
.
O przyjaźni
.
Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski
Mój przyjacielu, wiesz, że byłeś mi, jak brat
Dałem Ci wiarę, dałem Ci spokój
Dałem gitarę, dałem samochód
I dach nad głową, a do sypialni wszedłeś sam.
.
Maj – przyroda rozkwita, ptaki śpiewają, tylko spędzać czas z przyjaciółmi. Ale, Leonardzie, jak to właściwie jest z tą przyjaźnią? Czy przyjaciel naprawdę jest kimś bliskim, czy może tylko cierpliwie czeka na moment, by odebrać to, co mamy najcenniejsze?
Pewnie bywa i tak, i tak.
Ostatnio czytałam książkę „Dernière soirée”. Autorka opisuje grupę przyjaciół, którzy wyjeżdżają na biwak do lasu w stanie Wyoming. To miał być ostatni kawalerski wypad przed ślubem, a okazał się dla przyszłego pana młodego ostatnim wyjazdem w życiu. Im dalej bohaterowie zagłębiali się w las, tym wyraźniej wychodziło na jaw, że każdy z nich przywiózł coś więcej niż plecak i namiot. Dawne sekrety.
I wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy stare tajemnice rzeczywiście powinny zostać odkryte. Po co rozgrzebywać rany? Ludzie często mówią, że prawda wyzwala, ale czasami mam wrażenie, że prawda przede wszystkim niszczy. Burzy relacje, odbiera złudzenia i zostawia człowieka samego z myślą, że właściwie nigdy nie znał ludzi, którym ufał.
Może dlatego tak bardzo lubimy wiosnę. Bo daje złudzenie nowego początku. Słońce świeci mocniej, ogrody budzą się do życia i łatwiej uwierzyć, że wszystko można zacząć od nowa. Nawet przyjaźń. Nawet zaufanie.
Tylko że ludzie, w przeciwieństwie do przyrody, nie odradzają się co roku. Noszą w sobie pamięć dawnych zdrad, przemilczeń i słów wypowiedzianych w gniewie. Czasami wystarczy jedno zdanie, jeden wieczór, by coś pękło bezpowrotnie.
A jednak mimo wszystko nadal szukamy bliskości. Opowiadamy innym o swoich słabościach, powierzamy sekrety, zapraszamy ich do własnego życia. Może właśnie na tym polega odwaga? Ryzykujemy, że ktoś może nas zranić, ale jednak otwieramy przed nim drzwi.
Literatura mówi o tym, że największe rany najczęściej zadają ci, których dopuściliśmy najbliżej siebie. W thrillerach psychologicznych przyjaciele okazują się ludźmi, którzy wiedzą o nas za dużo. A wiedza bywa niebezpieczna.
Przypomniała mi się książka Remigiusza Mroza „Hasztag”. Wszystko zaczyna się od pozornie zwyczajnych relacji i ludzi, którzy wydają się sobie bliscy. Potem pojawia się internet, anonimowość, półprawdy i nagle okazuje się, że człowieka można znać tylko do pewnego momentu. Reszta pozostaje ukryta za starannie przygotowaną wersją siebie. To chyba najbardziej niepokojące w takich historiach – świadomość, że czasem latami patrzymy na kogoś i widzimy wyłącznie to, co chce nam pokazać.
Może dlatego zdradzona przyjaźń boli mocniej niż rozstanie. Po miłości często spodziewamy się dramatów, ale przyjaźń kojarzy nam się z czymś bezpiecznym. Z kimś, kto zna nasze słabości i mimo wszystko jest obok. Kiedy taki człowiek odchodzi albo obraca się przeciwko nam, nagle okazuje się, że utraciliśmy także część siebie.
Czasami myślę, Leonardzie, że najbardziej boimy się rozczarowania. Tego momentu, kiedy patrzymy na kogoś znajomego i widzimy zupełnie obcą twarz. A jednak mimo wszystko nadal wierzymy, że można spotkać człowieka, przy którym nie trzeba niczego udawać.
Może właśnie dlatego opowieści o przyjaźni nas poruszają. Bo każdy z nas kiedyś komuś zaufał.
I każdy choć raz zastanawiał się, czy było warto.
Co o tym myślisz?
Kasia
.
Myślę że każdy z nas ma takie doświadczenie, w katalogu swoich życiowych doswiadczeń
Na szczęście nie przeżyłam podwójnej zdrady czyli ze strony męża i przyjaciółki. Mąż odszedł do innej, ale na szczęście kobiety nie znałam. Ufff.
Dlatego nigdy nie nazywałem ludzi przyjaciółmi, a tylko dobrymi znajomymi. Od znajomego można się odwrócić i odejść, bez żalu!
Sama sobie stawiam pytanie: czy na mnie można polegać?
I znów przytoczę jedną z prawd huny, jest tak, jak myślisz, że jest. Jeśli nosisz w sobie przekonanie, że przyjaciel cię zdradzi, tak się właśnie stanie. Opowieści sensacyjne głównie takie sytuacje przedstawiają. Nie mogą przecież opisywać przyjaźni, która trwa, bo to byłoby nudne. Muszą pokazywać bardziej skomplikowane sytuacje, ale czy takie właśnie jest życie? Myślę, że nie i są ludzie, którym wszystko można powiedzieć.
Każdy szuka prawd, które zanim współgrają. Prawda jest zniekształcona przez mój punkt widzenia, dlatego nie jest prawdą absolutną.
A ja sobie myślę, że wszyscy bez wyjątku boimy się zdrady, nawet nie tej miłosnej co tej judaszowej. Tego przysłowiowego noża w plecy od Brutusa. Czyli uważam jak Kasia. Bo taka zdrada dla srebrników sprowadza nas samych, w naszych oczach do tak potężnego poniżenia, tak potężnej pogardy, że tak na dobrą sprawę nie umiemy sobie tego nawet wyobrazić. Nie umiemy o tym mówić, tego nazwać, tylko czujemy ból. Ja też, podobnie jak Sotyris nie nazywam nawet najwspanialszych znajomych przyjaciółmi. Już nie nazywam.
Tak sobie myślę, że zdrada ze strony przyjaciela jest podwójnie bolesna. Bo przyjaciel to ktoś, komu ufamy bezgranicznie, kto nas zna lepiej niż inni. Tak, zdrada ze strony Judasza musiała mocno boleć.