.

List pierwszy

.

Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Opowieści starszej pani o życiu.

No i proszę, zaczęłam pisać pamiętnik, tak jak prosiłeś.
Myślisz, że kogoś to zainteresuje?
To tylko rozmyślania o rzeczywistości, w której przyszło mi brać udział jako obserwator zdarzenia, nie jako autor scenariusza. Nikt mnie nie pytał o zdanie ani nie dał instrukcji obsługi. Trzeba było improwizować. Improwizowanie idzie mi całkiem dobrze, gorzej jest z realiami.

Życie to maraton z przeszkodami, w którym nie dostajesz mapy z wytycznymi. Lecisz na łeb na szyję i nawet nie wiesz dokąd. 

To znaczy — wiesz. Koniec zawsze jest taki sam, jednakowy dla wszystkich. Różni nas tylko sposób zakończenia historii.

Gdybym miała wybierać dla siebie postać fikcyjną, chciałabym zostać panią prokurator, która wsadza przestępców za kratki. 

Albo anatomopatologiem. 

Anatomopatolog potrafi rozmawiać ze zmarłymi. Znajduje odpowiedzi na pytania, które morderca chciał pochować razem z ofiarą. To zawody, których celem jest ochrona społeczeństwa przed falą mroku. Stoją po stronie dobra, przywracają ofierze godność, a światu — iluzję sprawiedliwości.

Bohaterowie powieści mają cel i do niego dążą. W życiu często tego celu brakuje. Nie ma punktu zaczepienia. Biegnie się na oślep i nawet nie bardzo wiadomo po co.

Powieść ma plan: początek, rozwinięcie, zakończenie. Trzy akty, sensowną konstrukcję. Życie idzie swoim torem, często nie mamy wpływu na to, co się nam przydarza. Jest takie powiedzenie, że jesteśmy kowalami własnego losu. Czy na pewno? Życie rzuca nam wyzwania — to fakt — ale często wysiłek włożony w ich pokonanie okazuje się niewspółmierny do efektu. Cała para idzie w gwizdek.

Wiesz, jestem już starszą panią. Żyłam w epoce komunizmu. Myślałam, że gdy zmieni się system, będzie lepiej. No to się przeliczyłam. Albo po prostu nie potrafiłam znaleźć punktu zaczepienia, dostosować się tak, żeby na tych zmianach skorzystać.

Wyjechałam do Francji. Jest podobnie. Jednostka pozostaje tylko trybikiem w maszynie systemu.

Czasami system zgniata obywateli — jak teraz, gdy państwo świadomie doprowadza do upadku rolnictwa. Dlaczego? Bo ważniejsze są interesy rynku światowego niż własnego kraju. Ten problem dotyczy mnie osobiście, gdyż pracuję ze zwierzętami i widzę skutki z bliska.

No tak, od czasu do czasu coś napiszę.
Pisanie pozwala mi oderwać się od skrzeczącej rzeczywistości. Zapominam o otaczającym mnie świecie, wchodząc w świat przedstawiony. Tam mam sprawczość. Mogę decydować o tym, co się wydarzy. W życiu tej możliwości nie mam. Czuję się jak korek od butelki dryfujący po falach oceanu, raz na górze, raz na dole.

Życie narzuca zmiany, ciągle trzeba się do nich dostosowywać. Ci, którzy nie nadążają, zostają wypchnięci na margines. Więc piszę. Nie po to, żeby świat naprawić. Piszę, żeby zostawić po sobie ślad. A na zakrętach, proszę pana, to czasem wystarczy.

Kasia

8
0

Jeden komentarz

  1. Warto po sobie zostawiać ślad. Namacalny lub w pamięci ludzkiej. Bo, jak piszesz, szczególnie na życiowych zakrętach, gdy życie nam się rozsypuje, to świadomość że coś po sobie zostawimy lub zostawiliśmy, może dać nam motywację do dalszego życia, do zmiany życia, daje świadomość że komuś pomogliśmy lub pomożemy (a formy pomocy mogą być bardzo różnorodne – materialne i bardziej cenne niematerialne). Smutno się robi, gdy ktoś chciał pozostawić po sobie ślad, ale nie zdążył go dokończyć, a bliska osoba nie jest w stanie spełnić woli tego, kto odszedł z tego świata. Dziękuję Kasiu za te słowa.🩷🫂🩷

    Ewa Oliwiecka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *