
.
Metamorfozy – Śmiech jako lustro duszy: od Apulejusza do dell’arte
czyli zapomniane ogrody naszego dzieciństwa
.
Apullejusz – Metamorfozy
Oto opowiem ci milezyjską modłą1 bajeczki rozmaite i połechcę twe łaskawe mi uszy wdzięcznym bajdurzeniem
– jeśli tylko nie wzgardzisz przeczytaniem tego papirusu egipskiego, nilowej trzciny kończystością pisanego.
Wszystko to zaś, abyś się nacudował ludzkich losów i postaci przemianom
w kształty inne i powrotowi we własne dzięki odwrotnemu rzeczy splotowi.
.
.
W cieniu śmiechu kryje się łza. Komedia, choć często lekka w formie, potrafi być najcięższym z gatunków — bo nie tylko bawi, ale odsłania to, co w człowieku najbardziej kruche, najbardziej samotne. Od starożytnych opowieści po teatralne maski, śmiech był zawsze czymś więcej niż tylko rozrywką. Był sposobem na przetrwanie, na zrozumienie, na pogodzenie się z losem, który nie zawsze jest łaskawy.
W „Metamorfozach” Apulejusza, Lucjusz — młody, ciekawski człowiek — zostaje przemieniony w osła. I choć jego przygody pełne są komicznych sytuacji, to właśnie ta zwierzęca forma staje się metaforą ludzkiego upadku. Przez kolejne epizody Lucjusz doświadcza świata z perspektywy istoty poniżonej, wyśmiewanej, pozbawionej głosu. Komedia jego losu nie jest śmiechem triumfu, lecz śmiechem rozpaczy — tym, który rodzi się, gdy człowiek nie ma już siły płakać. Apulejusz, z ironiczną czułością, pokazuje, że śmiech może być drogą do poznania, że przez groteskę można dotrzeć do prawdy o sobie.
Podobną prawdę niesie w sobie klaun — postać pozornie beztroska, a w istocie tragiczna. Klaun nie mówi, lecz jego ciało krzyczy. Każdy jego gest, każda przesadna mina, każdy upadek to echo ludzkiego zmagania z losem. W klaunie widzimy samotność, tęsknotę, próbę rozśmieszenia świata, który sam często nie ma powodu do śmiechu. To postać, która śmieje się, choć serce jej pęka. W klaunadzie komizm staje się formą współczucia — dla siebie, dla innych, dla całej ludzkiej kondycji.
W tej samej tonacji rozbrzmiewa postać Don Kichota — błędnego rycerza, który walczy z wiatrakami, wierząc, że są smokami. Jego komiczne przygody, jego naiwność, jego nieustanne porażki — wszystko to budzi śmiech. Ale jest to śmiech pełen czułości. Bo Don Kichot, choć śmieszny, jest też piękny w swojej wierze, w swoim uporze, w swojej niezgodzie na świat pozbawiony marzeń. Jego komedia to hymn na cześć ludzkiej godności — tej, która nie poddaje się nawet w obliczu absurdu.
Commedia dell’arte, włoska sztuka improwizacji, kontynuuje tę tradycję. Jej postacie — Arlekin, Pantalone, Kolombina — to nie tylko figury komiczne, lecz archetypy ludzkich ról. Ich powtarzalne schematy, ich maski, ich gesty — wszystko to ukazuje, że człowiek wciąż powtarza te same błędy, te same pragnienia, te same tęsknoty. Dell’arte nie moralizuje, nie poucza — ona pokazuje, że życie jest teatrem, w którym każdy gra swoją rolę, często nieświadomie, często śmiesznie, ale zawsze z sercem.
Obok tych wielkich form istnieją też inne: satyra, groteska, farsa, kabaret. Każda z nich, choć różna w tonie, niesie podobne przesłanie — że śmiech może być narzędziem prawdy. Że komedia może być lustrem, w którym człowiek widzi siebie takim, jakim naprawdę jest: niedoskonałym, zagubionym, ale też pięknym w swojej niedoskonałości.
Bo komedia nie jest ucieczką od rzeczywistości. Jest jej pogłębieniem. Jest sposobem na to, by spojrzeć na życie z dystansu, z czułością, z odwagą. Śmiech nie wyklucza łzy — przeciwnie, często z niej się rodzi. A błazen, klaun, Arlekin — to nie tylko postacie sceniczne. To symbole człowieka, który mimo wszystko próbuje rozśmieszyć świat, choć sam nie zawsze ma powód do śmiechu.
W końcu, może właśnie w komedii kryje się najgłębsza mądrość: że życie, choć pełne bólu, jest warte śmiechu. Że śmiech jest formą miłości — do siebie, do innych, do świata. I że pod maską błazna kryje się dusza filozofa.
Leonard
Jako ilustrację do tego tekstu proponuje Państwu przepiękny spektakl w formie wzruszającej klaunady, który poruszy każdą wrażliwość.