialni. Zastał ją leżącą na łóżku, tyłem do wejścia.
– Madi…- Położył się obok niej i objął ją.- Co się dzieje?
– Przepraszam, chyba nie byłam na to przygotowana. Nie spodziewałam się, że pojawi się ktoś jeszcze. W sumie to czas świąteczny, nic dziwnego, że odwiedzili cię najbliżsi. Nie chcę wam preszkadzać. Jestem tutaj piątym kołem u wozu.
– Gadasz bzdury. Powiedziałem ci, że teraz to jest także twój dom. To obowiązuje, bez względu na wizyty kogokolwiek. To twój dom i bardzo bym chciał, abyś dobrze się tutaj czuła.
– Wiem. Jestem ci za to tak bardzo wdzięczna… Ja… Potrzebuję czasu.
– To zrozumiałe. Mogę z tobą zostać?
– Powinieneś dotrzymać towarzystwa siostrze. Tosia pewie liczy na to, że spędzisz z nią czas.
– Iwona zrozumie. Chcę pobyć z tobą. Chodż, przytul się.
Chciał być przy niej tak długo, jak długo będzie tego potrzebowała. Leżeli w milczeniu. Nie potrzebowali nic mówić. Cisza nie była niezręczna. Była czymś, co stworzyło między nimi większą więź. W końcu zerknął na zegarek i mruknął:
– Trzeba pomyśleć o jakimś obiedzie. Masz na coś ochotę?
– Nie. Co zrobisz to będzie dobre.
– A może mi pomożesz?
– Nie, dziękuję.
– Dobrze, dam ci spokój. A właściwie… Czy jest toś co zawsze dodaje ci siły, kiedy jest źle? Masz coś takiego? Zastanów się.
Wyszedł, zostawiając ją samą. Razem s siostrą i z Tosią zajęli się przygotowaniem obiadu.
– Co z twoją dziewczyną? Nie przyjdzie?
– Obawiam się, że ma depresję. Chyba nie potrafię jej pomóc…
– Z jakiego powodu?
– To jej dom podpalono. Dlatego mieszka tutaj a nie u siebie.- Teraz mógł opowiedzieć siostrze o napadzie, Piotrusiu Pałce i jego matce.
– Rany… Nic dziwnego, że dziewczyna ma traumę. Może daj jej trochę więcej czasu i po prostu ją kochaj.
– Czasem to nie wystarczy.
– Braciszku, znam cię. Nikt nie potrafi się tak troszczyć o kobietę, jak ty. To chyba nasza obecność sprawiła, że ona się wycofała. Może nie jest przyzwyczajona do dzieci… A właściwie… Gdzie jest Tośka?- Iwona rozejrzała się. Dziecka nigdzie nie było.
– Mam nadzieję, że nie zawraca głowy twojej dziewczynie.
– Poszukam jej. Przypilnuj obiadu, zaraz będzie gotowy.
Szymon szukał dziewczynki po całym domu, ale nigdzie jej nie było. Przechodząc obok sypialni usłyszał śmiech. Wszedł do środka i zobaczył Tosię i Magdę razem siedzące na łóżku i zajęte wspólną zabawą.
– Tu jesteś bąbelku. Co robicie?
– Bawimy się.- Odparła dziewczynka. Obie miały w rękach lalki i odgrywały jakieś scenki. Szymonowi na ten wdok ciepło zrobiło się na sercu. Pocałował w policzek każdą z nich, a potem zakomunikował.
– Wybaczcie, że przerywam wyśmienitą zabawę, ale zaraz będzie obiad. Szef kuchni zaprasza na…
Zawiesił głos, by Tosia mogła dokończyć zdanie, które zaczął. Twarz dziewczynki rozpromieniła się:
– Pierogi!
– Acha… A z czym?
– Z wątróbką?
– Tak!- Przybił piątkę z dzieckiem. O takich pierogach Magda jeszcze nie słyszała.
– Z wątróbką??
– Ulubione pierogi mojego ulubionego bąbelka.
– Kocham cię wujku!
– Ja ciebie też, calineczko. Najbardziej na świecie.
Szymon w towarzystwie tego dziecka stawał się zupełnie innym człowiekiem. Nie był już tym poważnym twardzielem, ale troskliwym, pełnym czułości, ba nawt żywiołowym wujaszkiem. Magdzie bardzo się podobały oba te oblicza i to, że nie zależnie od tego które z nich brało górę, cały czas można było czuć, że jest protektorem. Że każdy kto znajduje się pod jego opieką jest bezpieczny.
Pierogi z wątróbką okazały się całkiem smaczne. Magda zjadła je z przyjemnością, a potem zerknęła na zegark, szybko włożyła buty, płaszcz i poprawiła włosy.
– Spieszę się, wrócę za godzinę.
Nie wiedzieli dokąd wyszła, a ona poszła do kościoła. Było przecież święto, nowy rok. Naturalnym było dla niej pójście na mszę. Zaraz po porzaże była bardzo przybita, jakby tkwiła we mgle. Jakby ktoś wyciągnął jej wtyczkę. Gdy Szymon zapytał, czy jest coś co dodaje jej sił, odpowiedź mogła być tylko jedna. Msza święta.
Siedząc w kościele czuła, że wraca jej nadzieja i samopoczucie się poprawia. Podczas ogłoszeń ksiądz czytał gdzie i kiedy pójdzie z wizytą duszpasterską. Do niej także przychodzi co roku. Tylko, że tym razem nie miała go gdzie przyjąć. Musiała mu o tym powiedzieć.
Zaczekała na niego. Przysiadła na murku ogrodzenia i obserwowała drzwi. Wszyscy ludzie wyszli. Iektózy stali i rozmawiali grupkami. Potem wybiegli ministranci a na końcu wyszedł ksiądz. Poseszła do niego szybko, żeby jej nie uciekł.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
– Na wieki wieków, witaj Madziu. Jak się masz?
– Chciałam porozmawiać o kolędzie.
– Słucham więc.
– Bo widzi ksiądz, w moim dom był pożar…
– Tak, słyszałałem. Czy te plotki o Pałkach…
– To Wszystko prawda. Napad, skazanie Piotrusia a potem… Jego matka podpaliła mi dom.
– Poważnie ona?
– Jest nagranie z monitoringu i odciski palców na butelce z benzyną.
– Boże drogi… Nigdy bym się nie spodziewał…
– Ani ja. Ale stało się. W moim domu trzeba będzie zrobić kosztowny remont. Będę próbowała uzyskać z ubezpieczenia ile się da, ale wiem, że to nie wystarczy.
– Jutro ogłoszę zbiórkę w parafii. Na każej mszy. Czego potrzebujesz?
– Będzie trzeba skuć tynki, osuszyć ściany nagrzewnicą, założyć nowe tynki, elektrykę, malowanie, podłogę, meble, nowe drzwi… Stać mnie tylko na założenie nowego okna.
– Rozumiem. Ogłoszę to na mszach i zobaczysz, że ludzie pomogą.
– Bardzo dziękuję.
– A gdzie ty właściwie mieszkasz w tej sytuacji? Masz się gdzie podziać?
– Tak, przygarnął mnie sąsiad, który wprowadził się nie dawno do domu po Olesińskich. Nie wiem jaki on ma stosunek do kościoła, a chciałabym, żeby przyszedł ksiądz po kolędzie. Poroznawiam z nim i jutro dam znać, dobrze?
– Jest jakiś nowy sąsiad?
– Tak strażak z PSP. On pierwszy zareagował i gasił gaśnicą. I przygarnął mnie do czasu aż u mnie da się mieszkać.
– To dobry człowiek.
– Tak. Szlachetny bardzo. Porozmawiam z nim, mam nadzieję, że się uda. Szczęść Boże.
– Szczęść Boże, trzymaj się.
Iwona, Tosia i Szymon siedzieli na podłodze i grali w jakąś grę, świetnie się przy tym bawiąc.
– W co gracie? Mogę się przyłączyć?- Usiadła na podłodze. Razem z nimi.
– Umiesz w to grać?- Zapytała Tosia.
– Nie. Nauczysz mnie?
– Bo to jest taka gra, że się łowi żabki na wędkę.
– Zręcznościowa? No dobra, to może dam radę.
Grali do wieczora i bawli się z Tosią. Mała była w centrum uwagi i popisywała się jak umiała. Po kolacji Iwona zabrała ją i pojechały na nocleg do hotelu. W domu zrobiło się cicho.
Szymon pozbierał poduszki, ogarnął salon.
– Tosia jest cudowna.- Przyznała Magda.- Męcząca, ale cudowna.
– To prawda.- Uśmiechnął się.- Miło było także widzieć także radość na twojej twarzy.
– Chciałam o czymś z tobą porozmawiać…
– Zamieniam się w słuch.- Usiadł na kanapie, a ona przy nim.
– Zapytałeś czy mam coś takiego, co daje mi siłę kiedy jest źle…
– Mhm…
– Jest coś takiego… Nie wiem co ty o tym myślisz, czy ci się to podoba, czy wręcz przeciwnie, ale to jest dla mnie bardzo ważna sprawa i ważna część mnie… Jestem wierząca i chodzę do kościoła. Tam ozdyskuję siły, nadzieję…
– Rozumiem.- Kiwnął głową i czekał na ciąg dalszy.
– Poszłam dzisiaj na mszę. Rozmawiałam z księdzem. Obiecał, że ogłosi w parafii zbiórkę dla mnie. – To świetnie, cieszę się.
– Zmierzam do tego, że… Kurczę, nie wiem jak cię o to zapytać…
– Najlepiej wprost. O co chodzi, Madi?
– Bo widzisz… Od zawsze co roku przychodził do nas ksiądz po kolędzie. Po śmierci mamy zostałam sama, ale nadal przyjmuję księdza. Lubię kiedy przychodzi. Niestety w moim domu nie mogę go przyjąć…
– Chcesz, żeby przyszedl tutaj po kolędzie?
Pełna niepewności kiwnęła głową. Obawiała się jego rakcji.
– Jeśli to dla ciebie ważne, to się zgadzam. Nie pamiętam już jak to się odbywa.
– Przyjdzie, pomodli się, posiedzi kilka minut, zamieni parę zdań i sobie pójdzie.
– Ok. Mam być obecny?
– Jesteś gospodarzem tego domu… Tak wypada. Ale jeśli nie chcesz…
– Nie mam z tym problemu. Jeśli ty tego chcesz, to zorganizuj takiee spotkanie.
Była mu tak wdzięczna, że spontanicznie pocałowała go.
– Dziękuję.
– Mówisz, że jesteś wierząca i tak dalej… Czy to znaczy, że z seksem czekaż do ślubu?- Zapytał unosząc brwi. Magda uśmiechnęła się.
– To mogłoby nigdy nie nastąpić. Nie jestem święta. Do tej pory trafiałam źle i moje doświadczenia wcale nie są przyjemne w temacie seksu. Dlatego postanowiłam, że pójde do łóżka jeśli będę czuła stu procentowy komfort. Jeśli będę czuła że jestem kochana, szanowana, jeśli będę czuła, że ten związek ma mocne fundamenty i pewną przyszość. Nie chcę więcej bylejakości, instrumentalnego traktowania i presji oczekiwań, że będę na każde skinienie.
– Cieszę się, że tak mówisz. Każda kobieta powinna tak do tego podchodzić. Dbać o swą godność, nie zadawać się nieudacznikami, którzy traktują kobiety instrumentalnie, sprowadzają do roli sprzątaczki, czy prostytutki. Trzeba trzymać wysoki poziom. Przyciągasz to, czego oczekujesz, bo automatycznie zachowujesz się odpowiednio do swoich oczekiwań.
Nie spodziewała się usłyszeć czegoś takiego. Żebraków seksualnych spotkała w życiu na pęczki. Nie sądziła, że istnieje na świecie jakiś facet, który wymaga od kobiet by były „trudne”.
– Jesteś prawdziwy?- Zapytała i dziobnęła go palcem kilka razy. Chwycił ją za kark i spojrzał jej w oczy. – Prawdziwa kobieta musi być damą.- Oświadczył i pocałował ją namiętnie.
– Jutro wracasz do pracy?
– Zapytał.
– Niestety tak.- Westchnęła.
– Może akurat dobrze ci to zrobi? Skupisz uwagę na czymś innym.
– I tak mi się nie chce. To może byśmy się umówili na tą kolędę na sobotę pod wieczór? Odpowiada ci?
– I tak jestem cały czas w domu. Mam siedzieć na L4 cały miesiąc.
– Naprawdę? To musi być bardzo głębokie poparzenie.- Zmartwiła się.
– Lekarz przesadza. Mógłbym normalnie pracować. Marnuję czas podczas gdy chłopaki mnie potrzebują.
– Potrzebują cię w stu procentach sprawnego. Żeby nie trzeba było na ciebie uważać, albo żebyś się nie zawahał, kiedy w wysokiej temperaturze ręka będzie tak boleć, że będziesz musiał wyjść.
– Masz rację. Skąd wiesz takie rzeczy?
– Jestem fanką serialu o strażakach z Chicago.
– Fanka serialu…- Parsknął.
Rano Magdlaena musiała wstać bardzo wcześnie. Nie chciała budzić Szymona,. Bardzo szybko wyłączyła alarm w telefonie, ale i tak się przebudził i podniósł głowę by sprawdzić co się dzieje.
– Śpij, to tylko ja.- Szepnęła.
– Przyjdź do mnie zanim wyjdziesz.
– Ok.- Uśmiechnęła się i poszła do łazienki. W normalnych okilicznościach rano miała swoją rutynę. Szła do kuchni, wstawiała wodę na kawę, potem szła do łazienki. Następnie zalewała kawę, robiła sobie śniadanie. Przygotowywała także śniadanie do pracy. Tutaj, nie u siebie nie miała tego komfortu. Tak bardzo chciała wrócić do swojego domu… Szymon był niemal ideałem, ale wciąż czuła, że nie może u niego czuć się całkowicie swobodnie. Panowały tu jego zasady, to było jego terytorium. Nie potrafiła myśleć o tym inaczej.
Przed wyjściem, tak jak Szymon porosił, poszła do niego.
– Szymon?
Nie spał, czekał. Wstał z łóżka, objął ją w talii i uśmiechnął się ciepło
– Chciałem tylko życzyć ci miłego dnia.- Zrobiło jej się ciepło na sercu. Nikt nigdy nie traktował jej w taki sposób. Było to dla niej coś niezwykłego.
– O, jak miło. Dziękuję. Tobie także życzę miłego dnia. Taki początek dnia, to ja rozumiem.
Pocałował ją w czoło i dodał:
– Jedź bezpiecznie i wracaj bezpiecznie. Do później.
– Do później pa.
Powrót do pracy po tylu dniach urlopu był dla Magdy jak powrót z innego świata. Na chwilę mogła się skupić na wykonywaniu obowiązków, ale szybko dopadło ją to, przed czym wolałaby uciec. Wszyscy wiedzieli już o pożarze, ciągle ktoś o to pytał. Mgdę bardzo to irytowało, nie mogła się skupić na kompletowaaniu zamówień, pomyliła produkty. Na szczęście ktoś inny to wychwycił. W końcu gdy po raz kolejny ktoś poruszył temat pożaru i tego co Magda teraz zrobi, ucieła krótko i całą uwagę skupiła na pracy. Burknęła nawet coś niegrzecznie, by wreszcie dali jej spokój. Zamówień było dużo i były ciężkie. Magda już po kilku gdzinach poczuła mocne napięcie w plecach i ból w odcinku lędźwiowym. Nie mogła się schylać, przykucała zamiast tego. Pod koniec dnia ledwo mogła się poruszać. Prowadzenie samochodu w takiej sytuacji zawsz sprawiało jej dużą trudność. Musiałą bardzo uważać na drodze. Gdy wreszcie dotarła do domu Szymona i zaparkowała na podjeździe, z trudem wyszła z samochodu. Weszła, powiesiła płaszcz na wieszaku, zdjęła buty i położyła się na podłodze.
– Madi? Magda co ty robisz?- Zareagował od razu na to dziwne zachowanie.
– To mi pomaga na plecy.
– Dzwoniłaś do tego fizjoterapeuty?
– Nie. Jeszcze nie. Nic mi się nie działo.
– Powinnaś iść do lekarza.
– Byłam u neurologa nie tak dawno. Rehabilitację będę mieć w lipcu.
– W lipcu? Nie, tak nie może być. Cierpisz, coś z tym trzeba zrobić. Dzwonię do Krzyśka.- Poszedł po telefon. Magda porozciągała się trochę, po czym wstała i poszła do kuchni, by zrobic sobie kawę. Czuła się nieswojo. Szymon bardzo zdecydowanym tonem rozmawiał telefonicznie z kolegą fizjoterapeutą. Przekonał go, by ten przyjechał wieczorem. Kiedy zakończył rozmowę, zakomunikował Magdzie, że wieczorem Krzysztof przyjedzie, by jej pomóc.
– Szymon, proszę, nie złość się na mnie.
– Prosiłem, byś umówiła się na masaż.
– Tak, ale nie pracowałam, więc nic mi nie dolegało. Wróciłam do pracy po przerwie, a zamówień było dużo, więc było ciężko. Nie da się tego ominąć.
– Ale jeśli wiesz, że masz problemy z kręgosłupem, to musisz zrobić wszystko, by zminimalizować szkody.
– Przepraszam. Nie chciałam cię zdenerwować. Nie złość się. – Bąknęła. Podszedł i objął ją w talii i powiedział, wpatrując się w jej twarz:
– Nie jestem zły, tylko się martwię. Taka praca cię wykończy, a ja nie chcę patrzeć, jak osoba mi droga cierpi.
Nic nie odpowiedziała. Cóż mogła powiedzieć. Życie nie jest proste i lekkie, a ona nie urodziąła się księżniczką. Miała baradzo trudny start w życiu. Próbowała mimo to dawać sobie radę, ale wszystko ma swoją cenę. Jej ceną były zwyrodnienia w kręgosłupie i wiecznie spięte mieśnie i powięź.
– Madi musisz coś zmienić. Znaleźć pracę, która nie będzie cie tak obciążać, albo przemyśleć pomysł z otwarciem własnego lokalu.
– Nie mam ani odwagi, ani pieniędzy. Najpierw chcę móc wrócić do domu. A nie mogę.
– Żle się tutaj czujesz?
– Nie, oczywiście, że nie. Ale kocham mój dom. Mieszkam w nim od urodzenia. To podpalenie i to wszystko… To jest jakiś koszmar….
Zrozumiał, że Magda sama sobie nie poradzi z tą traumą. Wpadł wtedy na pewien pomysł, który mógł okazać się pomocny. Przynajmniej miał nadzieję, że taki będzie. Pomysł musiał jednak na razie poczekać.
Późnym wieczorem przyjechał kolega Szymona, krzysztof, ze składanym stołm do masażu pod pachą. Wchodząc, mruknął do Szymona:
– Bardzo cię proszę, nie rób mi więcej takich numerów.
– Wiem, że przegiąłem, ale jesteś naprawdę potrzebny. Chodź.
– Gdzie mam się rozłożyć?
– Gdziekolwiek.
Krzysztof rozłożył stół w salonie. Przywitał się z Magdą i przeszedł do rzeczy:
– Dobra, nie ma czasu na konwenanse. Zdejmij koszulkę i połóż się.
Nieco zaskoczona Magda spojrzała na Szymona niepewnie.
– Wyjdę, żebyś nie czuła się niezręcznie.- Rzekł i ulotnił się. Magda w dresowyc spodniach i staniku położyła się na stole. Fizjoterapeuta rozpiął jej stanik, nasmarował dłonie oliwką i gdy tylko dotknął jej pleców, mruknął:
– O rany, dziewczyno. Coś ty robiła? W kamieniołomach pracujesz?
– Prawie.- Odparła.
– Jesteś potwornie zbita. Dawno nie widziałem czegoś takiego… Rozluźnij się.
Każdy nacisk na te miesca, któe bolały ją najbardziej, powodował mocny ostry ból. Podnosiła tyłek w odruchu obronnym.
– Nie podność tego tyłka.
– Sam się podnosi bo mnie boli.
– Ano boli. Co ma nie boleć.
– Będę wrzeszczeć.
– A wrzeszcz do woli. Jak ma działać, musi boleć.
Kontynuował bez litości.
– Auaa! Boli!
Słysząc to, Szymon zajrzał do salonu.
– Co? Aż tak źle?- Zapytał, spoglądając na Krzyśka. Jego wzrok mimochodem powędrował na ciało Magdy.
– Żleee.- Jęczała dziewczyna.
– Gorzej niż źle. Powięź strasznie twarda, ściągnięta, bardzo zbite kręgi. Nie wiem, czy dam radę coś zdziałać.
– Próbuj. Musisz jej pomóc na tyle, na ile to możliwe.
Krzysiek długo ją masowa. Tyłek przestał się podnosić, mięśnie się w końcu rozluźniły. Na koniec pokazał jej jak powinna się codziennie rozciągać przed pracą i po niej, żeby móc normalnie funkcjonować. Na koniec Krzysztof zapisał ją na wizytę w swoim gabinecie za miesiąc, poskładał sprzęt. Szymon zapłacił koledze nim ten wyszedł.
– Jak się teraz czujesz?- Zapytał, gdy zakładała koszulkę.
– Lepiej. Nie idealnie ale czuję ulgę. Dużą.
– Bardzo się cieszę.
Magda zastanawiała się nad swoją relacją z Szymonem. Byli sobie bliscy, to nie ulegało wątpliwości. Troszczył się o nią, ale zainteresowanie okazywał ojcowską czułością i pocałunkiem od czasu do czasu. Raz był to pocałunek typowo ojcowski, raz namiętny. Przez to zupełnie nie wiedziała co ma myśleć, a podobał jej się do szaleństwa.
Dzięki wizycie duszpasterskiej, mogła na chwilę skupić się na czymś innym. Musiała przygotować się na przyjście kapłana.
Szymon nie miał czegoś takiego, jak obrus. Przyniosła więc swoje, wyprała w wybielaczu. Przyniosła też stojący krzyżyk. Świeczki jakieś znalazł.
Kiedy nadszedł wieczór wizyty duszpasterskiej, najpierw zjawili się dwaj ministranci. Magda poczęstowała ich pierniczkami. Niedługo po nich przyszedł ksiądz. Oboje powitali go wprogu. Przy okazji Magda przedstawiła Szymona jako gospodarza.
– Więc to jest nowy obywatel miasta. Witam pana.- Ksiądz uścisnął mu dłoń. Ministranci po wyrecytowaniu podziękowań za kolędę ruszyli dalej. Ksiądz pomodlił się, razem z Magdą. Szymon milczał w tym czasie, choć był obecny. Następnie ksiądz pobłogosławił dom i jego mieszkańców, potem usiedli. Szymon od razu zaproponował:
– Może napije się ksiądz czegoś? Kawa? Herbata? Coś innego?
– To miło, dziękuję. W sumie napiłbym się herbaty.
– A może jest ksiądz głodny?
– Nie, za posiłek dziękuję.
– W takim razie mamy pierniczki. Prosze się częstować.- Magda postawiła przed nim tależ. Szymon po chwili przyniósł herbatę.
– Widziałem twój dom. Rzeczywiście, nie wygląda to dobrze…- Westchnął zmartwiony kapłan.
– Czekamy na decyzję ubezpieczyciela.- Wtrącił Szymon.
– Tak bardzo chciałabym móc wrócić do domu… – Rzekła Magda, ze smutkiem.
– Rozumiem cię. Na pewno niedługo wrócisz. Zbiórka w parafii idzie całkiem, całkiem. Dziś był u mnie jeden przedsiębiorca. Powiedział, że może ofiarować drzwi. Całkiem nowe, prosto ze sklepu.
– Naprawdę? To super.- Szymon był zaskoczony. Ona uśmiechnęła się powściągliwie.
– Tak, to już coś. Bardzo mu dziękuję.
– Mam coś dla ciebie, Madziu… Tyle na razie zebraliśmy do puszek po mszach…- Ksiądz wygrzebal z kieszeni sutanny grubą kopertę i wręczył jej. Zajrzała do środka. Było tam mnóstwo banknotów o najróżniejszyych nominałach.
– Wow, ile tego jest?
– Na razie dokładnie siedemnaście tysięcy trzysta osiemdziesiąt złotych.
– Wow, dużo pieniedzy… Bardzo dziękuję. Naprawdę bardzo…
– Bardzo księdzu dziękujemy.- Powtórzył z szacunkiem Szymon.
– A pan dawno się tu wprowadził?
– Jesienią.
– Co pana tu przywiodło? Z daleka?
– Z Wrocławia. Dostałem przydział w tutejszej jednostce PSP.
– Strażak, pięknie. Bardzo chwalebny zawód.
– Szymon jest kapitanem.
– Po awansie wylądował pan u nas…
– Nie do końca. Wcześniej pracowałem w policji, ale rzuciłem to. Zrobiłem szkołę pożarniczą, po niej dostaje się stopień kapitana.
– Ach, rozumiem. Czemu zmienił pan pracę, jeśli wolno zapytać?
– Mój ojciec był policjantem. On oczekiwał, że pójdę w jego ślady. Miałem smykałkę w genach, a wychowując mnie wpoił mi, że zawsze należy robić to, co słuszne. Zrobiłem więc to, co słuszne i tak jak chciał, służyłem w pionie kryminalnym.
– O, to poważne stanowisko.
– No tak, miałem do czynienia z tymi groźniejszymi przestępcami. Morderstwa, wyłudzenia, przemyt, handel ludźmi, narkotykami… Wszystko.
– I co sprawilo, że został pan strażakiem?
– To było to, czego zawsze chciałem. Po jednej z akcji, w której zostałem dość ciężko ranny, podjąłem decyzję, że jeśli mam ryzykować życie, to nie w ten sposób. Gdy wróciłem do zdrowia rzuciłem pracę i poszedłem własną drogą, a nie drogą ojca.
– Ojciec się z tym pogodził?
– Zmarł wcześniej na zawał. Nie doczekał tego.
– Myślę, że patrząc na pana z góry, jest dumny.
– Kto to wie…
– Myślę, że ksiądz ma rację. – Wtrąciła Magda. Nie spodziewała się, że podczas kolędy dowie się czegoś o życiu Szymona. Ksiądz uśmiechnłą się.
– Dziękuję, że pomógł pan Madzi, to bardzo dobra dziewczyna.
– Jest niezwykła.- Przyznał.- Cieszę się, że mogę jej pomóc. Nie zasłużyła na całe to zło, które ją spotyka.
– Zdecydowanie, ale cóź… Nie znamy Bożych ścieżek. To co się zdarza, musi się zdarzyć, aby droga naszego życia szła w takim, a nie innym zaplanowanym przez Boga kierunku.
– Prosze wybaczyć, ale nie jestem wierzący. Nie mam nic przeciwko kościołowi, czy księżom. Nigdy nie popierałem hejtu jaki teraz się wylewa na kler. Nie wrzucam wszystkich do jednego wora i zawsze patrzę na dowody. Jako dziecko chodziłem do kościoła, bo ojciec tego chciał. Choć nigdy właściwie nie wierzyłem. Nie rozumiałem po co to wszystko. Zawsze się zastanawiałem skąd tyle zła. Czemu ludzi spotyka cierpienie, jeśli Bóg jest i dobry i wszechmogący. Uznałem, że go nie ma, bo nie widziałem żadnego dowodu na to, że jest.
– Roumiem. Szanuję pańskie poglądy i tymbardziej dziękuję, że zechciał pan przyjąć mnie po kolędzie.
– Zrobiłem to, ponieważ Madi tego chciała. Szanuję jej poglądy.
– To dowodzi, że jest pan szlachetnym człowiekiem. Cieszę się, ze pana poznałem, i że moja parafianka ma kogoś, na kim może polegać. Gdyby pan zechciał porozmawiać, zapraszam. Do kościoła na mszę także zapraszam, jeśli kiedyś zmieni pan zdanie.
– Nigdy nic nie wiadomo.
– Dokładnie. Niezbadane są ścieżki Pana.- Uśmiechnął się ksiądz. Zaraz potem jednak spoważniał.- Wciąż nie mogę się pogodzić z tym jsk zachowała się Pałkowa. Jej syn, to wiadomo… Można się było spodziewać, ale ona… Nigdy bym nie przypuszczał, że może zrobić coś takiego.
– Ja też. Zawsze była szurnięta, ale nigdy groźna dla otoczenia.
– Wystąpiliśmy o zakaz zbliżania się dla obojga.- Powiedział Szymon.
– Cóż, w tych okolicznościach to chyba słuszne.- Przyznał ksiądz.- Zasiedziałem się. Będę leciał dalej.
Wizyta księdza okazała się pozytywnym doświadczeniem dla Szymona, który od czasów szkoły nie był w kościele. Magda cięgle myślała o tym, co powiedział on księdzu o swoim życiu. Bardzo chciała poruszyć ten temat. Nie wiedziała tylko jak.
Wieczorem zamyślona prasowała w sypialni.
– Ten ksiądz jest całkiem w porządku. Miło, że próbuje ci pomóc. Każdy grosz ci się przyda. Madi? Słuchasz mnie?
Nie zareagowała, pogrążona w rozmyślaniach.
– Madi? Jesteś nieobecna.- Rzekł biorąc żelazko z jej rąk i odstawiając je na bok, bezpiecznie.
– Przepraszam…
– Coś cię martwi?
– Nie, tylko… Myślałam o czymś?
– Powiesz o czym, czy wolisz zostawić to dla siebie?
– O tym, co opowiedziałeś księdzu ale nie wiem czy pwinnam cię pytać o twoje prywatne sprawy…
– Madi, nie mam nic do ukrycia. Myślę, że powinniśmy wiedzieć o sobie wszystko, więc jeśli chcesz coś wiedzieć, pytaj, a ja szczerze dopowiem. Usiądźmy.- Wyciągnął wtyczkę od żeazka z kontaktu. Usiedli na łóżku. Czekał, aż zada jakieś pytanie, a ona próbowała jakoś ułożyć je w głowie, żeby nie powiedzieć czegoś nie tak.
– Słucham. Mów.
– Chodzi o ten wypadek… To stąd masz tą bliznę na korpusie?
– Tak.
– Możesz mi powiedzieć co się wydarzyło?
– To była akcja wymierzona w chandlarzy narkotykami. Takna operacja. Wkupiłem się w łaski szefa grupy przestępczej rozprowadzającej mefedron na ulicach Wrocławia. Chcieliśmy dorwać churtownika u którego się zaopatrywali. Wiedziałem kiedy i gdzie będzie dostawa. Przygotowaliśmy zasadzkę. Wszystko szło dobrze. Niestety zostałem zdekonspirowany i wystawiony. Wiedząc o zasadzce szef gangu przygotował pułapkę na mnie. Wysłał mnie wcześniej na miejsce gdzie miało dojść do transakcji. Tam doszło do wybuchu. Byłem ciężko ranny i przyspany gruzami. Jak się okazało, zdradził mnie jeden z kolegów z policji. Miał układy z gangiem, płacili mu grubą kasę by trzymał policję z dala od nich.
– Boże…
– Dowiedziawszy się o tym, że jestem w szpitalu i waczę o życie mój ojciec dostał rozległego zawału i zmarł. Nie mogłem nawet być na pogrzebie.
– To straszne…
– Doszedłem do wniosku, że nie mogę pracować tam, gdzie ktoś kto miał mnie ubezpieczać, wystawił mnie na pewną śmierć. To był pretekst, aby przestać żyć tak jak oczekiwali tego ode mnie inni i zacząć żyć tak, jak ja tego chcę. Cenię sobie bardzo doświadczenie jakie zdobyłem pracując w policji. To wszystko także jest częśćią mnie, ukształotowało mnie i przygotowało na dalszą drogę. Więc nie jest tak, że uważam to za złe, lub niepotrzebne. Zdrada kogoś komu ufałem także mnie dużo nauczyła. Cieszę się jednak, że pracuję w PSP. Tu jest moje miejsce.
– Nie wiem co powiedzieć, Szymon… – Podniosła wzrok. Miała błyszczące oczy. Takie piękne oczy… Smutne…
Dotknął z czułością jej twarzy, uśmiechając się lekko.
– Nic nie mów, nie trzeba. To już należy do przeszłości. Jestem tu, cały i zdrowy. I skupiony na przyszłości. Ty też spóbuj skupić się na przyszłości. Już niedługo wyremontujesz dom, wszystko się jakoś ułoży. Zobaczysz…
W sobotę rano gdy Szymon obudził się, Magdy już nie było w łóżku.
Nie było jej też w domu. Jej samochód stał przed domem, więc nigdzie nie pojechała. Musiała więc być w swoim domu. Ubrał się i poszedł tam. Płyta pilśniowa zabezpieczająca wejście, osadzona już na zawiasach i zabezpieczona kłudką, była otwarta. Wewnątrz w przedpokoju stały nowiutkie drzwi i czekały na montaż.
– Madi? Jesteś tu?- Zapytał, ale nikt mu nie odpowiedział. Zajrzał do spalonego salonu. Wszystko było czarne. Nie było jej tam, więc szukał dalej nawołując. W końcu usłyszał jakiś hałas z poddasza. Wyszedł na górę. Zastał ją w sypialni, siedzącą w fotelu z butelką alkoholu w ręce. Była w grubej misiowej piżamie, grubym szlafroku i glanach. Pijana w sztok.
– Tu jesteś, Madi.
– Lubię jak mówisz do mnie Madi.- Mruknęła.
– Wiem. Chodź, zabiorę cię do domu.
– Tu jest mój dom. Mój świat. Moje zasady. Mój kochany dom…- Zaczęła płakać.
– Wiem kochanie. Twój dom. Tylko tu czujesz się sobą. Bezpieczna i swobodna.
– O to. To.- Machnęła ręką, w której trzymała butelkę. Wziął ją na ręce, bo tak pijana nie była w stanie iść sama, zwłaszcza po chodach.
– Chodźmy stąd. Jesteś przemarznięta.
Musiał bardzo ostrożnie schodzić po schodach, niosąc półprzytomną Magdę w ramionach.
– Dlaczego jesteś taki… Taki… Idealny. Taki… Nie ma takich facetów. Ty nie istniejesz naprawdę.- Mruczała pod nosem, kiedy niósł ją do swego domu. Po drodze wypuściła butelkę z ręki.- Na pewno udajesz… Ja się zakocham a potem okaże się, że masz jakąś żonę, albo że jesteś psychopatą. Narcyzem… Albo coś…
Nic nie odpowiedział. Dyskusja z pijaną osobą nie miała najmniejszego sensu. Zaniósł ją prosto do sypialni i położył na łóżku. Ona wciąż obejmowała go za szyję. Czuł jej oddech śmierdzący alkocholem.
– Podobam ci się? Powiedz.- Bełkotała.Działam na ciebie choć trochę? Czy jestem do niczego?
– Oj dziewczyno…- Mruknął i uwolnił się z jej ramiom. Okrył ją szczelnie kołdrą, aby ją rozgrzać. Prawie natychmiast zasnęła.
Szymon usiadł i zamyślił się, patrząc na nią. Nie ufała mu, bo był zbyt idealny? Bała się, że ją oszuka, że okaże się draniem. To dlatego nie potrafiła do końca się przy nim rozluźnić. Jak złe musiała mieć doświadczenia z mężczyznami, że wybudowała wokół siebie taką twierdzę obronną…
Magda nie była zwyczajną kobietą. Przeciętną. Miała wysokie standardy, które wynikały z wcześniejszych złych doświadczeń. Tak bardzo potrzebowała komuś zaufać, zwłaszcza teraz po tylu przejściach, a tymczasem właśnie teraz najmocniej broniła się przed otwarciem na uczucie, na wpuszczenie do swego życia drugiego człowieka. W tej sytuacji nie mógł zrobić nic, aby ją naciskać, przynaglać. Wręcz musiał chronić ją przed nią samą.
Jak miał jednak sprawić, by mu zaufała, skoro wszystko co robił sprawiało iż świeciła jej się lampka ostrzegawcza. Czerwona lampka alarmująca, że jest zbyt idealny, by mógł być szczery i prawdziwy. Jak miał z tym walczyć?
Spała bardzo długo. Obudził się dopiero w niedzielę wczesnym rankiem z potężnym bólem głowy, światłowstrętem i mizofonią. Szymon przyniósł jej tabletkę na kaca i butelkę wody.
– Boże jak boli…
– Nieźle się urządziłaś. Częśto ci się to zdarza?
– Pierwszy raz w życiu. Mam nadziję, że nie zrobiłam czegoś, albo nie powiedziałam….
– Byłaś tak pijana, że nie byłaś w stanie.
– Boże, naprawdę? Ale wstyd… Przepraszam.
– Przynajmniej się rozluźniłaś.
Szymon powoli postawił ją na nogi. Kawą, piwem i wysokokalorycznym jedzeniem.
Cały czas czuła się, jak przeżuta i wypluta, ale mogła już normalnie funkcjonować. Po południu oświadczył, że dokądś ją zabiera. Nie chciała, ale się uparł.
Zabrał ją do swojej remizy. Gdy zobaczyła że parkują przy remizie, ożywiła się.
– Przywiozłeś mnie do twojej pracy? Akurat dzisiaj? Na kacu?
– Akurat dzisiaj.- Potwierdził Musiał kuć żelazo, póki gorące.
Gdy wszedł, jego ludzie zareagowali radością.
– Kapitanie! Co słychać Falcon? Jak się czujesz? Kiedy wracasz?- Pytali wszyscy. On przedstawiał im wszystkim Magdę, wspominając, że to dla niej prowadzą tę zbiórkę w internecie.
– Zbiórka nieco swolniła, ale na dzień dzisiejszy mamy już prawie 20 tysi.- Powiedział jeden ze strażaków.
– Naprawdę? Badzo się cieszę.
– Dziękuję bardzo, naprawdę… Nawet nie wiecie jak bardzo jestem wdzięczna za waszą pomoc i za to, co robicie na co dzień.- Mówiła zaaferowana.
– Serio? Jesteś nam wdzięczna za to, że myjemy okna, sprzątamy, czyścimy buty….- Wymieniał któryś.
– Tak.- Roześmiała się.- Za to też, bo dzięki temu możecie być skuteczni w działaniu kiedy przychodzi wezwanie.
– Pójdę pogadać z komendantem. Jest u siebie?- Szymon chciał ją zostawić samą z kolegami. Wiedział dobrze co robi.
– Stary? Tak, u siebie.
– Szczęściarz, zostawiam Magdę pod twoją opieką. Zajmij się, jak własnym dzieckiem.
– Jasne. Choć na dziecko nie wygląda…
Szymon usunął się i pozwolił działać kolegom.
– Szczęściarz?- Podchwyciła.
– Prawie każdy z nas ma jakąś ksywkę. Kapitan jeszcze z policji ma ksywę Falcon, ja jestem szczęściarz, tamten to Okrasa. Ten młody w rogu to Tatuś. Niedawno został ojcem po raz pierwszy.
– Rozumiem.
– Okrasa, bo świetny z niego kucharz. Facon, to jastrząb. Bystry, szybki i skuteczny.
– No a Szęściarz?- Dopytywała.
– Bo uszedł śmierci już tyle razy, że ciężko zliczyć.- Wtrącił się inny strażak.- Szczęściarz opowiedz jej o tym pożarze hali magazynowej.
– A tam…- Mrruknął mężczyzna w średnim wieku zwany Szczęściarzem.
– To ja opowiem. Nie wiem, czy pamiętasz taki głośny pożar sprzed kilku lat. Paliła więc ogromna hala magazynowa. Na miescu było ponad dwadzieścia zastępów ale my dojechaliśmy pierwsi. Pożar był rozwinięty ale nie obejmował jeszcze całej hali. Rozwinęli linię do środka i zaczęli lać, kiedy ogień ich otoczył. Przedarli się jakoś i uciekali z tego piekła, kiedy dach się zawaił. Szczęściarz został środku. Nie było szans po niego wrócić. Wszyscy byliśmy przekonani, że już po nim, bo nie mogliśmy przerwać gaszenia. A wiesz, w pożarze są tysiące stopni, i kiedy zaczniesz na to lać wodę…
– Para wodna gotuje człowieka jak w szybkowarze.- Odgadła co chciał powiedzieć.
– Dokładnie tak. Nikt by tego nie przeżył. Nikt. Kiedy ugasiliśmy halę, po wielu godzinach, zaczęliśmy go szukać.
– Czujnik nie piszczał?
– Wiesz o czujniku ruchu?
– Trochę wiem…- Wzruszyła ramionami, dumna z siebie, że może zabłysnąć wiedzą.
– Bateria padła. Czujnik zamilkł. Szukaliśmy ciała, baliśmy się tj chwili kiedy go znajdziemy. Odwalamy blachę, patrzymy, a tam rękawica wystaje spod jakiejś metalowej szafy. Podnosimy tę szafę, a tam Szczęściarz. Nieprzytomny, podgotowany, ale żywy. Gdyby nie schował się pod tą szafą…
– Wow… Niezła historia.
– Albo ostatnia z jesieni, jak Facon objął dowództwo w naszym zastępie…
– No, Falcon ma cojones…- Przyznał któryś ze strażaków rozwiązujący krzyżówki.
– A co się działo?
– Wypadek na autostradzie. Karambol. Jeden z samochodów przebił się przez bariery i wisiał nad wiaduktem, a w środku udzie. Auto było niestabilne, mogło spaść w każdej chwili. Trzeba było szybko działać, a wokół było pełno wraków innych samochodów. Falcon kazał zabezpieczyć samochód liną, ale nie można było go wciągnąć, na drogę, bo moglibyśmy urwać mu zad a reszta by spadła. Falcon kazał ustawić auto, wysuąć drabinę ponad wiaduktem. Z przodu wozu jest wyciągarka. Przeciągnęliśmy linę przez drabinę i Szczęściaż w uprzęży spuścił się w dół, do wraku. Wewnątrz były trzy osoby.- Z przejęciem opowiadał młody strażak.- To było coś.
– Tak, ludzie byli ranni, panikowali. A każdy ruch mógł spowodować katastrofę.- Kontynuował kolejny strażak.- Szczęściarz wyciągnął z wraku dziecko. Dziewczynkę dwanaście lat. Wrak zachwiał się i obsunął w dół, szarpnął nim tak, że Szczęściarz prawie upuścił dziecko. Falcon spuścił się na drugiej linie, odebrał od niego dziewczynkę i przekazał chłopakom na wiadukcie. Potem obaj razem wydobyli rodziców. Jeden z jednej strony, drugi z drugiej, przez wybite okna.
– W ostatniej chwili. Auto przełamao się i część runęła w dół.
– O matko! Wow.- Była pod wrażeniem.
– Szymon to dobry dowódca.- Przyznał Szczęściarz.
– Da się lubić?- Zapytała z lekką nutką niepewności.
– Bez wahania każdy z nas powierzyłby mu życie. I poszedłby w najgorsze piekło, żeby jego życie ratować.
– Ale to chyba obowiązuje w stosunku do każdego z was, prawda?
– Tak. Stanowimy jeden organizm, nie zostawiamy swoich. Tak w pracy, jak i prywatnie. Zawsze sobie pomagamy.
– Musicie sobie ufać. Nie jest to takie wymuszone zaufanie?
– No słuchaj, każdy z nas jest inny i jesteśmy tylko ludźmi. Możemy się prywatnie nie zgadzać, anwet się nie lubić, ale w robocie to zostaje za drzwiami. Każdy z nas jest pewny, że ma za plecami kolegę, któy go zabezpiecza.
– Rozumiem.
– Chodź, pokażę ci nasze zabawki.- Szczęściarz zabrał ją do garażu. Pozwolił założyć ochronną kurtkę i chełm Szymona. Uniform czuć było zapachami typowymi dla pożaru. Potem włożył jej na ramiona butlę z tlenem.
– Do tego spodnie, buty i wbiegasz do ognia.
– Łatwo nie jest…- Przyzała zedjmując butlę w trosce o kręgosłup.- Jakim człowiekiem jest Szymon?- Zapytała.
– To jest ktoś… Twardy, odważny, ale mądry. Zawsze myśli o bezpieczeństwie swoich ludzi. To naprawdę cholernie inteligentny facet. I słowny.
– Nie zdarza mu się skłamać, choćby w dobrej wierze?
– Nie. Kobiety go uwielbiają, ale on jest niedostępny. Trzyma wysokie standardy. Nigdy nie mami żadnej kobiety, jeśli nie ma zamiaru się z nią związać. A nie jedna chętnie wskoczyłaby mu do łóżka, bo tacy jak on zdarzają się rzadko. Ja bym się nie bronił. Jak by jakaś chciała mnie wykorzystać, to pozwoliłbym jej na to bez zastanowienia.- Zażartował. Magda roześmiała się. Pomaga ci od pożaru w twoim domu. Dlaczego pytasz, czy nie oszukuje? Nie widzisz na co dzień jaki jest?
– Widzę, ale zastanawiam się, czy to co widzę to nie jest jakieś pobożne życzenie…- Spuściła wzrok. Szczęściarz kiwnął głową:
– Zależy ci na nim…
– Zależy…
– A on?
– Właśnie w tym rzecz. Jest zbyt doskonały.Dokładnie taki, jakiego chciałaby każda kobieta.
– Ani każda by chciała, ale nie każda dostanie. Może nie pracuje u nas długo, ale w tej robocie szybko poznaje się ludzi. Na tyle na ile go znam, to wydaje mi się, że jeśli jest jakaś kobieta, która mogłaby go mieć, to chyba ta, która stoi przede mną…
– Wątpię…
– A jak myślisz, dlaczego cię tu zabrał?
– Gdyby tylko tęsknił za robotą, przyjechałby sam.
– Właśnie nie wiem.
– A powiedz, jak sobie radzisz po tym porzaże?- Zmienił temat, ale tylko pozornie.
– Kiepsko… Wszystko wraca w snach. Myślę tylko o tym, że chcę odzyskać moje życie, mój dom… To jest jakiś koszmar. Szymon bardzo się stara mi pomóc, ale ja… Sama sobie muszę pomóc, a nie potrafię.
– Kto jak kto, ale i on i my… Wiemy co przeżywasz. To nie przejdzie ot tak. Wszystko wymaga czasu. Byćmoże odzyskasz równowagę, kiedy wyremontujesz dom i wrócisz do niego. Być może już nigdy nic nie będzie takie samo. Ale czas nauczy cię z tym żyć. Jedyne co ci mogę zagwarantować, to to, że Szymonowi możesz ufać. Gość nikogo nie udaje. Jest autentyczny. Bardzo wymagający. Czasem to strasznie wkurzające. Ale on wie co robi. I nie myśli o sobie. Jak coś robi dla kogoś, to kieruje się wyłącznie dobrem drugiej osoby.
– Powiedz prawdę. Kazał wam tak mówić? Zanim tu przyjechaliśmy uprzedził, że macie mu robić taką reklamę?
– Tak to wygląda?- Śmiał się szczęściarz.
– Mówicie o nim jakby nie miała wad.
– Oj ma wady ma, jeszcze jakie. Jak już wspomniałem jest bardzo wymagający. Drobiazgowy czasem do przesady. Jak coś sobie umyśli, to ma być tak jak on chce i żadne argumenty nie trafiają do niego. Pedant. Kiedy znajdzie miotłę, którą ktoś zapomniał odstawić na miejsce, organizuje ćwiczenia na czas. Strasznie nas piłuje czasami. A gdy mu się coś nie podoba, to potrafi być brutalnie szczery.
– Tyran normalnie.
– Tyran za którego pójdziemy do piekła. Nie bój się, że ma ukryte intencje, coś kombinuje. On tak nie robi.
Nagle rozległ się sygnał alarmowy. Nie minęły dwie minuty a remiza całkowicie opustoszała. Magda nagle została sama. Nie wiedziała gdzie szukać Szymona. Na szczęscie szybko się zjawił w towarzystwie komendanta.
– Dzeń dobry, pani Madziu. Jak sobie pani radzi?- Zapytał komendant z uśmiechem.
– Tak sobie. Nie myślałam, że to się tak odbije na mojej psychice.
– Straciła pani poczucie bezpieczeństwa a to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Sąsiedzi okazali się nieobliczalni, choć nie sądziła pani, że może pani grozić cokolwiek z ich ręki.
Komendant zaskoczył ją, bezbłędnie nazywając to, co czuła. Trafił w sedno.
– Prawda.
– Na Szymona i na nas może pani liczyć. Tak, jak obiecałem pomożemy przy remoncie.
– Bardzo dziękuję.
– Prosze pamiętać, że nie zostawiamy swoich.
– Pamiętam. Najbardziej na świecie chciałabym odzyskać swoje życie, swoje zwykłe dzienne rutyny, otoczenie pełne wspomnień z całego życia… To by mi bardzo pomogło.
– Zdecydowanie to by pomogło. To, co się wydarzyło zawsze będzie z panią, bo czasu nie da się cofnąć, ale wierzę, że wszystko można przepracować.
– Dobrze, szefie, nie będziemy dłużej przeszkadzać. Mam nadzieję, że już nedługo będę mógł wrócić do pracy. Ciężko się siedzi w domu bezczynnie.
– Nie chojrakuj. Wylecz rękę to wrócisz. Bez orzeczenia lekarskiego się nie pokazuj.
– Jasne.
Trochę to trwało, ale wreszcie Magda dostała pieniądze z ubezpieczenia. W międzyczasie sąd wydał zakaz zbliżania się Pałkowej i jej synowi. Nie mogła nękać Magdy, odzywać się do niej, ani się zbliżac. Mogła chodzić drugą stroną ulicy.
Rany szymona zagoiły się. Nosił specjalny rękaw uciskowy, który zapobiegał zrostom, a co za tym idzie przykurczom skóry. Zapewniał jej elastyczność i zmniejszał zbliznowacenia. Nie mógł jeszcze wróćić do pracy, ale mógł zrobić coś dla Magdy. Razem z kolegami osuszyli ściany jej domu, wymienili okno, drzwi, położyli tynki, gładzie. Po godzinach przychodzili i pracowali przy remoncie jej domu. W końcu wnętrza były odmalowane i gotowe do meblowania. Magda również pracowała razem z nimi, choć Szymon wolałby, aby się nie przemęczała. Ona jednak tak bardzo chciała już wróćić do siebie, że nie zważała na ból w plecach.
Sama kończyła malować swoją sypialnię. Była już dwudziesta druga, a ona miała o piątej wstać do pracy.
Szymon przyszedł po nią.
– Madi, jest puźno. Pora iść spać.
– Już prawie skończyłam, zaczekaj. Umyję tylko wałek.- Zamoczyła wałek do malowania w wiaderku z wodą, by go wymyć z farby, a on stał nad nią i patrzył z dezaprobatą. Kiedy skończyła, rozejrzała się zadowolona, podpierając się pod boki.
– Nareszcie.- Rzekła z promiennym uśmiechem.
– Tak bardzo ci ze mną źle?
– Nie. Oczywiście, że nie. Nie wiesz jak bardzo jestem ci wdięczna za wszystko co dla mnie robisz.
– Ale robisz wszystko, żeby uciec ode mnie.
– To nie jest ucieczka od ciebie. To powrót do siebie. Fizycznie i pychicznie. Myślałam, że to rozumiesz.
– Bo rozumiem.
– To czemu tak mówisz?
– Przyzwyczaiłem się już, że zasypiam obok ciebie, że mam dla kogo ugotować… Lubię, kiedy jesteś blisko…
– Szymon, mieszkam u ciebie już dość długo… Mówisz mi te miłe rzeczy, że ci zależy… Ale nigdy nawet nie próbowałeś… Nie wiem, co mam myśleć. Traktujesz mnie bardziej, jak brat.
– Czy brat całuje w ten sposób?- Zapytał i obdarzył ją zmysłowym długim pocałunkiem.- Zrobiłęm to, jak brat?
– Nie, ale… Jesteś bardzo powściągliwy.
– Myślisz, że ciebie nie pragnę? Masz wątpliwości?
Bała się odpoweiedzieć na to pytanie, by nie sprowokować jakiejś sprzeczki.
– Dziewczyno, codziennie leżę obok ciebie. Widzę twoje ciało. Pragnę ciebie jak wariat, ale wiem, że nie jesteś jeszcze gotowa. Musisz uporać się w głowie ze swoimi demonami. Pragnę cię i kocham, ale nie chcę się kochać z twoimi wątpliwościami, lękami, obawami. Chcę się kochać tylko z tobą. W pełni świadomą i oddaną. Nie chcę ci namieszać w głowie jeszcze bardziej, więc się pilnuję.
– Zaraz… Co ty powiedziałeś? Możesz to powtórzyć?
– Wszystko? Co ty? Ogłuchłaś?
– Nie wszystko. Ten fragment od pragnę….
– Pragnę cię jak wariat i kocham cię.- Powtórzył, obejmując ją.- Od dawna cię kocham. Kocham cię, ale nie zrobię nic, póki nie zobaczę, że jesteś ze mą w stu procentach, że ufasz mi całkowicie.
– Ale chyba możesz mnie dotkąć? Chcę poczuć, że czujesz to, co mówisz…- Szepnęła.
On przyciągnął ją bliżej, zsunął dłonie na jej biodra i przycisnął do swoich bioder. Poczuła, że nie kłamał… Pocałował ją namiętnie. Tak gorący pocałunek nie pozostawił jej cienia wątpliwości.
Nawet bardzo silne ukłucie bólu w kręgosłupie ledźwiowym, gdy odchyliła się do tyłu, nie było w stanie jej ostudzić.
– Teraz mi wierzysz kobieto?- Zapytał szeptem, starając się zapanować nad własnym ciałem.
– Tak. Kocham cię.- Szepnęła. Czekał na to tak długo i tak bardzo pragnął to usłyszeć. Jednak to jeszcze nie był ten moment.
– Chodźmy stąd.- Wyciągnął ją z domu za rękę. Zamknęli drzwi a klucz i wrócili do niego. Poszedł spać do salonu, oddając jej całą sypialnię.
.

.
Dzięki darczyńcom i pomocy strażaków, Magda dużo zaoszczędziła przy remoncie. Musiała jeszcze kupić kilka mebli. W któryś weekend razem z Szymonem robili tournée po salonach meblowych. Wybierając meble notowała ich ceny i koszty dostawy. Chciała mieć kontrolę nad tym ile wydaje.
Wreszcie miała swój dom, umeblowany, gotowy do zamieszkania. I zrobiło jej się smutno. Patrzyła na piękny nowy salon i miała ochotę płakać.
– Szczęśliwa?- Zapytał z uśmiechem, a ona zamiast odpowiedzieć, rozpłakała się.
– No co ty? Płaczesz?
Czegoś takiego się nie spodziewał. Myślał, że będzie tańczyła z radości, a tu polały się łzy.
– No bo… Myślałam, że będę szczęśliwa, kiedy wrócę do domu. Ale… Nie będę szczęśliwa bez ciebie.- Przyznała.
– Wariatka.- Roześmiał się i przytulił ją.
– Au!- Wyrwało jej się i od razu pożałowała. Wiedziała, że znów dostanie burę.
– Co? Kręgosłup?
– Nie, spoko.
– Możesz okazać mi na tyle szacunku, żeby mnie nie okłamywać?
– Przepraszam. Przecież wiesz, że kręgosłup. On boli zawsze. Czasem więcej, czasem mniej. Ale to nie minie.
– Madi, zostało ci sporo oszczędności. Ja też trochę zaoszczędziłem. Może pora pomyśleć jednak o zmianie pracy? Nie chcę, żebyś cierpiała. Zostanę twoim cichym wspólnikiem. Będzie na kapitał początkowy, dla twojego wymarzonego lokalu.
– Nie mam odwagi. Boję się, że sobie nie poradzę, zbankrutuję i zostanę bez grosza.
– Nie tak łatwo zbankrutować. Mam kilka pomysłów na rozreklamowanie interesu. Pamiętasz, jak prosiłem, abyś spisała na kartce jak ma wyglądać to twoje miejsce wymarzone? Zrobiłas to?
– Tak. Mam tę kartkę w organizerze.
– Super. Na tej podstawie zrobi się biznesplan. Poszukamy odpowiedniego lokalu w dobrej lokalizacji. Przeliczymy koszty i wtedy podejmiesz decyzję, czy skaczesz w tę wodę, czy nie. Brzmi bezpiecznie?
– Tak. Chyba tak… Zostaniesz dziś u mnie?- Zapytała.
– Jeszcze nie.
– Chcę, żebyś został…
– Jeszcze nie. Sto procent, Madi. Biorę tylko sto procent.
– Wkurzasz mnie czasem.
– Mhm.
Wykonanie biznesplanu pozwoliło Magdzie w głowie zwizualizować jak dokładnie ma wyglądać jej wymażony lokal. Wiedziała dzięki temu jakiego metrażu szukać. Przy rynku lokalizacja była żyłą złota, dlatego takich lokali w tej okolicy właściwie nie było. Niestety koszty wynajmu były najwyższe w tej okolicy. Spacerując po mieście którejś pięknej niedzieli późną wiosną, zauważyli na ulicy przylegającej do rynku, że na jakimś lokalu wywieszono kartkę z napisem „Do wynajęcia”
Ta lokalizacja również była świetna. W pobliżu była biblioteka, sklep z galanterią skurzaną, bank a nieco dalej cukiernia i galeria.
Lokal był nie duży, ale dawał możliwości.
– Madi, myślę, że to jest to.- Stwierdził, kiwając głową.
– Rzut beretem jest galeria, po drugiej stronie ulicy cukiernia. No i biblioteka.
– Tak, ale to są trzy oddzielne miejsca. A ty zaoferujesz wszystko w jednym miejscu. Chcesz otworzyć taką świątynię kultury, która skupi ludzi wyjątkowych i da im to, co kochają. Stworzysz miejsce gdzie będą m mogli rozmawiać o tym co kochają, otaczać się tym, a przy okazji miło spędzić czas. Żadne inne miejsce im tego nie da.
– Mam tyle wątpliwości… Boje się. Chcę wykonać ten krok, ale boję się.
– Jeśli ty się boisz, ja to zrobię. Spełnię twoje marzenie za ciebie. I zatrudnię cię jako duszę tego miejsca.
– Nie rób tego. Możesz tego żałować.
– Nigdy nie będę żałował niczego, co zrobiłem dla ciebie. Mężczyzna powinien nie tylko chronić swoją kobietę, ale dbać, by była szczęśliwa, mogła się rozwijać Wspierać ją i dodawać jej odwagi. Czy się mylę?
– Nie, ale… Nie czuję się komfortowo, kiedy tak naciskasz.
– Kochanie, nie chcę cię zmuszać. Chcę cię zachęcić. Aby się rozwijać, aby coś osiągnąć, ale też kiedy chcesz spełnić swoje marzenia, nie możesz siedzieć na kanapie i patrzeć jak życie płynie obok. Musisz wyjść ze strefy komfortu i odważyć się działać. Inaczej za jakiś czas będziesz żałować, że nie spróbowałaś. A to chyba najgorsze co może być- życie ze świadomością, że coś zmarnowałaś zaprzepaściłaś, bo nie miałaś odwagi.
– Masz rację. Wiem, że masz rację.
– Możesz czuć się bezpiecznie, od tego masz mnie. Mam trochę znajomości. Nawet gdyby interes szedł słabo, będziesz bezpieczna finansowo. Ja o to zadbam.
Te słowa ostatecznie przekonały Magdę do wykonania tego ryzykownego kroku. Ale nie tylko te słowa.
W pracy znów wybuchła jakaś afera, bo ktoś coś powiedział, ktoś poskarżył się szefostwu, a szefostwo wyjatkowo gorliwie kontrolujące sytuację i zaintersowane prywatnymi rozmowami, stosunkami między pracownikami, zareagowało jak zwykle. Zwołano zebranie i szefowa złością i krzykiem reagowała na niedorzeczne komentarze pracowników na żarty błędnie odebrane, lub po prostu szczerość. Nadmierna szczerość o sytuacji w firmie była umownie zakazana. Po całej tej aferze najpierw zrobiło się cicho, a potem zaczęły się szepty, że to chore, że kontrola sięga zbyt daleko, że ie da się normalnie żyć i pracować, kiedy wszystko co mówisz w prywatnych rozmowach ktoś podsłucha i doniesie kierownictwu. Magda wiedziała, że takich osób było wiele. W ramach ukarania pracowników za ich krytykę wobec zarządzania firmą szefowa wymyśliła sobie przetasowania na stanowiskach. Magda, która miała jedno z najlżejszyc zajęć, ze względu na kręgosłup, miala trafić na pakowanie. Nic gorszego nie mogło jej spotkać. Poszła więc do szefowej i powiedziała, że przecież się umawiały, że będzie na kompletowaniu zamówień, bo nie da rady pakować.
– Pojdzie pani na lżejsze paczki.
– To niewiele da. Chodzi nie tylko o ciężar ale i o pozycję, przecież pani wie.
– Przykro mi.
– W tej sytuacji muszę złożyć wymówienie.
– W takim razie proszę wypełić odpowiednie dokumenty. Ania panią obsłuży. Aniu…
Magda nie miała złudzeń. Wiedziała, że prędzej czy później dojdzie do tego i że nikt nie będzie próbował jej zatrzymać. Ta firma zwykle bardzo lekką ręką pozbywała się najlepszych pracowników, z największym doświadczeniem i najlepiej zorientowanych, a zastępowała ich dziećmi zaraz po szkole lub studiującymi, którym na pracy nie zależało, nie agażowali się i obchodziła ich jedynie wypłata. Bez żalu podpisała dokumenty, po czym zabrała swoje rzeczy i wyszła, tak, by nie spotkać po drodze żadnej koleżanki. Gdyby nie miała alternatywy, bardzo przeżywałaby tę sytuację, ale dizęki Szymonowi było inaczej. Wsiadła do samochodu, nabrała powietrza do płuc i wypuściła je powoli. Sięgnęła po telefon, by napisać do Szymona sms, któy brzmiał:
„Jesteś najepszym, co mnie w życiu spotkało.” W odpowiedzi zapytał czy coś się stało. Dobrze ją znał. Ona jednak nic nie odpisała. Pojechała do restauracji, a potem z papierowymi torbami wróćiła do domu. Do niego.
– Madi? Co tu robisz? Jest dopiero…- Zerknął na zegarek.- Trzynasta. Co się stało?
– Jestem bezrobotna…
– Żartujesz…- Odebrał od niej zakupy i położył na kucennej wyspie, po czym wrócił do niej. Spojrzał w jej twarz, ale trudno było odgadnąć co właściwie się na niej maluje.
– Jak się z tym czujesz?
Ona milczała przez chwilę, a po namyśle stwierdziła.
– Wolna. Lekka, i wolna. Czuje wielką ulgę. Gdyby nie ty, to byłaby dla mnie tragedia, ale ty dajesz mi poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, więc… Czuję, że zrzuciłam z pleców duży ciężar, któy mnie blokował, ograniczał, przytłaczał. Cholernie przytłaczał.
– To chciałem usłyszeć.- Uśmiechnął się. Ona także się uśmiechnęła. Szeroko i promiennie.
– Żeby to uczcić, kupiłam coś pysznego. Co powiesz na pstronga z masłem ziołowym, pieczonymi ziemniaczkami i pysznymi surówkami?
– Mmm no, to jest prawdziwa uczta.
– A na deser dla ciebie pijany farmer, a dla mnie pavlowa.
– Nie każ mi czekać, kobieto.
Usiedli przy stole i w doskonałych nastrojach rozkoszowali się ucztą z jednorazowych pojemników termicznych. Przy deserze Szymon otworzył wino.
– Powinien być szampan, ale winko też obleci.- Mruknął.- Wypijmy za wolność i nowy początek lepszego życia. Teraz będzie dokładnie takie, jakie chcemy, żeby było.
Po wyśmienitym posilku wystarczyło wyrzucić puste pojemniki do kosza. Usiedli z kieliszkami wina na kanapie.
– Wreszcie widzę cię naprawdę spokojną i zrelaksowaną. To bardzo przyjemny widok.- Rzekł, bawiąc się jej włosami.
– Zaskakujące, co wyzwoliło ten spokój.
– Co by to nie było, to dziękuję Bogu, że się wydarzyło.
– Bogu? Czyżbyś uwierzył?
– Kto wie? Ale jeśli on istnieje, to chyba za chwilę zrobię coś, co się mu nie spodoba…
– Co zrobisz?
– Coś na co czekam już bardzo, bardzo długo.- Szepnął. Wyjął kieliszek z jej dłoni, odstawił na stół i pocałował ją.
– Chodź…
Wziął ja za rękę i poszli do sypialni. Nie rzucił się na nią, jak wygłodniały wilk. Nie spieszył się wręcz maksymalnie zwolnił tempo. Jego pieszczoty nie ominęły żadnego skrawka jej ciała. Odwdzięczała mu się tym samym. Szymon pieścił ją bardzo delikatnie, wiedząc, że doprowadzi ją w ten sposób do szaleństwa. Kiedy dotykał koniuszkiem języka jej suków, czuła każdy nerw w piersiach, była bliska szaleństwa.
– Szymon, proszę…- Szepnęła. On spojrzał w jej twarz w rozszerzone źrenice i mruknął.- Jesteś cała piękna. Masz cudowne piersi… Cudowne…- Włączył lampkę nocną, bo w międzyczasie zrobiło się ciemno. Znów się pochylił nad jej piersiami.
– Szymon zrób to teraz, bo zwariuję. Błagam. Zamiast tego pozwolił, by nieco ostygła. Wodząc palcami, po całym jej ciele, wzbudzając dreszcze.
– Nie masz litości.- Stwierdziła.
– Jeszcze chwileczkę… Daj się napatrzeć.- Uśmiechnął się z przekąsem i znów zaczął się nad nią znęcać, utrzymując ją w stani tuż przed szczytowaniem, tak długo, że naprawdę była bliska obłędu i błagała go, by wreszcie to zrobił. W końcu wszedł w nią, nie przestając patrzeć na jej twarz, obserwować przyjemności, jaką przeżywała. On przeżywał to samo.
Kiedy w końcu było po wszystkim i opadli na poduszki, ona jeszcze długo miała dreszcze na całym ciele. Co chwile pojawiały się fae dreszczy. Nie była w stanie powiedzieć słowa. W końcu gdy dreszcze ustały, wzięła głęboki oddech.
– Boże… To było niewiarygodne… Nie wiedziałam, że to możliwe. Że tak się da…
– To możliwe, bo oddałaś mi sto procent siebie. Mogłaś wszystko przeżyć na sto procent… Dziękuję.- Wsparł się na łokciui patrzył to na jej błogą minę, to na krągłe, jędrne piersi, które tak go zachwyciły.
– Za seks mi dziękujesz?
– Nie. Za to sto procent. Byłaś niewiarygodna?
– Ja? Obawiam się, że nie potrafię dać ci tyle przyjemności ile ty dałeś mnie.
– Żartujesz. Wiesz co to znaczy dla mężczyzny, jeśli w takich chwilach może zobaczyć takie reakcje u kobiety, poczuć, jak jej ciało się mu poddaje, jak reaguje każdy nerw… Poza tym uwielbiam wszystko, co robiłaś… Nie da się słowami opisać co czuję. Jak bardzo cię kocham. Pragnę tylko jednego.
– Czego?
– Spędzić z tobą resztę życia. Móc o tobie myśleć i mówić, że jesteś moją żoną. Wyjdziesz za mnie, Madi?
– Mówisz poważnie?
– Śmiertelnie. Zaczekaj…- Przetoczył się na nią, by móc sięgnąć do szuflady nocnej szafki. Stamtąd wyjął pierścionek. Bez pudełeczka. I tak po prostu włożył jej na palec.
– Zostań moją żoną. Stwórz ze mną doskonałą całość.
W odpowiedzi zaczęła go namiętnie całować.
– To znaczy „tak”?
– Tak, to zaczy „tak”. Kocham cię. Chcesz wziąć ślub w kościele?
– Dla ciebie to jedyna opcja, więc tak. Dla ciebie wszystko.
– Mam prośbę… Uważaj na siebie w pracy, bo jeśli coś ci się stanie, jeśli cię stracę, nie będę miała po co żyć.
– Zawsze do ciebie wrócę. Zawsze. Nigdy cię nie zawiodę.
– Ani ja ciebie.
Justyna Mączka