.

Między komedią pomyłek a kosmiczną melancholiąrecenzja opowiadania Jacka Fleiszfresera

Opowiadanie Jacka Fleiszfresera „Alojzy, czyli skutki średniej wielkości apokalipsy” stanowi literacką miniaturę, która w przewrotny sposób konfrontuje czytelnika z końcem świata — nie poprzez monumentalny dramat, lecz przez codzienność, groteskę i jednostkowe dziwactwa. Autor z wprawą łączy elementy satyry z refleksją egzystencjalną, tworząc historię, która bawi, niepokoi, a chwilami nawet zasmuca.

Alojzy Szewc, bohater tekstu, to postać osobliwa — wycofany podglądacz z astronomicznymi aspiracjami, którego przypadkowe odkrycie kosmicznego obiektu pociąga za sobą niekontrolowaną lawinę zdarzeń. Autor nie szuka heroizmu ani głębokiej psychologii — stawia na absurd i ironię. Dzięki temu opowieść nabiera charakteru literackiej groteski, w której świat traci kontakt z logiką, a instytucje — od NASA po Międzynarodową Unię Astronomiczną — jawią się jako bezradne wobec rzeczywistości, która przypomina komedię pomyłek. Fleiszfreser posługuje się lekkim, potocznym stylem, przeplatając go błyskotliwymi obserwacjami. Narracja jest żywa, rytmiczna, a język celnie oddaje charakter bohatera: sfrustrowanego, niespełnionego i śmiesznego, lecz jednocześnie ludzkiego w swej tęsknocie za znaczeniem.

Autor z powodzeniem wykorzystuje motyw podwójnego życia Alojzego — romans z księgowym Pawlikowskim w tle kosmicznego odkrycia to nie tylko źródło humoru, lecz również subtelna opowieść o ukrywaniu własnej tożsamości. Dzięki temu tekst zyskuje queerowy rys, który dodaje głębi i czyni bohatera kimś więcej niż komediowym pionkiem.

Jednak mimo wielu zalet, opowiadanie pozostawia lekki niedosyt. Jego siła — oszczędność, zwięzłość i intensywność — staje się zarazem słabością. Niektóre wątki, szczególnie dotyczące instytucjonalnej reakcji na odkrycie planety, pozostają zarysowane zbyt szkicowo. Postacie drugoplanowe, jak sekretarka Linda czy analityk Forsythe, choć potencjalnie interesujące, znikają równie szybko, jak się pojawiają. Można odnieść wrażenie, że autor nie wykorzystał w pełni potencjału komediowo-dramatycznego tej sytuacji. Zakończenie, choć sugestywne, wybrzmiewa nieco zbyt gwałtownie — jakby historia została zatrzymana tuż przed punktem kulminacyjnym.

Mimo tych drobnych uwag, „Alojzy…” pozostaje opowiadaniem wyrazistym, błyskotliwym i wartym uwagi. To tekst, który w komediowej formie mówi o śmiertelnie poważnych sprawach: o samotności, tęsknocie za znaczeniem i groteskowej naturze współczesnego świata. Fleiszfreser udowadnia, że nawet średniej wielkości apokalipsa może być wystarczającym tłem, by opowiedzieć o naszej małości i absurdzie.

Rademenes

1
0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *