.

Święta, które trzeba odnaleźć w sobie

Świąteczny czas od lat przestaje być wyłącznie okresem cichego zachwytu nad bliskością, ciepłem i wspólnym stołem. Coraz częściej zmienia się w kolorową karuzelę promocji, dzwoneczków w głośnikach galerii handlowych i niekończącej się listy „koniecznych” zakupów. Już w listopadzie sklepy przypominają nam, że „magia świąt” zaczyna się od rabatu na zestaw kosmetyków, a harmonia rodzinna od idealnie wypolerowanych naczyń dostępnych w specjalnej ofercie. W tej nowej rzeczywistości to nie my wyczekujemy świąt; to święta wyglądają nas zza półek sklepowych, namawiając, byśmy przyszli wcześniej, wydali więcej, byli częścią corocznego rytuału konsumpcyjnego entuzjazmu.

Wmaszerowujemy więc w grudniowy gwar, z kubkiem gorącej czekolady w jednej dłoni i listą „must buy” w drugiej. Coraz bardziej zmęczeni, ale jednocześnie przekonani, że tak właśnie trzeba: że radość mierzy się liczbą paczek pod choinką, a miłość wysokością paragonu. Zewsząd atakują nas świąteczne komunikaty, które nie pytają o nasze emocje, ale dyktują je za nas: „czas radości”, „czas obdarowywania”, „czas świętowania”. A przecież dla wielu to również czas presji, porównań, presji idealnego stołu, idealnej rodziny, idealnego nastroju.

Emocje mieszają się jak bombki w pudełku, trochę nostalgii, trochę stresu, trochę uśmiechu wymuszonego, trochę szczerego. W grudniu człowiek staje się jak śnieżna kula: wystarczy jednym gestem potrząsnąć jego dniem, by wszystko wirowało naraz, wspomnienia, obowiązki, oczekiwania. I choć każdy z nas tęskni za tym jednym momentem wyciszenia, często odnajdujemy go dopiero wtedy, gdy świąteczny kurz już opadnie.

A potem nadchodzi Nowy Rok, ten symboliczny kres i początek, który jednocześnie daje nadzieję i generuje kolejną falę oczekiwań. Bilansujemy minione miesiące jak przedsiębiorcy podsumowujący rok podatkowy: co się udało, co było stratą, co można poprawić. W sklepach wyprzedaże, jakby świat chciał nam powiedzieć: „Zacznij od nowa, ale najpierw kup coś jeszcze”. W internecie setki poradników: „Nowy Rok, nowy ty”, jakby człowiek był oprogramowaniem wymagającym corocznej aktualizacji.

W emocjach ludzi rodzi się osobliwy mix: nadzieja, że tym razem będzie inaczej, i zmęczenie, że znów powtarzamy te same rytuały. Jedni zapisują się na siłownie, inni kupują nowe kalendarze, wszyscy próbują odnaleźć sens w tym symbolicznym „odcięciu”, które tak naprawdę jest tylko przesunięciem wskazówek zegara.

A jednak — mimo całej tej komercyjnej otoczki, mimo presji zakupów, promocji i wyprzedaży coś w nas pozostaje niezmienne. W głębi wciąż szukamy czegoś prawdziwego. Chwili autentycznego ciepła, rozmowy bez pośpiechu, spojrzenia, które nie potrzebuje błyszczącej oprawy. I może właśnie na tym polega współczesna świąteczna magia: na umiejętności odnalezienia sensu tam, gdzie wszystko próbuje go zakrzyczeć.

Bo choć świat próbuje sprzedać nam wizję świąt, których nie potrzebujemy, to my nadal mamy prawo tworzyć własną. Mniej perfekcyjną, mniej instagramową, ale bardziej ludzką. Taką, w której emocje nie mają metki ani kodu rabatowego. Taką, w której Nowy Rok zaczynamy nie od listy postanowień, lecz od oddechu głębokiego, szczerego, naszego.

I może to właśnie jest największy prezent, jaki możemy sobie dać: pozwolić, by grudzień był nie tylko sezonem promocji, lecz także sezonem refleksji. By święta nie były tylko wydarzeniem w kalendarzu, lecz przestrzenią do zatrzymania. I wreszcie, by Nowy Rok nie był tylko marketingową obietnicą, ale szansą na to, aby choć odrobinę bardziej być, a nie tylko mieć.

.

.

Handlowe dyrdymały

Co witryna to inna promocja

bez VAT, wyprzedaż, na raty

dziwna to wirtuozja

kiedy ludzie kupują stare graty

Chodzą – obniżek wypatrują

nie zważając ile przepłacają

jakie buble im sklepy oferują

pieniędzy się pozbywając

Jakże złudne są slogany

chwyty marketingowe:

za 3 x 0% towar damy

do 70% przeceny mamy

Ludzie dwoją się i troją

koszyki napełniają barachło

w ogonkach godzinami stoją

i cieszą się że zapłacili tak tanio

Nowomowa rządzi:

 „Tylko dziś połowę ceny”

a gdy człowieczyna błądzi

kabzy nabijają marketingowe hieny

Kasia Dominik 

.

A jednak poza światłem witryn, poza marketingowym hałasem i galeriami pełnymi ludzi, istnieje druga, cichsza warstwa świąt, ta, która trwała na długo przed pojawieniem się reklam i rabatów. To Boże Narodzenie, święto o korzeniach znacznie głębszych niż świąteczne dekoracje. Święto, które zaczyna się od nadziei, nie od zakupów; od obietnicy zbawienia, nie od nowej kolekcji zimowej.

W pustynnym chłodzie Betlejem przyszedł na świat Ten, który wypełnia najbardziej ukryte ludzkie pragnienia, pragnienie pokoju, zgody, bliskości. I choć minęły tysiące lat, a świat zmienił się nie do poznania, wciąż wracamy do tej jednej nocy, która odmieniła historię. Do tej Nocy, podczas której w półmroku świątyń zbieramy się na Pasterce zmęczeni, zabiegani, ale nagle zatrzymani w chwili, wyjątkowej, magicznej narodzenia Pańskiego.

Kościół wypełnia się blaskiem świec, szeptem kolęd, delikatną ciszą, w której słychać: „Przyszedłem dla ciebie”. W tej jednej chwili człowiek przestaje być konsumentem, a staje się pielgrzymem. Przychodzi, by usłyszeć historię, którą zna od dziecka, ale za każdym razem brzmi ona inaczej.

Bowiem Boże Narodzenie to nie dekoracje, to oczekiwanie na przyjście Boga, który nie wybiera pałaców, lecz serca. To czas, w którym wierzymy, że Chrystus może zapukać do naszych drzwi, jak wędrowiec potrzebujący schronienia, i że powinniśmy zostawić dla Niego miejsce przy stole. Tak jak czynili to dawniej nasi dziadkowie, zostawiając jedno nakrycie więcej, nie przez wzgląd na tradycję, ale na wiarę, że Bóg może przyjść w przebraniu tych, którzy najbardziej potrzebują miłości.

W domach tego wieczoru dzieje się coś niezwykłego: ludzie, którzy przez cały rok mijali się w codziennym zabieganiu, nagle siadają obok siebie. Dzielą się opłatkiem, najskromniejszym z chlebów, a zarazem najbogatszym w znaczenie. Wypowiadają słowa, na które może brakowało odwagi przez wiele miesięcy: przepraszam, dziękuję, kocham.

Ten wieczór uczy nas, że rodzina to nie tylko więzy krwi, to przede wszystkim wspólnota serc. To przestrzeń, w której małe gesty stają się wielkimi, a zwykłe słowa nabierają mocy. W blasku choinki, w przełamywaniu opłatka, w zapachu tradycyjnych potraw odnajdujemy nie tylko tradycję, ale i sens. Bo przecież nie przypadkiem świętujemy Narodzenie Miłości tej, która rodzi się po cichu, w skromności, w obecności drugiego człowieka.

A kiedy zasiadamy do stołu, kiedy śpiewamy kolędy, i kiedy Pasterka łączy nasze głosy w jedną melodię odkrywamy, że Boże Narodzenie jest przede wszystkim świętem nadziei. Nadziei, że nawet w świecie pełnym chaosu może narodzić się pokój. Nadziei, że w zabieganym życiu może pojawić się światło, że Ten, który narodził się w Betlejem, nadal rodzi się w naszych sercach, jeśli tylko na to pozwolimy.

Bo ostatecznie to nie prezenty, promocje, świąteczne dekoracje pamiętamy najdłużej, ale chwile, w których poczuliśmy bliskość z Bogiem, z drugim człowiekiem, z samymi sobą. Pamiętamy spojrzenia, od których miękną serca. Słowa, które leczą. Gesty, które mówią więcej niż najdroższe upominki.

Boże Narodzenie, prawdziwe Boże Narodzenie, wydarza się w ciszy. W sercu, które czeka. W domu, który jest gotów przyjąć Wędrowca. W człowieku, który pragnie nadejścia Zbawiciela. I może właśnie dlatego, mimo wszystkich zmian w świecie, mimo komercyjnych zawieruch, mimo pędzących kalendarzy ta jedna Noc wciąż potrafi nas zatrzymać.

.

.

Ten jedyny, święty 

Jest taki dzień w grudniu, w którym milkną krzyki,

w zapomnienie idą nieporozumienia.

Za oknem lśnią gwiazdy, a Jezus maleńki,

nowonarodzony, smutek w radość zmienia.

Jest taka noc w roku, kiedy wystrojone

dziatwy biegną żwawo za promieniem jasnym.

Mróz ich szczypie w uszy, gdy późnym wieczorem

chodząc po kolędzie ślą Bogu peany.

I są takie miejsca, w których się objawia

cud błogosławieństwa wręczony od serca.

Wówczas w mroku znika grzechu rana krwawa,

by zabłysnąć mogła chwila najpiękniejsza.

Niechaj zatem człowiek i wszystkie stworzenie 

podarki Trzech Króli czym prędzej zaniesie

przed majestat Pana, który gdy widnieje

słodko się uśmiecha w gwieździstym bezkresie.

Kasia Dominik 

3
0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *