
.
Słowa
.
Zamykam oczy. Świat otula się w mrok. Jedyne co dociera do mnie to dźwięki. Skupiam się na nich, jak na czymś co trzyma mnie na powierzchni. Częstotliwości, ton, tempo i znaczenie są jak tratwa niosąca mnie po tafli wody. To mój wybór i moja tratwa. Dlaczego? Jesteśmy odpowiedzialni za swoje wybory. Tak po prostu. Każdy z nas płynie w swoim kierunku, i każdy z nas wybiera to co wysyła w kierunku innych. Owszem mamy wspólny ocean, ale prądy morskie niosą nas ku indywidualnym portom. Zamknijmy oczy na chwilę i skupmy się na dźwiękach. Są jak mapa, którą odczytujemy emocjami. Ach… emocje. Cudny i wdzięczny temat, jednak nie na dziś i nie na teraz. Popłyniemy razem by zrozumieć prawdę, która umyka nam na co dzień. Spróbujemy odzyskać wartość czegoś, co mamy w zasięgu i potrafimy tym szastać zapominając o wartości tego, co wypuszczamy w świat. Spójrz na dzieci. Wychowujemy je najlepiej jak potrafimy, by ruszyły w świat przygotowane na wszystko co może się stać. Jednak kiedy zwracamy się do nich (czy do innych osób, a przede wszystkim do siebie) zapominamy jak ważne są nasze słowa. Karmimy się językowym fast food’em pomijając odżywczą wartość tego co przekazujemy innym i co sami od nich odbieramy.
Zamykam oczy. Myślami płynę do czasów, gdy o wartości słowa pamiętano. Do czasów, gdy słowo mogło budzić lęk. Nie pamiętam ich, kojarzę je z książek od historii, których czytanie oświetlał blask stosów, na których palono oskarżone o władanie słowem. Wiedźmy, czarownice, jasnowidzące… Nie ważne jak je nazwiesz, one znały wartość tego co wypowiadały. Wiedziały jak istotne jest pilnowanie się z tym co i do kogo mówią. Nie ufasz kartom historii? Excusez-moi śpieszę z argumentem starszym niż to co już wymieniałam. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.” (J 1,1-6). Mam nadzieję, że jasno opisałam zarys historyczny. Skoro mamy za sobą ten etap, możemy pójść dalej.
Zamykam oczy. Gdzieś pomiędzy rozwianymi myślami widzę dziecko, istotę kruchą, zależną z brakiem myślenia krytycznego. Ma przed sobą dwa scenariusze. Pierwszy: będzie słyszało, przez całe dzieciństwo (kto wiem może dłużej), jak bardzo jest nieudane, złe, niegrzeczne i jak bardzo do niczego w życiu nie dojdzie. Z drugiej strony mamy traktowanie dziecka z szacunkiem, akceptując jego pomyłki i potknięcia. Budując poczucie wartości słowami, które wspierają. Zamknij oczy i wyobraź sobie obydwa scenariusze. Widziałam je osobiście i mam już wyrobione zdanie. Co ciekawsze: każdy z nas żyje jednym z nich. Ale nic to. Przejdźmy do dorosłych, bo wszak wszyscy tu jesteśmy dorośli. Naukowcy z Uniwersytetu w Montrealu przeprowadzili badania odnośnie słów właśnie i orzekli, że „Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że głośne powtarzanie sprzyja zapamiętywaniu, ale nasze badanie pokazało, że efekt staje się jeszcze wyraźniejszy, gdy powtarzaniu towarzyszy kontekst komunikacyjny” (https://kognitywistyka.kul.pl/). Psychologia natomiast podkreśla znaczenie afirmacji: pozytywnych stwierdzeń kierowanych do samego siebie, by zbudować, czy też poprawić pewność siebie i poczucie wartości (https://fizjoterapeuty.pl/) . Czyli jednak nawet nauka potwierdza starą prawdę, że słowa mają moc. Czyli jednak wiedźmy i pisma od zawsze miały rację? I bezsensem było palić je wszystkie na stosie. Tak: wiedźmy i książki.
Zamknij oczy. Jeśli z każdej strony widzisz jak istotne jest to jakimi słowami operujesz i jak nacechowane masz wypowiedzi do świata, swojej siły wyższej, innych czy nawet do siebie i od nas samych zależy co wybieramy. To po co mówić źle? Skoro możemy zbudować piękny świat? Bo jeśli starodawną magię potwierdza nauka, to czemu z niej nie korzystać? Zamknij oczy i zacznij mówić do siebie z miłością.
Kamila Ciołko – Borkowska